II liga piłki nożnej: wygrana Szczakowianki z Ruchem, porażki Piasta i Podbeskidzia

Fatalne nastroje w Ruchu pogłębiają się. Potwierdziło się, że "niebiescy" nie mają szczęścia do Szczakowianki - znów stracili gola w ostatniej minucie. Nie lepsze humory w Gliwicach i Bielsku-Białej. To nie była udana kolejka dla naszych ligowców

Choć do półmetka jeszcze daleko, już raczej pewne jest, że żadna z naszych drużyn nie będzie walczyć o awans. No chyba że prawnicy Szczakowianki postarają się, żeby cofnięto jej karę - 10 pkt.

Szczakowianka Jaworzno - Ruch Chorzów 1:0

W ubiegłym sezonie, gdy obie drużyny rywalizowały jeszcze w ekstraklasie, jaworznianie upokorzyli "niebieskich", wygrywając na własnym stadionie aż 6:2, zabrali też Ruchowi dwa punkty w meczu na Cichej, które ostatecznie zaważyły na spadku zasłużonego klubu do drugiej ligi. Po strzale Dariusza Kozubka "niebiescy" stracili wtedy bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu gry...

W sobotę sytuacja się powtórzyła. Stadionowy zegar stanął na 90. min, piłkarze powoli zaczęli rozmyślać już o gorącym prysznicu. Okazało się jednak, że nie wszyscy. Trójka z Jaworzna: Janusz Wolański, Krzysztof Przytuła i Adam Kompała cały czas wierzyła, że zwycięstwo jest możliwe.

Piłka szybko wędrowała od nogi do nogi, wreszcie trafiła do Kompały, który z kilku metrów skierował ją do pustej bramki. - Jestem taki szczęśliwy! Bardzo zależało mi na zwycięstwie. Jestem wychowankiem Górnika Zabrze i mam to już w genach, że rywalizacja z Ruchem jest dla mnie najważniejsza. Mimo że teraz gram w Jaworznie, emocje zostały - uśmiechał się napastnik Garbarni.

Nie do śmiechu było za to Sebastianowi Nowakowi. Młody bramkarz Ruchu nieoczekiwanie zastąpił między słupkami Marka Matuszka. - Przeanalizowałem ostatni mecz Ruchu w Jaworznie. Traciliśmy bramki po stałych fragmentach. Sebastian, który ma lepsze warunki fizyczne od Marka, miał temu zapobiec - tłumaczył Jerzy Wyrobek, szkoleniowiec chorzowskiej drużyny.

Nowak spisywał się znakomicie. Krążył po bramce niczym pająk. W wielkim stylu zatrzymał piłkę po główce Kozubka. W sytuacjach sam na sam nie dali mu rady Iwański i Kozubek. Nie były mu też straszne uderzenia z dystansu Witolda Wawrzyczka i Wolańskiego. - Co z tego, skoro wracamy do Chorzowa bez punktów. Zabrakło konsekwencji, koncentracji. To się zaczęło od Pogoni Szczecin... Tracimy głupie bramki w ostatnich minutach spotkań - wzdychał Nowak. - No co ja mam powiedzieć? Jeżeli nie będziemy skoncentrowani do końca, zawsze będziemy w ten sposób przegrywać. Nawet jak mecz będzie trwał 100 minut. Szkoda, bo remis by nas zadowolił - denerwował się Marcin Malinowski, pomocnik Ruchu.

Jaworznianie grali bardzo widowiskowo. Szkoda tylko, że zamiast strzelać, stosowali taktykę "tysiąca podań". - To przez to boisko [Szczakowianka pierwszy raz zagrała na wyremontowanej murawie stadionu miejskiego - przyp. red.], było tak równe, że żal było się pozbywać piłki - żartował Kompała.

Ciężko wywalczone zwycięstwo dało piłkarzom Szczakowianki wiele radości. Ostatni raz cieszyli się tak szczerze po remisie z Górnikiem Zabrze, który dał im prawo gry w barażach.

