Marcin Radzewicz - odkrycie tegorocznego sezonu na boiskach ekstraklasy

Odra Wodzisław nie jest w tym sezonie, tak jak jesienią 2001 i 2002 r., rewelacją rozgrywek. Ma za to w swoich szeregach piłkarza, który na określenie "rewelacja" na pewno zasługuje. To 23-letni Marcin Radzewicz.
Kilka dni temu Odra grała sparingowy mecz z Piastem Gliwice. Na stadion przyjechałem, kiedy spotkanie już trwało. Schodzącego do szatni Aleksandra Kwieka spytałem, kto strzelił bramkę dla Odry. Młody pomocnik Odry odpowiedział: - Oczywiście "Radza", wszystko "Radza"! On strzela, podaje - żartował Kwiek.

Rzeczywiście, lewonożny, rudowłosy piłkarz bez kompleksów radzi sobie na pierwszoligowych boiskach. Razem z Marcinem Nowackim jest motorem napędowym większości akcji ofensywnych jedenastki z Wodzisławia. Potrafi wygrać pojedynek jeden na jeden, celnie strzelić i dokładnie zagrać do partnera. Wyróżnia się szybkością i walecznością. Na boisku nikomu nie odpuszcza.

Na przykładzie krótkiej kariery Radzewicza widać, co w sporcie znaczą upór, ambicja i konsekwencja. Jego droga do ekstraklasy wcale nie była usłana różami. Odra jest jego siódmym klubem w karierze!

Z klubu do klubu

Radzewicz jest wychowankiem szkółki piłkarskiej MOSiR Jastrzębie. - Piłką bardzo interesuje się mój tata. Kiedy byłem mały, zabierał mnie na pierwszoligowe mecze GKS Jastrzębie, a w szóstej klasie szkoły podstawowej trafiłem do MOSiR - opowiada. Z jastrzębskiej szkółki, z której wywodzą się też Paweł Hajduczek (Polonia Warszawa) i Sebastian Nowak (Ruch Chorzów), szybko trafił do juniorów Odry Wodzisław. Tam wiosną 1999 r. po raz pierwszy zetknął się z trenerem Ryszardem Wieczorkiem. - Poszedłem do Odry, bo to był pierwszoligowy klub, a co dla mnie najważniejsze - miał drużynę w Międzywojewódzkiej Lidze Juniorów. Wiosną 1999 r. po solidnych treningach z trenerem Wieczorkiem byliśmy w czołówce. Przegraliśmy tylko dwa mecze - wspomina. Po zakończeniu wieku juniora nie zdołał się przebić do kadry pierwszej drużyny Odry i odszedł do MK Górnik Katowice. - Wolałem grać w trzeciej lidze niż w rezerwach Odry w czwartej. Chyba dobrze zrobiłem, bo przecież w końcu i tak - choć trochę później - trafiłem do ekstraklasy.

Rozpoczął się okres kilkuletniej gry Radzewicza na boiskach trzeciej ligi. Młodemu i zadziornemu piłkarzowi nie było łatwo. W ekipie z Kostuchny nie pograł zbyt wiele. Najpierw były problemy z potwierdzeniem do klubu, a potem przyplątała się kontuzja. Józef Czech, kierownik drużyny MK Górnik: - Przyszedł do nas i byliśmy z niego zadowoleni. Był przebojowy, ale brakowało mu jeszcze rutyny. Trener Pietraszewski mówił wtedy, że nie trzeba wystawiać go do składu na całe mecze. Potem chcieliśmy go zatrzymać, ale jego ojciec chciał, żeby spróbował pograć gdzieś wyżej i w końcu odszedł od nas.

- Niedobrze mi się robi, jak ktoś mówi takie rzeczy - zżyma się Radzewicz. - Zawsze sam decydowałem o tym, gdzie będę grał - podkreśla. Z kartą na ręce przeniósł się do walczącego o awans do drugiej ligi Bogmaru Ceramedu Bielsko-Biała. I tam nie pograł jednak zbyt wiele. - Trener Borecki dawał mu szansę, ale Radzewicz był wtedy piłkarzem nieobliczalnym. Raz potrafił zagrać super, a raz zepsuć prostą piłkę - wspomina Robert Piekarski, od kilku lat czołowy piłkarz bielskiej drużyny. Po kilku miesiącach gry w Ceramedzie trafił do Rozwoju Katowice. Jednak i tu pograł zaledwie kilka miesięcy. Romuald Oryńczak, dyrektor Rozwoju: - Kiedy do nas przyszedł, był piłkarzem na poziomie trzeciej, czwartej ligi. Był osobą z zewnątrz i chyba dlatego nie zaaklimatyzował się w środowiskowym klubie, jakim jest Rozwój. Charakteryzował się szybkością i - co ważne - odpornością psychiczną. Znam wielu dobrych technicznie zawodników, którzy nie potrafią się przebić, bo nie dają sobie rady z presją. Radzewicz jest odporny i dlatego dzisiaj gra w ekstraklasie.

