Przed meczem Vive Kielce - Warszawianka, sobota godz. 17

Po raz pierwszy w tym sezonie kieleccy kibice będą mogli zobaczyć mecz z mocniejszym rywalem. W sobotę o godz. 17 piłkarze ręczni Vive podejmują Warszawiankę
Inauguracja ekstraklasy szczypiornistów ułożyła się tak, że pierwsze dwa spotkania u siebie mistrzowie Polski zagrali z drużynami, które walczyć będą o utrzymanie - beniaminkiem AZS AWF Biała Podlaska i MOSiR Zabrze. Emocji w tych spotkaniach nie było.

Więcej walki spodziewać się można w sobotę, choć Warszawianka niezbyt udanie rozpoczęła - wprawdzie jeszcze nie przegrała, ale z czterech pojedynków czwarty zespół minionego sezonu zremisował aż trzy w tym niespodziewanie w Głogowie z Chrobrym i w ostatnią środę z DGT AZS AWFiS Gdańsk (dawne Wybrzeże) u siebie 27:27, choć do przerwy gospodarze wygrywali aż 18:11. - Trudno racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego ten mecz tak się zakończył. Na pewno duży wpływ miała kontuzja kolana Michała Matysika już po kwadransie gry. W drugiej połowie popełniliśmy trochę błędów, zabrakło też szczęścia, bo sam naliczyłem z sześć słupków i poprzeczek - mówi Jarosław Cieślikowski, trener Warszawianki. - Dość groteskowo zaczęliśmy ligę. Dawno już nie mieliśmy tylu remisów. I choć lepiej remisować, niż przegrywać, to te dwa ostatnie remisy są dla nas porażkami - dodaje.

Skład Warszawianki uległ ostatnio kilku zmianom. Doświadczonych Piotra Obrusiewicza (szuka klubu w Niemczech) i Aleksieja Kosiaka (wrócił do Szachtara Donieck) zastąpili młodzi Michał Przybylski (wychowanek MKS Końskie) i Krzysztof Kłosiński z Warmii Olsztyn. Przyszedł także Artur Siódmiak z Wybrzeża - ci gracze w połączeniu z Leszkiem Starczanem, Matysikiem czy Adrianem Anuszewskim mogą stworzyć dobry zespół. - Teraz jednak ta drużyna jest jeszcze w przebudowie - podkreśla Cieślikowski.

Nie wiadomo jednak, czy w Kielcach zagra Matysik. Brak tego reprezentacyjnego rozgrywającego może być wielką stratą dla gości. - Mimo to Warszawianka przyjedzie i będzie walczyć - zapowiada Filip Kliszczyk, rozgrywający Vive. Potwierdza to Cieślikowski. - Wiemy, że czeka nas ciężka przeprawa, ale przecież się nie poddamy - mówi.

Tym pojedynkiem Vive rozpoczyna maraton trudnych pojedynków. Już w środę mistrzowie Polski zagrają w Płocku z wicemistrzami - Wisłą, za tydzień rozegrają w Kielcach pierwszy mecz Ligi Mistrzów z duńskim Skjern Handball. Następnie zagrają u siebie z Olimpią Piekary Śląskie, wyjadą na Węgry na mecz Champions League z Foteksem Veszprem i prosto stamtąd udadzą się do Wrocławia na mecz ze Śląskiem - w ciągu 18 dni 6 ciężkich pojedynków i sporo jazdy autokarem.

- Niestety, nie ma gdzie oszczędzać sił. Trzeba wygrywać i myśleć o kolejnym rywalu - mówi Daniel Waszkiewicz, trener Vive. W minioną środę jego zespół rozgromił w Opolu beniaminka, Gwardię 32:15, dając pokaz gry obronnej w drugiej połowie - wygrał ją 18:4! Jutro Waszkiewicz będzie miał do dyspozycji tych samych zawodników, a być może już w najbliższych dniach do kieleckiej drużyny powróci Piotr Grabarczyk.

Pozostałe mecze

Śląsk Wrocław - MMTS Kwidzyn, DGT AZS AWFiS Gdańsk - Wisła Płock, AMD Chrobry Głogów - Olimpia Piekary Śląskie, AZS AWF Biała Podlaska - Gwardia Opole, PZU Życie Zagłębie Lubin - MOSiR Zabrze