Szanse na trzy punkty mieli też chorzowianie. Gra Ruchu mogła się podobać szczególnie po przerwie. Najbliżej pokonania Andrzeja Bledzewskiego był Piotr Bajera. Napastnik "niebieskich" przegrał jednak próbę nerwów. Bramkarz Szczakowianki powstrzymał zarówno jego szarżę, jak i strzał głową z 5 m. Bardzo groźnie z dystansu uderzał też Malinowski, ale i tym razem górą był "Bledza". - Opatrzność boska nade mną czuwała. To był dobry mecz, wiele sytuacji z każdej strony. O jedna bramkę byliśmy jednak chyba lepsi - uśmiechał się Bledzewski.

- Ciężko było szczególnie po przerwie. Ruch zmienił taktykę, zaczął grać trójką w pomocy. Bardzo trudny rywal - chwalił Ryszard Czerwiec, rozgrywający Szczakowianki.

W ostatnich sekundach spotkania na pole karne drużyny z Jaworzna przybiegł nawet Nowak. - Liczyłem, że mój wzrost może się przydać - tłumaczył. - Dziś pokazaliśmy, jak ważne jest, by wierzyć i grać do końca. Mimo że werdykt NKO nie wpłynął na nas pozytywnie, pokazaliśmy charakter - podkreślał Marek Kubisz, napastnik Szczakowianki.

W Jaworznie cieszyli się nie tylko ze zwycięstwa, ale i z przypływu gotówki. Dała ją firma Sukces zajmująca się techniką mocowań.

Szczakowianka Jaworzno 1(0)

Ruch Chorzów 0 (0)
Strzelec bramki

Kompała (90.).

Szczakowianka: Bledzewski - Wiśniewski, Hosić, Księżyc, Wawrzyczek - Iwański (60. Wolański), Przytuła, Czerwiec, Kozubek (81. Jaromin) - Kompała, Kubisz (66. Chudy).

Ruch: Nowak - Jarczyk, Masternak, Szyndrowski, Balul - Bartos Ż, Malinowski (86. Fornalik), Bizacki (46. Kundra), Lines - Śrutwa, Bajera (76. Suker).

Sędziował: Sławomir Berezowski (Opole), widzów: 3 tys.



Zdaniem trenerów

Jerzy Wyrobek (Ruch)

Kolejny mecz przegrywamy w ostatnich sekundach. Szkoda. Nasza gra mogła się podobać, szczególnie w drugiej połowie.

Albin Mikulski (Szczakowianka)

Wiem, co teraz czują trener Wyrobek i jego piłkarze. My też przegrywaliśmy mecze w ostatnich sekundach, chociażby w Gorzycach. To na pewno boli. Myślę jednak, że o tę jedną bramkę byliśmy lepsi. Ruch grał dobrze. To był spokojny, wyrachowany futbol. Obie drużyny czuły przed sobą respekt, szacunek. Nikt nie chciał się otworzyć.

not. tod



Podbeskidzie Bielsko Biała - Cracovia Kraków 0:3

Piłkarze Podbeskidzia zdobyli zaledwie dwa punkty w ostatnich sześciu meczach. Spotkanie z Cracovią miało być meczem prawdy dla trenera Wojciecha Boreckiego. Jego podopieczni jednak przegrali i nie wiadomo, czy szkoleniowiec Podbeskidzia zachowa posadę. - Nikt mi przed meczem z Cracovią nie stawiał ultimatum - mówił po spotkaniu smutny Borecki. - W poniedziałek zbiera się zarząd klubu i razem z trenerem przeanalizujemy sytuację - stwierdził wiceprezes Janusz Okrzesik. - Na trybunach nie było nowego szkoleniowca i nie gramy z trenerem Boreckim w ciuciubabkę. Jednak zespół ostatnio gra słabo i musimy coś zrobić - dodał. My na trybunach dojrzeliśmy mieszkającego w Szczecinie Eugeniusza Różańskiego, byłego trenera m.in. Zagłębia Lubin i Pogoni Szczecin.

