I liga piłki nożnej: Odra Wodzisław - Górnik Łęczna 2:0

Dwa i pół kilograma

Lider powstrzymany! Piłkarze Odry przerwali udaną passę pięciu spotkań bez porażki rewelacyjnego beniaminka z Łęcznej. - Jestem zadowolony z trzech punktów, z gry mniej - skomentował trener Ryszard Wieczorek

Jedenastka z Wodzisławia po kiepskim starcie w rozgrywkach i ostatnich niepowodzeniach w meczach ze Świtem Nowy Dwór i Koroną Kielce w Pucharze Polski podeszła do meczu z liderem z Łęcznej niezwykle skoncentrowana. Piłkarze Odry zaatakowali od pierwszych minut. Na bramkę Górnika strzelali kolejno: Marcin Nowacki (7.), Wojciech Grzyb (10., 13.) i Marcin Radzewicz (16.). O przewadze gospodarzy świadczyła liczba rzutów rożnych wykonanych w pierwszym kwadransie: było ich aż siedem.

Podopieczni Ryszarda Wieczorka nie potrafili jednak zdobyć gola. Brakowało ruchu i gry bez piłki z przodu. Starał się, jak mógł, Nowacki, który partnerował w ataku Mariuszowi Nosalowi. Bardzo aktywny był też Radzewicz.

Goście otrząsnęli się po 20 minutach. Najpierw Marcina Bębna mógł pokonać Sylwester Czereszewski, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Potem bramkarza wodzisławian nieprzyjemnym i silnym strzałem próbował zaskoczyć Paweł Bugała. Bęben był jednak w sobotę bardzo mocnym punktem Odry. W okresie lekkiej przewagi gości wodzisławianie zdobyli gola. Na bramkę Roberta Mioduszewskiego huknął z prawie 20 m Wojciech Górski. Golkiper Górnika zdołał wprawdzie sparować strzał kapitana Odry, ale piłka trafiła wprost pod nogi Nowackiego, który odegrał ją do Nosala. Ten, stojąc 6 m od bramki, nie miał najmniejszych problemów ze zdobyciem gola. - To był instynkt. Wiedziałam, że Marcin będzie podawał. Przystawiłem nogę i trafiłem idealnie - cieszył się po spotkaniu Nosal, dla którego był to pierwszy gol w ekstraklasie od dłuższego czasu.

Kilka minut później przyjezdni mogli wyrównać. Wydawało się, że w polu karnym Odry Wojciech Górski faulował Bugałę. Sędzia Zbigniew Marczyk z Piły był jednak innego zdania i kazał grać dalej. - Minąłem rywala, chciałem dogrywać piłkę, ale zostałem pociągnięty przez niego za koszulkę. To był oczywisty faul - przekonywał po spotkaniu Bugała. - Przepychaliśmy się obaj. Sędzia nie mógł w tej sytuacji podyktować karnego - ripostował Górski.

- Sędzia nie podyktował karnego, bo światło w Wodzisławiu jest tak mocne, że go oślepiło - ironizował Grzegorz Skwara, wyróżniający się zawodnik Górnika na boisku w Wodzisławiu.

Po przerwie kibice zobaczyli na stadionie zupełnie inne zespoły. Górnik zaatakował z pasją, a Odra cofnęła się do głębokiej defensywy. Dobrze grał w drugiej linii Mirosław Budka, rozegrał się Bugała. Przewaga drużyny z Łęcznej rosła z minuty na minutę. Na dodatek po godzinie gry z boiska zszedł Nowacki, do tego momentu najlepszy piłkarz Odry, jak zwykle walczący i biegający za dwóch. - Już sam chciałem poprosić o zmianę. Nogi nie wytrzymywały. W ciągu dwóch tygodni rozegrałem pięć meczów - podkreślał reprezentant polskiej młodzieżówki. Odra momentami broniła się w dziesiątkę, pozostawiając z przodu osamotnionego Nosala. Gospodarze tylko indolencji strzeleckiej Budki i Bugały mogą zawdzięczać to, że nie stracili gola. Miejscowi nastawili się na kontry i jeden z takich ataków przyniósł im drugą bramkę. Aleksander Kwiek dokładnie przerzucił piłkę do Przemysława Pałkusa. Ten ku zaskoczeniu wszystkich zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, z woleja. 23-letni napastnik, który kilkanaście minut wcześniej pojawił się na boisku, trafił lewą nogą idealnie i zdobył jedną z najładniejszych bramek 6. kolejki, a przy okazji swojego pierwszego gola w ekstraklasie. - Bardzo się cieszę z tej bramki. Jak będziemy wygrywać, to zawsze mogę wchodzić na boisko - mówił Pałkus, który do Wodzisławia trafił latem z Tłoków Gorzyce. Zaraz po zdobyciu bramki wszyscy piłkarze Odry podbiegli do linii końcowej i zrobili charakterystyczną kołyskę. Był to prezent dla Radima Sablika, któremu kilka dni temu urodziła się córeczka. Warto dodać, że w końcówce piłkarz z Ostrawy pojawił się na boisku. Dla Czecha i Roberta Górskiego mecz z Górnikiem był pierwszym tegorocznym występem w ekstraklasie.

