Po kieleckiej rundzie mistrzostw Europy w rajdach enduro

- Jeśli zawodnik pokonuje trasę z Kielc do Warszawy i z powrotem, jadąc cały czas rowem, a na mecie nie ma pretensji do trasy, to znaczy, że wszystko jest w porządku - mówi kielczanin Marek Sikora po ostatniej rundzie mistrzostw Europy w rajdach enduro ze startem i metą w Miedzianej Górze.
Przez trzy dni najlepsi rajdowi kierowcy ze Starego Kontynentu walczyli na podkieleckich trasach o tytuły mistrzowskie. Już za rok w tych samych rejonach odbędzie się największa motocyklowa impreza na świecie, czyli Sześciodniówka.

Piotr Rozpara: Jak goście oceniali tę rundę?

Marek Sikora, przewodniczący Głównej Komisji Sportów Motocyklowych Polskiego Związku Motorowego, członek jury mistrzostw Europy: W swej końcowej mowie szef jury bardzo wysoko ocenił trasę, a przede wszystkim próbę motocrossową w Wincentowie. Ta trasa spełnia wszystkie wymagania FIM [światowej federacji motocyklowej - red.], nie musimy się jej wstydzić. A próba w Wincentowie była wzorcowa - teraz właśnie o takie chodzi.

A zawodnicy? Oni często mają pretensje.

- Nie była łatwa, ale i nie bardzo trudna. Ja zawsze tłumaczę to tak, że jeśli ktoś przejeżdża trasę z Kielc do Warszawy i z powrotem, jadąc cały czas rowem, a zsiadając z motoru jest zadowolony, to chyba jest OK.

Obawialiście się problemów z ekologami i leśnikami.

- Nie było takich problemów. Z wszystkimi udało się porozumieć. Świetnie ze swoich zadań wywiązała się też policja.

Za rok przyjedzie do nas kilka razy więcej zawodników. Czy tegoroczne mistrzostwa były już sprawdzianem przed Sześciodniówką?

- Sześciodniówka to będzie zupełnie inna impreza. Inaczej musi być zorganizowana praca biura, sędziów na poszczególnych punktach. Udało się natomiast podawanie niektórych wyników prosto do internetu, choć na Sześciodniówce będziemy podawać tam wszystkie rezultaty. Teraz to była tylko namiastka tego, co nas czeka.