Podbeskidzie do meczu Cracovią przygotowało się bardzo solidnie. Drużyna przebywała na krótkim obozie w Szczyrku. Jednak gospodarze grali bez Piotra Czaka, Mieczysława Sikory, Grzegorza Bogdana i Bartosza Woźniaka, którzy zostali przesunięci do rezerw. - To efekt słabego zaangażowania i niskiej formy. Jeżeli w rezerwach pokażą się z dobrej strony, to wrócą do pierwszej drużyny - wyjaśnił wiceprezes Okrzesik. - Dzisiaj graliśmy w eksperymentalnym składzie. Niektórzy piłkarze po raz pierwszy wystąpili na nowych pozycjach - narzekał Borecki.

Początkowo nic nie zapowiadało, że gospodarze przegrają tak wysoko. Od początku przewagę mieli goście, ale bielszczanie umiejętnie się bronili. Przełom nastąpił w 38. min. Na strzał z ponad 30 m zdecydował się Marcin Makuch. Piłka skozłowała przed Łukaszem Merdą i niespodziewanie wpadła do bramki. - Piłka podskoczyła na kępce trawy i poszła w inną stronę, niż przewidywałem. Ale to był mój ewidentny błąd - nie ukrywał bramkarz gospodarzy. Przy drugiej bramce błąd popełnił doświadczony Mieczysław Agafon, który wybił piłkę tuż pod nogi Piotra Bani. Krakowski napastnik silnym strzałem z 15 m po raz drugi pokonał Merdę. Wynik meczu ustalił Arkadiusz Baran, który wykorzystał dośrodkowanie Pawła Nowaka. Gospodarze w całym meczu nie wypracowali sytuacji do zdobycia honorowej bramki. - Niestety, nie mamy siły uderzeniowej. W poprzednich meczach choć wypracowaliśmy okazję. Dziś, niestety, nie potrafiliśmy. Nie wiem, czy zmiana trenera coś da. Problem leży w psychice. Musimy wygrać jeden, dwa mecze, żeby się przełamać - twierdził po meczu Marcin Klaczka, pomocnik Podbeskidzia. Goście byli zadowoleni z wygranej. - To nasze piąte zwycięstwo z kolei. Jestem zadowolony nie tylko z wygranej, ale i ze stylu - cieszył się Wojciech Stawowy, szkoleniowiec Cracovii. Jego zespół dopingowała 700-osobowa, dobrze zorganizowana grupa krakowskich kibiców.

Podbeskidzie Bielsko-Biała 0 (0)

Cracovia Kraków 3(1)

STRZELCY BRAMEK

Makuch (38.), Bania (78.), Baran (84., głową).

SKŁADY

Podbeskidzie: Merda - Jendryczko Ż, Piekarski, Bujok - Żukowski (46. Kazimierowicz), Klaczka, Agafon, Uzoma, Zdolski (41. Szłapa) - Rączka Ż (78. Stalmach), Salami.

Cracovia: Olszewski - Wacek, Skrzyński, Węgrzyn, Baster (60. Radwański Ż) - Makuch (89. Zawadzki), Baran, Giza Ż, Nowak - Dudziński (55. Szczoczarz), Bania.

Sędziował: Tomasz Witkowski (Warszawa), widzów: 4 tys.

Janusz Mincewicz



GKS Bełchatów - Piast Gliwice 1:0

Piłkarze GKS Bełchatów do ostatniej minuty nie mogli być pewni, że wygrają szósty mecz w tym sezonie. Gliwiczanie od pierwszych minut toczyli z gospodarzami wyrównany pojedynek. Początek był obiecujący dla bełchatowian, ale po licznych dośrodkowaniach w pole karne Jacek Gorczyca bez trudu wybijał piłki. W 26. min bramkarz Piasta wyprzedził będącego w dogodnej sytuacji Marcina Chmiesta, a minutę później Dariusz Patalan wybiegł w pole karne, ale Janusz Bodzioch w ostatniej chwili wybił mu piłkę.

