Odra Wodzisław - Lech Poznań 2:0 (0:0)

"Kolejorz" zagrał najlepszy mecz w tej rundzie. Efekt? Kolejna porażka - tym razem z Odrą w Wodzisławiu. Poznaniacy oddali znów blisko 20 strzałów. - To tylko statystyka, liczy się - tak jak na rybach - to, co w sieci - stwierdził obrońca Lecha Waldemar Kryger.
Dla obu drużyn spotkanie miało bardzo duże znaczenie. Poznaniacy w poprzednich spotkaniach zdobyli zaledwie 4 pkt i chcieli wreszcie przełamać złą passę. Trener Czesław Michniewicz wrócił do ustawienia 4-4-2. Na prawej pomocy pauzującego Łukasza Madeja zastąpił Paweł Kaczorowski. Do skłądu wrócił także Maciej Scherfchen. Brakowało chorego Zbigniewa Wójcika i kontuzjowanego Arkadiusza Kaliszana. Na ławce rezerwowych pozostał Bartosz Ślusarski. - Już czuję się lepiej. Ta przerwa w rozagrywkach pozwoli mi wrócić do pełni sił - mówił poznański napastnik.

Poznaniacy od początku zdecydowanie zaatakowali. Na bramkę Marcina Bębna sunął atak za atakiem. Bardzo aktywna była dwójka napastników: Damian Nawrocik i Piotr Reiss. Kapitalnie szczególnie spisywał się Nawrocik, który na mokrym boisku efektownymi dryblingami oszukiwał piłkarzy Odry. Dobrze grała też druga linia. Poznaniacy grali z ogromną determinacją i agresywnością, jakby było to dla nich spotkanie o wszystko. Na mokrej murawie podobała się kombinacyjna i techniczna gra. Nie było wykopywania piłki przed siebie, bezsensownych podań. Bramkarz Odry miał pełne ręce roboty i, mimo padającego deszczu, zwijał się jak w ukropie. Na jego bramkę kolejno strzelali: Świerczewski (2. min i 12.), Nawrocik (23.), Rafał Grzelak (25., 29). Ten ostatni w sytuacji sam na sam trafił w nogi Bębna. To nie wszystko. W 34. i 39. min losy meczu spokojnie mógł przesądzić Paweł Kaczorowski. Prawy pomocnik Lecha najpierw nie wykorzystał podania bardzo dobrze grającego Reissa i słabo strzelił z dwunastu metrów, a potem nie zdołał wykorzystać świetnego dośrodkowania Nawrocika. - Zabrakło zimnej krwi. Gdybym zamknął oczy, to pewnie byłby gol - stwierdził krótko po meczu Kaczorowski.

Odra w pierwszej części rozczarowała. Osamotniony w ataku Mariusz Nosal robił co mógł. Nie był w stanie sam przedrzeć się przez blok wysokich obrońców Lecha. Starali się wprawdzie, jak w każdym spotkaniu w tym sezonie, Marcin Radzewicz i Marcin Nowacki, ale było to za mało, żeby poważniej zagrozić bramce "Kolejorza". W pierwszej połowie gospodarze oddali zaledwie jeden celny strzał na bramkę Waldemara Piątka! - Nasi pomocnicy i napastnicy mieli dużo strat, a Lech przeprowadzał szybkie kontry piątką, szóstką zawodników. "Rozklepywali" nas z tyłu - mówił Radim Sablik, który po raz pierwszy w tym sezonie wybiegł na boisko w podstawowej jedenastce Odry.

Druga połowo również zaczęła się od ataków gości. W 50. min ładnym, technicznym strzałem z linii szesnastki popisał się Reiss. Piłka nieuchronnie zmierzała w okienko prawego rogu bramki Odry. Wydawało się, że teraz gol dla gości musi już paść... Bęben popisał się jednak kapitalną interwencją! Sobie tylko znanym sposobem, końcami palców wybił futbolówkę na rzut rożny! Potem z minuty na minutę gra Odry zaczęła nabierać tempa. Na bramkę Piątka dwa razy strzelał Nosal. Lech jednak też nie odpuszczał i atakował.

Losy spotkania zdecydował się w 73 min. Radzewicz dokładnie zagrał do znajdującego się w polu karnym Nosala. Napastnik Odry w starciu z pilnującym go Waldemarem Krygerem upadł, a prowadzący mecz słowacki sędzia Richard Havrilla bez wahania podyktował jedenastkę i wyrzucił z boiska obrońcę "Kolejorza". - Nosal wykorzystał odpowiedni moment, zachował się sprytnie. Przytrzymałem go ręką, ale niezbyt mocno. W odpowiednim momencie jednak wyszło jego doświadczenie, przewrócił się, a sędzia gwizdnął jedenastkę i wyrzucił mnie z boiska - mówił po meczu Kryger. - Karny był ewidentny. Gdyby nie było faulu, to Mariusz znalazł by się w sytuacji sam na sam. Ja chciałem strzelić na siłę w lewy róg. Tak też zrobiłem - komentował Nowacki, strzelec gola z jedenastki. - Sęk w tym, że Nosal prawdopodobnie nie doszedłby do piłki. Naprawdę wielka szkoda. I tak zresztą w tym momencie powinno być 4:0 dla nas - opowiadał Kryger.

Lech, mimo, że grający w dziesiątkę, całym zespołem rzucił się do odrabiania strat. W 79. min strzałem głową mógł wyrównać Świerczewski, ale piłka przeszła obok bramki. Kilka minut później było już po meczu. Błażej Jankowski dokładnym prostopadłym podaniem uruchomił Nowackiego, a ten w sytuacji sam na sam, bez asysty grających już z przodu obrońców Lecha, po raz drugi pokonał Piątka. Po meczu szczęśliwi piłkarze Odry odtańczyli taniec szczęścia na środku boiska, a załamani zawodnicy z Poznania z opuszczonymi głowami schodzili do szatni. - Już nie wiem co mam powiedzieć - mówił smutno Piotr Reiss, kapitan zespołu.

Lech podobnie jak tydzień temu w meczu z Katowicami oddał na bramkę rywali blisko 20 strzałów. - To tylko statystyka, liczy się - tak jak na rybach - to, co w sieci - stwierdził smutno Waldemar Kryger. - Mamy dwa tygodnie i musimy skupić się na treningu i poprawieniu atmosfery w szatni. Po kolejnych przegranych morale spadło bowiem prawie do zera - dodał.