Sport.pl

Pamapol AZS Częstochowa - NKS Nysa 3:0

Zagraliśmy w kilku elementach nieźle, ale rywal był jeszcze lepszy - przyznał trener Nysy po porażce w Częstochowie.
Młoda drużyna z Nysy dobrze spisywała się w ostatnich sparingach, dlatego spodziewano się w Częstochowie znacznie trudniejszej przeprawy. Gracze Włodzimierza Madeja najwyraźniej nie wytrzymali jednak presji. Mieli problemy zwłaszcza w ataku. Z blokiem AZS tylko od czasu do czasu radził sobie Arkadiusz Olejniczak (jeden z czwórki występujących w sobotnim mistrzów świata juniorów). W tej sytuacji częstochowianie od początku wyraźnie przeważali.

- O naszej przegranej zadecydowały nieporozumienia taktyczne - przyznał Włodzimierz Madej, trener Nysy. - Grający z konieczności na środku bloku Marcin Kasprzak normalnie jest atakującym, nie radził sobie w bloku i nie umiał współpracować ze skrzydłowymi. Ale nie mogę mieć do niego pretensji. Gorzej, że niewiele ponad 20 proc. skuteczności miał nasz atakujący Patucha. On za bardzo chciał pokazać się w swoim byłym klubie.

Po kilkunastu minutach gry w pierwszym secie było aż 20:12. I chociaż w końcówce Częstochowa straciła trzy punkty przy zagrywce rywali, set szybko dobiegł końca. Siatkarze Pamapolu mogli wygrać różnicą większą niż 5 punktów, ale popsuli zbyt wiele serwisów. W tym elemencie słabo wypadli w całym meczu. Często wprowadzali piłkę asekuracyjnie, a ryzykując mocną zagrywkę z wyskoku, popełniali błędy.

- Dzisiaj dobrze funkcjonował atak, obrona, blok, ale w zagrywce mieliśmy sporo problemów - przyznał po meczu skrzydłowy Pamapolu Krzysztof Gierczyński.

Wysokie zwycięstwo w drugiej partii akademicy zawdzięczają świetnej grze w końcówce. Wcześniej zbyt często mylili się w serwisie, przegrali też kilka wymian, w których siatkarze z Nysy zaimponowali świetną grą w obronie. Gdy częstochowianie poprawili zagrywkę i uszczelnili blok, punkty zaczęły się sypać jak z rogu obfitości. Gierczyński, Michał Winiarski, Grzegorz Szymański dostawali dobre piłki od Woickiego i przewaga AZS rosła z akcji na akcję. Skończyło się na 25:17.

W trzeciej partii Woickiego zastąpił Jakub Oczko. Biało-zieloni znowu wyraźnie przeważali i wydawało się, że zwyciężą z przewagą nie mniejszą niż w drugim secie. W pewnym momencie coś się jednak zacięło. Przy zagrywce Jarosława Maciończyka Nysa doprowadziła do stanu 21:20 i doszło do emocjonującej końcówki. Po walce punkt za punkt minimalnie w aut zaatakował Piotr Łuka i mecz dobiegł końca.

- Chwała moim zawodnikom, że po wysoko przegranej drugiej partii w trzeciej podjęli walkę - zaznaczył trener Madej.

- Nie wytrzymaliśmy presji - tłumaczył przyczyny porażki atakujący NKS Adrian Patucha. - Od początku meczu byliśmy spięci. Zresztą widziałem po sobie, że coś jest nie tak. Szkoda, bo przed meczem byliśmy pełni optymizmu. Będziemy się docierać i sprawimy jeszcze niespodzianki.

Pamapol AZS Częstochowa - NKS Nysa 3:0 (25:20, 25:17, 25:23).

Pamapol: Woicki, Winiarski, Kokociński, Szymański, Gierczyński, Gołaś, Kryś (libero) - Szewiński, Oczko, Jurkiewicz.

NKS: Maciończyk, Olejniczak, Kasprzak, Patucha, Łuka, Markiewicz, Gacek (libero) - Jaszewski, Kurek, Syguła.