Rozmowa z Beatą Mikołajczyk

W Japonii więcej nie byłam w stanie osiągnąć. Teraz przede mną walka o miejsce w osadach olimpijskich i łatwo się nie poddam - zapewnia najlepsza bydgoska kajakarka, która wróciła z Komatsu ze srebrnym i brązowym medalem mistrzostw świata juniorów
W swym debiucie w MŚ 18-letnia zawodniczka Łączności była druga w jedynce na dystansie 1000 m i trzecia na 500 m. Ponadto podopieczna trenera Wiesława Rakowskiego zajęła szóste miejsce w czwórce na 500 m,



Jarosław Dąbrowski: W tym sezonie, przed MŚ, przegrałaś tylko z Niemką. Czułaś się więc pewnie faworytką do medalu...

Beata Mikołajczyk: Starałam się nie myśleć o podium, by później nie przeżyć rozgoryczenia porażką. Dopiero stojąc w kajaku do finału na 1000 metrów rozejrzałam się po rywalkach i powiedziałam sobie w duchu: "No, osiem miesięcy ciężko trenowałam, więc chyba się teraz należy medal".

Była szansa na złoto, zwłaszcza na 1000 m, gdzie przegrałaś tylko z Nicole Reinhardt?

- Czułam się bardzo silna, ale nie w szczycie formy. A Niemka mnie zaskoczyła. W Bochum bowiem płynęłyśmy od startu dziób w dziób i dopiero na finiszowych 250 metrach wyprzedziła mnie o dwie dziesiąte sekundy. I myślałam, że w Japonii będzie podobnie. Tymczasem ona ruszyła ostro, miałam nawet do niej dwie łódki straty. Odrabiałam dystans, ale skończyło się na różnicy dwóch sekund. Dałam z siebie wszystko i gdyby nie trener Michał Brzuchalski, przewróciłabym się przy wysiadaniu z kajaka. Nazajutrz startowałam dwóch finałach. Szlakując najpierw czwórce wmawiałam sobie, że jeszcze tylko ten wyścig i mam wakacje. Oczywiście oszukiwałam się, bo miałam jeszcze finał jedynek na 500 m. W czwórce skończyło się na szóstym miejscu. A brąz w jedynce sama nie wiem, jak zdobyłam. jedno jest pewne: nie da się zregenerować w godzinnej przerwie między kolejnymi biegami. Jak wypuszczona z buszu poszła od startu Węgierka Danusia Kozak, której mama jest Polką. Po 100 metrach uciekła mi też Niemka. Słabłam i spadłam nawet na piąte miejsce. 100 metrów skupiłam się na Węgierce i trzymając jej tempo, finiszowałam. Na mecie spojrzałam na resztę stawki i już wiedziałam, ze jestem trzecia. Pomyślałam sobie: "A jednak udało się".

Od stycznia trenujesz z reprezentacją seniorek. Uważasz, że to zasługa tych sukcesów?

- Na pewno. Zawsze w silniejszej grupie się lepiej trenuje. Taka grupa ciągnie cię do przodu. Lepiej wiosłować z silniejszymi niż być liderką słabszych. Uświadomiłam sobie, jakże zupełnie inne jest ściganie z seniorkami w porównaniu z juniorkami czy młodzieżówką. Dopiero zbieram doświadczenie.

Za niespełna dwa tygodnie walka o medale mistrzostwa świata seniorek i zarazem kwalifikacje do igrzysk. Widzisz się w którejś z ewentualnych trzech osad olimpijskich: jedynce, dwójce lub czwórce na 500 metrów?

- Żeby pływać w jedynce, trzeba poczekać, nabrać doświadczenia i być lepszą od Anety Pastuszki. Będę na pewno walczyć o miejsce w którejś z osad. Jestem rywalką dla pozostałych kadrowiczek. Każda walczy o siebie, niektóre wiedzą, że igrzyska mogą być ich ostatnimi w życiu. Ja czuję, że dam radę - jak nie w roku olimpijskim, to później. Wszystko okaże się na wiosennych konsultacjach i w pierwszych startach. Na razie wracam - niestety, bez wakacji - do nauki w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Wstyd się przyznać, ale nie widziałam jeszcze swego świadectwa, rodzice też nie, bo ma je koleżanka - w SMS nie ma bowiem prawdziwego zakończenia roku szkolnego, gdyż w czerwcu wszyscy uczniowie są na jakichś zgrupowaniach lub startach.

Czy ten medale przełożą się jakąś premię, stypendium?

- Miałam stypendium Polskiego Związku Kajakowego, bo jestem w olimpijskiej kadrze B. I pewnie to stypendium zostanie przedłużone.

Rozmawiał Jarosław Dąbrowski



Liczby Beaty

7

lat trenuje kajakarstwo w Łączności

4

medale ma już wielkich imprez: srebro i brąz MŚ juniorów oraz dwa brązy ME juniorów