Gigant na macie

Felieton Wiesława Pawłata
Do tej pory jedynym mistrzem świata na Lubelszczyźnie w dyscyplinach olimpijskich był znakomity siatkarz Tomasz Wójtowicz. Od sukcesu tego genialnego zawodnika upłynęło blisko 30 lat. W miniony weekend do mistrza świata i mistrza olimpijskiego dołączył zapaśnik walczący w stylu klasycznym Dariusz Jabłoński. Filigranowy reprezentant chełmskiego Cementu Gryfu okazał się na macie prawdziwym gigantem i w znakomitym stylu wywalczył we francuskim Creteil złoty medal w kategorii 55 kg. Mało tego, stoczył najlepszą walkę finałów, za co publiczność zgotowała mu owację na stojąco.

To pierwszy mieszkaniec Chełma, który zaszedł tak daleko. Prawdę powiedziawszy przed nim było tam już kilku zapaśników, którym niewiele zabrakło do osiągnięć Jabłońskiego. Najbliżej był chyba jego klubowy trener Andrzej Głąb, który na olimpiadzie w Seulu wywalczył srebrny medal - oczywiście także w najlżejszej wadze. Bo Chełm to takie zapaśnicze miasto. Wychowało się tam wielu bardzo znanych, nie tylko w Polsce zawodników, takich jak: Stanisław Barej, Jan Potocki czy wreszcie brat mistrza Piotr Jabłoński. Swego czasu ówczesny trener Cementu Gryfu, a dziś prezydent miasta Krzysztof Grabczuk zmontował znakomity zespół. W lidze oprócz braci Jabłońskich walczyli jeszcze mistrzowie olimpijscy z Atlanty: Andrzej Wroński i Włodzimierz Zawadzki, których wspierał srebrny medalista z Barcelony Piotr Stępień. Zresztą Wroński wygrał także w Seulu. Była to znakomita propaganda zapasów, które wówczas miały najlepszy okres w historii. Do szkolnej salki, gdzie odbywały się spotkania, było niemal tak trudno się dostać, jak na dzisiejsze mecze piłkarzy Górnika Łęczna. Wydawało się to całkiem normalne, bo przecież z olimpiady w Atlancie zapaśnicy przywieźli aż pięć medali, w tym trzy złote. Startujący tam Jabłoński wówczas medalu nie zdobył. Po olbrzymim sukcesie w Atlancie przyszło kilka lat chudych. Nie grano Mazurka Dąbrowskiego na olimpiadzie w Sydney, bo nie zdobyliśmy tam żadnego medalu. Warto zauważyć, że zwycięstwem we Francji chełmianin przełamał dziewięcioletnią niemoc naszych klasyków w mistrzostwach świata. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium stanął w 1994 roku Wroński.

Jeden z najlepszych siatkarzy ubiegłego wieku na świecie Tomasz Wójtowicz, jest też jedynym złotym medalistą olimpijskim w naszym regionie. Mam nadzieję, że na olimpiadzie w Atenach Dariusz Jabłoński dołączy do osamotnionego wielkiego mistrza. We dwójkę zawsze raźniej.