Goście niezwykle pieczołowicie pilnowali Chmiesta i Patalana, w tej sytuacji zagrożenie dla bramki Piasta stwarzał przede wszystkim Dariusz Pawlusiński i pozostali pomocnicy. W 37. min po błędzie Gorczycy i strzale Jacka Popka wydawało się, że piłka wpadnie wreszcie do siatki, ale Jarosław Kaszowski wyręczył bramkarza i wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Minutę później idealne dośrodkowanie Popka z lewej strony trafiło w pole karne, gdzie Chmiest sprytnie przepuścił piłkę, a Pawlusiński dopełnił tylko formalności.

Gospodarze próbowali pójść za ciosem, ale strzelali niecelnie. W drugiej połowie trener Piasta Józef Dankowski wprowadził do gry rezerwowego napastnika Piotra Ussa, który bardzo wzmocnił siłę ataku gliwiczan. W 49. min Aleksander Ptak ubiegł Ussa, a trzy minuty później - po jego dośrodkowaniu - Rafał Andraszak chciał zaskoczyć bramkarza przewrotką, ale nie trafił w piłkę.

Gospodarze, widząc, że zwycięstwo jest poważnie zagrożone, kilka razy groźnie zaatakowali. W 66. min - po błędzie obrońców - Pawlusiński znalazł się w sytuacji sam na sam z Gorczycą, ale bramkarz Piasta okazał się lepszy.

Goście nie poddawali się. Walczono bardzo ostro, a najboleśniej przekonał się o tym bełchatowianin Robert Kolendowicz. W 70. min zastąpił Popka, a już trzy minuty później za kopnięcie rywala bez piłki został odesłany do szatni.

W końcówce przeważał Piast, ale obrońcy GKS nie popełnili żadnego błędu.

Jerzy Walczyk

GKS BEŁCHATÓW1 (0)
PIAST GLIWICE0 (0)
STRZELEC BRAMKI

GKS: Pawlusiński (38.).

Widzów: 2 tys.

Składy

GKS: Ptak - Berliński, Frohlich Ż, Augustyniak - Pawlusiński, Szarpak (89. Pokładowski), Hinc, Kuranty, Popek (70. Kolendowicz) - Chmiest Ż, Patalan (76. Jelonkowski).

Piast: Gorczyca - Sala (46. Uss Ż), Bodzioch, Wilk Ż, Szeja - Kaszowski, Szmatiuk, Gontarowicz, Gamla Ż, Piechocki (66. Bałuszyński) - Andraszak.





P

ozostałe wyniki 11. kolejki

ŁKS Łódź - Arka Gdynia 1:1 (1:1), Aluminium Konin - Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0), KSZO Ostrowiec - Zagłębie Lubin 0:5 (0:2), MKS Pogoń Szczecin - Błękitni Stargard Szczeciński 2:1 (2:1), Polar Wrocław - Stasiak Opoczno 0:1 (0:0), Tłoki Gorzyce - RKS Fameg Radomsko 1:1 (1:0).



1. MKS Pogoń Szczecin112423-7
2. Cracovia Kraków112322-9
3. Zagłębie Lubin112316-7
5. GKS Bełchatów112117-11
6. Jagiellonia Białystok112017-11
7. RKS Radomsko111815-10
8. Ruch Chorzów111618-12
9. Piast Gliwice111613-15
10. Szczakowianka J.112220-11
11. Arka Gdynia11128-11
11. MC Podbeskidzie B.-B.111213-21
12. ŁKS Łódź111110-12
13. Tłoki Gorzyce 11 2 5 4 13-17 11

14. Stasiak Opoczno111110-17
15. Aluminium Konin1188-15
16. Polar Wrocław11711-22
17. KSZO Ostrowiec1178-21
18. Błękitni Stargard1136-19
Uwaga: Szczakowianka rozpoczęła sezon z -10 pkt.