Mistrz gromi rywali. Vive Kielce - Warszawianka 37:25 (19:12)

- Dawno między tymi zespołami nie było takiej różnicy - komentarz Jarosława Cieślikowskiego, trenera Warszawianki, mówi wszystko. Mistrzowie Polski zdeklasowali wydawałoby się groźnego rywala. W Kielcach Vive rozgromiło Warszawiankę 37:25
To miał być pierwszy w miarę zacięty mecz Vive w tym sezonie przed kielecką publicznością. Jednak o tym, że o zwycięstwo nie powinno być trudno, przekonaliśmy się już przed spotkaniem - kontuzja Michała Matysika okazała się na tyle groźna, że reprezentacyjny rozgrywający nie przyjechał do Kielc, a Jarosław Cieślikowski przywiózł tylko 12 graczy, w tym dwóch bramkarzy. Do tego okazało się, że podstawę rozegrania tworzą dwaj zawodnicy, którzy jeszcze w ubiegłym sezonie występowali klasę niżej: Michał Przybylski (Eltast Radom) i Krzysztof Kłosowski (Warmia Olsztyn). - Oni jeszcze muszą się dużo uczyć. Teraz jest tak, że raz gra jeden z nich, a potem drugi - twierdził trener Warszawianki.

Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia - w pierwszych minutach koncert dał Rafał Bernacki, broniąc w niecałe trzy minuty cztery strzały, w tym dwa karne. I choć ze stanu 2:0 goście szybko wyrównali na 2:2, to potem nie byli w stanie powstrzymać kielczan. Vive grało nieźle w obronie, a przede wszystkim skutecznie w ataku. Świetnie spisywał się Aleksander Litowski, skuteczny był też Andrzej Bystram. Przy stanie 8:3 Cieślikowski próbował czasem wybić z rytmu gospodarzy, ale nie udało się. Przez dziesięć minut Warszawianka zdobyła tylko dwa gole, ale za to jej gracze często siadali na ławce kar. Wykorzystali to kielczanie i w 18. min prowadzili już 12:5.

Zanosiło się na pogrom czwartej drużyny minionego sezonu. - Przyszło jednak jakieś rozprężenie. Gdybyśmy cały czas grali na 100 procent, wynik byłby wyższy - mówił potem Bernacki. W ekipie gości najlepszy był Adrian Anuszewski, ale w pojedynkę niewiele mógł zrobić. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy i po pierwszej połowie gospodarze wysoko wygrywali.

Wydawało się, że kielczanie, mający w zanadrzu środowy pojedynek z Wisłą w Płocku i mecze Ligi Mistrzów, będą oszczędzać siły. Jeszcze w pierwszej połowie trener Daniel Waszkiewicz zdjął z boiska Litowskiego. - Mamy dwóch dobrych środkowych rozgrywających. Staram się, żeby i Sasza, i Filip Kliszczyk grali po 30 minut - tłumaczył potem szkoleniowiec. - Nie oszczędzamy się, bo nie myślimy o kolejnych meczach. Najpierw trzeba wygrać najbliższe spotkanie - stwierdził Radosław Wasiak, kapitan Vive.

Pewnie dlatego druga połowa rozpoczęła się także od mocnego uderzenia gospodarzy. Trzy bramki z rzędu zdobył świetnie kontrujący Patryk Kuchczyński, gole zdobyli też Wojciech Zydroń i Wasiak w 39. min było aż 24:14. - Bardzo słabo zagraliśmy w 2. linii. Liczyłem też na Leszka Starczana, ale on mnie zawiódł. No i w obronie popełnialiśmy skandaliczne błędy - mówił potem Cieślikowski. Kielczanie bezlitośnie wykorzystali te błędy i raz po raz kontrowali (z kontr w drugiej połowie zdobyli aż 10 goli, a w całym meczu aż 14). Do tego w ostatnim kwadransie świetnie bronił Jarosław Tkaczyk wychodząc obronną ręką z 6 sytuacji sam na sam. - Kielce nas zdemolowały - przyznał trener Warszawianki. Ze stanu 26:18 szybko zrobiło się 32:19. - Nie spodziewałem się, że pójdzie tak łatwo - stwierdził Wasiak.

W środę o godz. 18 Vive gra w Płocku z Wisłą, a w sobotę o godz. 15 w Kielcach pierwszy mecz Ligi Mistrzów - Vive podejmuje duński Skjern Handball.

VIVE KIELCE - WARSZAWIANKA 37:25 (19:12)

Vive: Bernacki, Tkaczyk - Zydroń 6, Bystram 5, Bielecki 5, P. Sieczka 5, Litowski 4, Kuchczyński 4, Wasiak 3, Hiliuk 3, Kliszczyk 2 (1), J. Sieczka, Telelewski Warszawianka: Suchowicz, Wichary - Anuszewski 8 (1), Diegtiarow, Kłosowski 5 (2), Waśko 4, Siódmiak 3, Pepliński 2, Starczan 2, Przybylski 1, Korus. Sędziowali: Piotr Brenk i Piotr Chudzicki (Poznań). Kary: 8. i 12. minut. Widzów ok. 1200

Przebieg meczu: I połowa: 2:0, 2:2, 5:2, 5:3, 8:3, 9:5, 12:5, 13:6, 13:8, 15:9, 16:12, 19:12; II połowa: 19:13, 22:13, 24:14, 24:16, 29:18, 32:19, 33:20, 35:23, 37:24