Po meczu trener Wieczorek dziękował swoim piłkarzom za wysiłek i serce włożone w grę. Spotkanie z ekipą z Łęcznej szczególnie dużo kosztowało Radzewicza. W ciągu 90 minut pomocnik Odry schudł o 2,5 kg.



ZDANIEM TRENERÓW

Ryszard Wieczorek (Odra): - Chciałem pogratulować chłopakom za serce i zdrowie, które włożyli w ten mecz. Ta wygrana sprawi, że będziemy mieli teraz trochę spokoju. Cały czas trwa bowiem na nas nagonka, że czegoś nie potrafimy, że coś robimy źle... Martwi mnie kontuzja mięśnia dwugłowego Marka Sokołowskiego. Wychodzą elementy zmęczenia, bo w ostatnim czasie sporo graliśmy.

Jacek Zieliński (Górnik): - Zasłużone zwycięstwo Odry. Niektórzy moi piłkarze chyba za szybko uwierzyli, że są już bardzo dobrzy. Zagraliśmy słabo w pierwszej połowie. W drugiej to było to, co potrafimy grać. Pech spowodował, że nic nie weszło. Tragedii z tej porażki nie robimy. Dalej będziemy grali swoje. Trzeba pamiętać, że przegraliśmy z czołowym zespołem ubiegłego sezonu. Odra to zresztą drużyna o dużym potencjale.

not. zich



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Mariusz Nosal (Odra): - Bardzo ciężki mecz. W pierwszej połowie to my mieliśmy przewagę, w drugiej stroną przeważającą był Górnik. Dlaczego tak głęboko cofnęliśmy się do obrony? To wyniknęło z gry.

Grzegorz Skwara (Górnik): - Wyszliśmy z założeniem, żeby pograć na 0:0. Nie udało się, straciliśmy gola w pierwszej połowie. Szkoda niewykorzystanych sytuacji. Sylwek miał dwie, ale nic nie chciało wejść. Odra z kolei to, co miała, wykorzystała.

Marcin Radzewicz (Odra): - Bardzo cieszymy się z wygranej. Z zespołów, z którymi dotychczas graliśmy, na pewno mocniejsza od drużyny z Łęcznej była Legia.

Paweł Bugała (Górnik): - W każdym meczu przez 20, 30 minut jesteśmy jacyś rozkojarzeni. W pierwszej połowie w naszej grze za mało było agresywności. W drugiej było już bardzo dobrze. Zepchnęliśmy Odrę do obrony Częstochowy. Nie robimy tragedii z porażki. Nie każdy mecz można wygrać. Mamy na swoim koncie 13 punktów.

Wojciech Górski (Odra): - Nareszcie pokazaliśmy to, na co wszyscy czekali. To był mecz o dużym ryzyku. Musieliśmy wygrać. Mamy teraz dwa tygodnie, żeby przygotować się dobrze do kolejnego spotkania.

Sylwester Czereszewski (Górnik): - Przespaliśmy pierwszą połowę. Potem mieliśmy więcej z gry, ale brakowało wykończenia pod bramką.

Przemysław Pałkus (Odra): - To była nerwówka. Cieszę się, że udanie zastąpiłem Marcina.

Robert Mioduszewski (Górnik): - W drugiej połowie graliśmy tak, jak gra Górnik. Ciężko zrozumieć, dlaczego nie stało się tak w pierwsze połowie. Przy pierwszym straconym golu, tak jak nakazuje kanon bramkarski, odbiłem piłkę na bok. Niestety, trafiła ona pod nogi Nowackiego. Ktoś z naszych zawodników powinien był przy nim stać. Przy drugim golu liczyłem, że piłkarz Odry przyjmie piłkę.

not. zich



LICZBA NOSALA

27

bramek w barwach Odry w I lidze zdobył Mariusz Nosal. Na dorobek ten składają się gole z lat 1997-99 i bramka w meczu z Górnikiem Łęczna

zich