Koszykówka: młody gliwiczanin gra w amerykańskiej lidze akademickiej

Jest bardzo prawdopodobne, że wkrótce Śląsk będzie miał pierwszego koszykarza w NBA. Na razie mierzący 215 cm Łukasz Obrzut z Gliwic szykuje się do debiutu w amerykańskiej lidze akademickiej
Niedługo rusza kolejny koszykarski sezon akademicki w Stanach Zjednoczonych, który tym razem będzie zapewne pilnie obserwowany przez śląskich kibiców basketu. W składzie drużyny Uniwersytetu Kentucky zobaczymy bowiem zawodnika z Gliwic Łukasza Obrzuta. 21-letni środkowy o imponujących warunkach fizycznych (215 cm wzrostu, 117 kg wagi) jest w Ameryce od ponad roku i tego lata udało mu się dostać na upragniony uniwersytet.

"Dzikie Koty", klubowy zespół University of Kentucky, to jedna z najlepszych drużyn w historii ligi akademickiej. "Wildcats" aż siedem razy zdobywali tytuły mistrzów NCAA, a ich wychowankami są m.in. słynny trener Pat Riley oraz tak znani zawodnicy NBA, jak Jamal Mashburn czy Sam Bowie.

Łukasz sportową przygodę zaczynał dość późno, bo w wieku 15 lat. Jego koszykarski talent odkryła mama. - Syn jest uparty i dopnie swego. On wie, czego chce. Ma to po mężu, który jest góralem - twierdzi pani Grażyna Obrzut.

Mama pomogła Łukaszowi znaleźć pierwszy klub - to był bytomski MOSM. - Wsiadałem do pociągu, którym jechałem do Bytomia, a potem tramwajem pod halę. Trening, prysznic i wieczorem z powrotem pociągiem do Gliwic. Lekcje odrabiałem późną nocą. Tak wyglądał mój tydzień - opowiada Łukasz.

Treningi prowadzone przez Marcina Macha nie poszły na marne. Rosłego nastolatka dostrzegli szkoleniowcy juniorskiej reprezentacji i Łukasz dostał powołanie do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Warce, gdzie grał i uczył się przez cztery lata. Podczas jednego z turniejów w Holandii nastolatkiem zainteresowali się wysłannicy amerykańskich uczelni.

Warunkiem było zdanie amerykańskiej matury. Łukasz wyjechał za Ocean i przez rok przygotowywał się do egzaminu w Bridgton Academy w stanie Maine. Nauczył się tam języka, a przy okazji występował w miejscowym zespole Wolverines, osiągając bardzo dobre wyniki (przeciętnie 12 punktów, 8 zbiórek, 3 asysty, 2 bloki). Nic dziwnego, że potem posypały się propozycje. Wszystkich konkurentów (ofert było podobno pół setki!) przebiła prestiżowa uczelnia z Kentucky.

Dla Amerykanów największym problemem jest wymówienie imienia i nazwiska naszego rodaka. - Gdy pierwszy raz przyleciałem do Stanów, nikt nie potrafił wymówić mojego imienia, o nazwisku już nawet nie wspomnę. Mój kolega z pokoju nazwał mnie Woo. Woo-kosh, czyli amerykański Łukasz i tak już zostało - śmieje się gliwiczanin.

W Stanach Obrzut wpadł w oko Bobowi Hillowi, znakomitemu trenerowi, który pracował z drużynami NBA: San Antonio Spurs, Indiana Pacers i New York Knicks. Hill porównuje gliwiczanina do dwóch obecnych graczy NBA. - Jest kombinacją Dirka Novitzkiego i Keitha Van Horna. On może grać pod samym koszem, ale bardzo dobrze radzi sobie również w dystansie. I co bardzo ważne potrafi świetnie biegać - stwierdził Hill w jednej z lokalnych gazet.

W Kentucky trenerem Obrzuta jest inna znakomitość Tubby Smith. Ten świetny fachowiec był asystentem Rudy'ego Tomjanovicha w reprezentacji USA, która na olimpiadzie w Sydney wywalczyła złoty medal.

Łukasz ma spore szanse, by trafić do zawodowej ligi NBA. Przemawiają za nim wzrost, sprawność, szybkość i rozsądek. Niewykluczone, że w NBA za kilka lat będzie biegał braterski duet, bo Łukasz ma młodszego o trzy lata brata Dawida, który w koszykarskich umiejętnościach jest podobno jeszcze lepszy od Łukasza. - Dawid ma większy talent, zresztą to on wciągnął Łukasza do koszykówki. Sporo ze sobą grali i niewykluczone, że Dawid też trafi do Stanów. Na razie gra w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Warce - mówi mama braci.

W Lexington, gdzie mieści się Uniwersytet Kentucky, Łukasz znalazł polską rodzinę. U zaprzyjaźnionych rodaków spędza wolny czas, gustuje zwłaszcza w bardzo smacznych niedzielnych obiadach pani Magdy, gospodyni domu.