Po okresie gry w Rozwoju Radzewicz wrócił do Jastrzębia i przez rok występował w tamtejszym Górniku. Na swoim podwórku odnalazł się. Jego coraz lepsze występy zauważyli działacze oraz szkoleniowcy Piasta i latem ubiegłego roku piłkarz trafił do Gliwic. Okres gry w Piaście okazał się przełomowy w jego karierze. Był liderem zespołu, który w czerwcu wywalczył upragniony awans do drugiej ligi. Na swoim koncie miał sześć goli i aż czternaście asyst! - W Piaście wszystko było poukładane. Były dobra atmosfera i dobry zespół. Trzeba było tylko grać. W trzeciej lidze grałem w różnych drużynach, z różnymi zawodnikami. Trenowało mnie wielu szkoleniowców. Dużo zobaczyłem i wiele się nauczyłem - mówi.

Telefon dzwonił bez przerwy

Po kilku miesiącach gry w Piaście zaczęły się pojawiać pierwsze oferty z klubów ekstraklasy. Już zimą o Radzewicza pytała Amica Wronki. W końcówce sezonu o najlepszego zawodnika trzeciej ligi biło się już siedem zespołów! Oprócz Amiki: Górnik Zabrze, Odra Wodzisław, Dospel Katowice, Ruch Chorzów, Wisła Płock, a także Zagłębie Lubin... - Telefon dzwonił niemal codziennie. Czasami nie wiedziałem już, kto do mnie telefonuje. Jednak to oczywiście przyjemne móc wybierać w tylu ofertach.

Radzewicz zdradza nam kulisy swojego transferu do Odry. - Miałem dylemat: Amica czy Odra. Z działaczami z Wronek rozmawiałem już wcześniej, a przy okazji ich wiosennego meczu w Wodzisławiu umówiłem się z nimi w Pszczynie. Amica oferowała czteroletni kontrakt. Ja jednak nie chciałem się wiązać na tak długo. Pieniądze były przy tym wszystkim sprawą drugorzędną. Najważniejsze była i jest gra. Dlatego wybrałem Odrę. Bardzo duże znaczenie miał fakt, że szkoleniowcem jest trener Wieczorek. Z Odrą podpisałem kontrakt w poniedziałek, a trzy godziny później ponownie zadzwonili do mnie działacze Amiki z nową ofertą trzyletniego i wyjątkowo dla mnie korzystnego kontraktu. Gdybym nie podpisał już umowy z Odrą, to kto wie, jak by się to wszystko potoczyło... Na razie uważam jednak, że podjąłem słuszną decyzję. Wybór Odry był w stu procentach strzałem w dziesiątkę - mówi piłkarz.

Radzewicz po przyjściu do Wodzisławia od razu błysnął i na boiskach ekstraklasy pokazuje się z bardzo dobrej strony. A nie jest to łatwe, o czym przekonali się w poprzednich latach inni wyróżniający się trzecioligowi piłkarze. Grzegorz Rajman (Rozwój Katowice) i Dawid Skrzypek (Zagłębie Sosnowiec) trafili do Odry z dobrymi recenzjami, ale nie przebili się do pierwszego składu.

Sukces rodziców

Radzewicz mieszka z rodzicami w Jastrzębiu na os. Staszica. Podkreśla, że wiele im zawdzięcza. - To ich sukces, że gram dzisiaj w pierwszej lidze. Byli ze mną cały czas i wspierali mnie w trudnych momentach. Pomagali w dojazdach do Katowic czy Bielska. Tata zresztą jest na każdym meczu w Wodzisławiu - dodaje. Jego występami w ekstraklasie interesują się też dwie młodsze siostry: 21-letnia Sylwia i 15-letni Ewelina, które zbierają wycinki z gazet i wkładają je do specjalnej teczki. W wolnych chwilach piłkarz lubi surfować po internecie - najczęściej sprawdza, co kibice wypisują na stronach Odry i Piasta. Lubi także oglądać programy motoryzacyjne. W przyszłości chciałby spróbować swoich sił w lidze zagranicznej, najchętniej hiszpańskiej albo angielskiej. Kto wie, może to życzenie spełni się szybciej niż myśli? O Radzewiczu w samych superlatywach wyrażał się Paul Ashworth, angielski szkoleniowiec oglądający ostatni ligowy mecz Odry z Lechem Poznań.