Boks: w niedzielę w Jastrzębiu zakończyły się mistrzostwa Polski

Trójka bokserów ze Śląska: Robert Gortat po raz piąty, a Wojciech Ziora i Andrzej Liczik po raz pierwszy została mistrzami Polski. Turniej w Jastrzębiu nie stał jednak na najwyższym poziomie


Trwające od czwartku zawody potwierdziły regres w tej dyscyplinie. Pojedynki nie stały na najwyższym poziomie, na trybunach nie było zbyt wielu kibiców. Nawet wczorajsze finałowe walki nie zdołały wypełnić jastrzębskiej hali. Z niezłej strony pokazali się bokserzy z naszego regionu. Zdobyli wprawdzie znacznie mniej medali niż przed rokiem, ale trzeba pamiętać, że z tegorocznych rozgrywek ligowych z powodu trudnej sytuacji finansowej wycofały się ekipy Imeksu Jastrzębie i Kleofasa Katowice.

Pięściarze ze Śląska dominowali w lżejszych kategoriach. Już w pierwszej finałowej walce złoty medal zdobył Wojciech Ziora. 27-letni bokser Walki Zabrze pokonał 18-letniego Łukasza Maszczyka, wychowanka naszego jedynego amatorskiego mistrza świata Henryka Średnickiego. - To największy sukces w mojej karierze, ale o wygraną nie było łatwo, bo Łukasz to utalentowany i ambitny chłopak - mówił po walce Ziora. Bardzo szczęśliwy był klubowy trener pięściarza z Zabrza Krzysztof Tabak. - Przyjechaliśmy do Jastrzębia w czwórkę, a wyjeżdżamy z dwoma medalami, w tym jednym złotym. Co ma powiedzieć taki Gwarek Łęczna? W półfinałach mieli pięciu zawodników, a w finale nikogo - podkreślał trener Walki.

W kolejnej wadze doszło do bardzo ciekawie zapowiadającego się pojedynku Rafała Kaczora z Andrzejem Rżanym. Obaj zawodnicy nie przepadają za sobą. Widać to było również na ringu. Przez cztery rundy trwała zażarta walka z dużą wymianą ciosów. W czwartym starciu do energicznych ataków ruszył Kaczor. Wydawało się, że ruchliwy pięściarz Victorii Jaworzno może poważnie zagrozić Rżanemu, walczącemu w Jastrzębiu o swój dziesiąty tytuł mistrza Polski. Sędziowie zdecydowali jednak inaczej i wypunktowali wysoką wygraną boksera Gwardii Wrocław. - Walka była wyrównana. Może przegrałem, ale na pewno nie tak wysoko. Sędziowie się wygłupili. Andrzej cały czas trzymał. To było chyba widać. Po trzech rundach wiedziałem, że przegrywam siedmioma punktami. Musiałem więc ruszyć do przodu - komentował po walce Kaczor.

- To była jedna z łatwiejszych finałowych walk z tych dziesięciu, które stoczyłem. Rafał Kaczor i jego ojciec szkalują mnie w gazetach. Ja przyjmuję to spokojnie. Chcę jeszcze poboksować dwa lata i pobić rekord Zbigniewa Pietrzykowskiego, który mistrzem Polski był jedenastokrotnie - odpowiadał Rżany, uznany za najlepszego pięściarza mistrzostw.

Kolejne walki nie wzbudzały już takich emocji. W wadze 54 kg triumfował murowany kandydat do złota Liczik. Dla Ukraińca z polskim obywatelstwem było to pierwsze mistrzostwo Polski. - W mistrzostwach Ukrainy wywalczyłem dwa razy srebro i trzy razy brąz. Złota nigdy nie było - mówił zadowolony pięściarz Victorii. Swój czwarty tytuł zdobył Krzysztof Szot, jeszcze do niedawna zawodnik Imeksu, teraz walczący w barwach PKB Poznań.

