Curling: powstał pierwszy klub na Śląsku

Kamienie w dłoń

Wszystko zaczęło się w XV wieku. Flamandzcy emigranci, osiedleni w Szkocji, dla zabicia wolnego czasu rywalizowali w rzutach polnymi głazami na zamarzniętych jeziorach. Gra nazywała się "kuling". Wczoraj gra szkockich górali dotarła na Śląsk

Teraz nazywa się "curling" i jest dyscypliną olimpijską. Nasz kraj dopiero raczkuje w tej dyscyplinie sportu. Polska Federacja Curlingu powstała zaledwie pięć miesięcy temu. Do wczoraj kamienie można było pchać po lodzie w zaledwie siedmiu klubach (Piechowice, Kraków, Piła oraz cztery klubu warszawskie). Była to rozrywka dla zaledwie czterdziestu graczy.

Teraz do rodziny curlingowej dołączył też nasz region. Wczoraj oficjalnie zainaugurował działalność Śląski Klub Curlingowy w Katowicach. Stało się tak dzięki grupce studentów katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. - Z inicjatywą wyszli studenci, ja byłem tylko osobą, która pomogła im się zorganizować - mówi Damian Herman, prezes klubu, a na co dzień pracownik naukowo-dydaktyczny śląskiej uczelni.

Wśród członków założycieli klubu jest m.in. Krzysztof Zawadzki, sędzia hokejowy z Katowic. - Pierwszy raz wziąłem kamień do ręki w 1990 roku we Francji. Zakochałem się w tej dyscyplinie. Od tamtego momentu moim marzeniem było przeniesienie jej na śląski grunt - uśmiecha się Zawadzki.

Na razie w klubie jest zarejestrowanych 14 zawodników. Ich największym problemem jest brak sprzętu i torów do gry. Na razie żaden z nich nigdy nie miał kamienia curlingowego w rękach. - Póki co, będziemy trenować na sucho. To będzie curling nocą, bo dopiero po 22 są wolne godziny na lodowisku w Katowicach - podkreśla Krzysztof Beck, wiceprezes klubu.

Najbliższe tory curlingowe tory są w Czechach. I właśnie za południową granicą pierwszy raz zaprezentuje się śląski klub. Ma się to wydarzyć jeszcze w tym roku.

Klub jest otwarty dla wszystkich chętnych. - Nie chcemy być elitarną grupą. To ma być rozrywka dla wszystkich, sposób na spędzanie wolnego czasu. Póki co, nie mamy zbyt wiele do zaoferowania, ale to przecież dopiero początek - podkreśla Herman.



Kamień z dna morza

Curling nie jest tani. Najdroższe są kamienie (cena kompletu - 16 sztuk - to wydatek minimum 4 tys. euro).

Kamienie są dlatego takie drogie, ponieważ produkuje się je właściwie w tylko jednym miejscu na ziemi.

Od ponad 150 lat niemal wszystkie kamienie robi się z granitu wydobywanego na Alisa Craig, niewielkiej szkockiej wysepce u ujścia rzeki Clyde. Nadal też, jak każe tradycja, każdy "set", czyli osiem kamieni (19,96 kg każdy), którymi gra ekipa podczas meczu, wycinany jest z tego samego, jednolitego bloku granitu. Musi on być wydobyty z dna morza, gdzie leżał przez długie miliony lat. W przeciwnym razie zrobiony z niego kamień będzie wchłaniał wodę i pękał. Kamienie można otrzymać jedynie od federacji światowej.

Ważne są też miotełki, którymi zawodnicy wygładzają i rozgrzewają lód przed sunącym kamieniem. Tradycyjne i drogie, najlepiej borsucze, włosie wyparte zostało niemal całkowicie przez tworzywa sztuczne, choć czasem spotyka się także szczoty ryżowe. Obecnie 80 proc. curlerów na świecie to Kanadyjczycy. Polacy podglądają curling głównie w Eurosporcie. Pod względem oglądalności transmisji, w Europie lepsi od nas są tylko Niemcy.

tod



Dla gazety

Paweł Kubik, wiceprezes Polskiej Federacji Curlingowej

Na pewno będziemy pomagać śląskiemu klubowi. To bardzo cenna inicjatywa. Prawdopodobnie już w grudniu Polska stanie się pełnoprawnym członkiem Europejskiej Federacji Curlingu, wtedy będzie też łatwiej o sprzęt. Bo to właśnie wysoka cena kamieni do gry jest największą przeszkodą w rozwoju tej dyscypliny. Na Górnym Śląsku są doskonałe warunki do gry w curling. Nigdzie nie ma przecież tylu lodowisk, co w tej części kraju.

not. tod



Na czym polega curling?

Curling to gra rozgrywana na dwóch równoległych prostych torach lodowych. Polega na przesuwaniu po lodzie do celu (koła) ciężkich rzutków o masie 16-20 kg. W zawodach biorą udział dwie drużyny po czterech graczy; punktuje się celność rzutów. Każda drużyna na zmianę przesuwa kamień po lodzie w kierunku koła, składającego się z wewnętrznych kół. Chodzi o to, aby kamienie przesunąć jak najbliżej najmniejszego koła centralnego zwanego "tee" (wymowa: tii). Każda gra składa się z 10 rund. W kierowaniu, przyspieszaniu i zwalnianiu rzutka pomagają inni zawodnicy z drużyny, energicznie zamiatając powierzchnię lodu przed kamieniem, którego nie mogą jednak dotknąć. Po przesunięciu wszystkich 16 rzutków podliczane są punkty.

opr. tod