Potem z ringu wiało nudą. Kilkuset kibiców zdołał natomiast rozbawić Wojciech Rupiński. Sędzia z Gdańska charakterystycznym sposobem poruszania się po ringu i głośnymi komendami: "stop" oraz "boks" co chwilę wywoływał aplauz widowni.

Fanów na dobre rozgrzały dopiero dwie ostatnie walki w najcięższych wagach. Szczególnie pojedynek Roberta Gortata z Markiem Tomalą mógł się podobać. Było w nim sporo emocji i mocnych ciosów. W drugiej rundzie po jednym z uderzeń Gortata zawodnik AKS Strzegom był nawet liczony. Od drugiego starcia Tomala walczył zresztą z rozbitym nosem. - Ta walka to była ozdoba mistrzostw. Nie było mi łatwo, bo rywal miał wagę 91 kg, a ja tylko 82. Wcale nie dlatego walczyłem w ciężkiej, żeby uniknąć spotkania z Aleksym Kuziemskim. Zrobiłem to dlatego, żeby przejść do historii. Dzięki wygranej mam na swoim koncie złote medale mistrzostw Polski z lekkośredniej, półciężkiej i teraz z ciężkiej - podkreślał Gortat. W najcięższej walce turnieju niespodziankę sprawił Mariusz Wach. Pięściarz Gwardii Warszawa i podopieczny byłego wicemistrza świata Pawła Skrzecza w ładnym stylu pokonał faworyzowanego Grzegorza Kiełsę.

Wyniki finałów

Waga 48 kg: Wojciech Ziora (Walka Zabrze) - Łukasz Maszczyk (Gwardia Warszawa) 12:10; 51 kg: Andrzej Rżany (Gwardia Wrocław) - Rafał Kaczor (Victoria Jaworzno) 30:15; 54 kg: Andrzej Liczik - Zbigniew Kołacz (obaj Victoria Jaworzno) 18:6; 57 kg: Krzysztof Szot - Damian Ławniczak (obaj PKB Poznań) 15:7; 60 kg: Mariusz Koperski (PKB) - Marcin Łęgowski (Hetman Białystok) 11:4; 64 kg: Artur Bojanowski (Wda Świecie) - Krzysztof Chudecki (PKB) 15:9; 69 kg: Mirosław Nowosada (Hetman) - Piotr Olejniczak (PKB) 21:8; 75 kg: Piotr Wilczewski (Hetman) - Artur Zwarycz (Gwardia Wrocław) 13:5; 81 kg: Aleksy Kuziemski - Krzysztof Zimnoch (obaj Hetman) 19:6; 91 kg: Robert Gortat (Energetyk Jaworzno) - Marek Tomala (AKS Strzegom) 17:15; + 91 kg: Mariusz Wach (Gwardia Warszawa) - Grzegorz Kiełsa (Hetman) 22:8.



Dla Gazety

Zbigniew Pietrzykowski

trzykrotny medalista olimpijski, jedenastokrotny mistrz Polski

Najładniejszą walką finałów był pojedynek Gortata z Tomalą. Trudno jednak wskazać wybijające się osobowości tych mistrzostw. Brakuje bokserów, którzy prezentują jakiś styl walki.



Paweł Skrzecz

srebrny medalista olimpijski z 1980 r.

Przy tym całym zamieszaniu przed mistrzostwami miałem obawy, ale okazało się, że turniej został świetnie zorganizowany. Na pewno raził brak kibiców w hali. Naszej dyscyplinie potrzebny jest sukces, najlepiej olimpijski medal. Inaczej nie będzie dobrze.

not. zich



LICZBY MISTRZOSTW

9

medali zdobyli bokserzy ze Śląska w indywidualnych mistrzostwach Polski w Jastrzębiu (w tym trzy złote), a

16

na ubiegłorocznych MP w Białymstoku (również trzy złote)

zich