Kto będzie trenerem Widzewa

Czy Tomasz Łapiński dalej będzie trenerem Widzewa? Tego chce Andrzej Grajewski, ale przeciwko są przepisy PZPN. Poza tym większość działaczy Widzewa wciąż marzy o powrocie Franciszka Smudy.


- Muszę skończyć ten cyrk ze zmianami trenerów - twierdzi Grajewski, który w Widzewie odpowiada za sprawy sportowe. - Trzeba dać Łapińskiemu szansę, a nie zwalniać go po jednej porażce.

Za pozostawieniem obecnego szkoleniowca opowiedzieli się też piłkarze Widzewa. Być może to ostatecznie przekonało Grajewskiego, który po zakończeniu spotkania z Górnikiem Łęczna zakomunikował Łapińskiemu, że dalej będzie prowadził Widzew.

Tyle że obecny szkoleniowiec nie ma uprawnień do prowadzenia drużyny w ekstraklasie. Do tego potrzebna jest pierwsza klasa trenerska lub tzw. licencja PRO, uprawniająca do pracy w całej Europie. Grajewski: - Zwrócę się do PZPN o pozwolenie dla Łapińskiego. Przedstawię sytuację klubu, który nie ma pieniędzy na drogiego szkoleniowca. Jeśli się nie zgodzą, poproszę o polecenia nam dobrego i przy tym taniego trenera.

Wszystko wskazywało, że niezależnie od wyniku spotkania z Górnikiem Łęczna do Widzewa wróci Franciszek Smuda. Trener-legenda przyjechał w czwartek do Łodzi, ale - jak twierdził - żeby spotkać się ze znajomymi. I Smuda, i Grajewski nie ukrywali, że rozmawiają na temat pracy w łódzkim klubie. Dlaczego więc menedżer drużyny zmienił zdanie?

Oficjalny powód to wypowiedź Smudy dla jednej z gazet, a zwłaszcza zdanie, że nie zgodzi się na wyjazd drużyny na zgrupowanie do Niemiec. - A my wcale nie mieliśmy zamiaru wyjeżdżać z Polski - mówi Grajewski. Widzewiacy jutro wyjeżdżają na obóz, ale do Straszęcina. - Poza tym nie mogę zgodzić się na sprowadzenie takich piłkarzy jak Ibrahim Sunday, czego chciałby Smuda - dodaje menedżer Widzewa.

Wydaje się jednak, że to nie jest główny powód rezygnacji (tymczasowej?) z zatrudnienia Smudy w Widzewie. Przysłowie mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Smuda nie należy do tanich trenerów, czemu zresztą trudno się dziwić, bowiem w ostatnich latach sukcesy ma największe w Polsce. A w łódzkim klubie trwa oszczędzanie, więc - jak twierdzi Grajewski - Widzewa nie stać na takiego szkoleniowca. 10 tys. zł na miesiąc to maksimum, ile może zarobić trener zespołu z al. Piłsudskiego.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że sprawa powrotu Smudy do Łodzi nie jest zamknięta. - Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że za kilka dni może pojawić się w klubie trener z nazwiskiem - twierdzi Łapiński.

Oby tylko nie był nim Petr Nemec, który jest ulubieńcem Grajewskiego. - Nikt tak jak on nie potrafi przygotować drużyny pod względem fizycznym. Poza tym jest znakomitym taktykiem - zapewnia udziałowiec Widzewa. O ile z pierwszą częścią wypowiedzi można się zgodzić, bo wiosną widzewiacy imponowali wydolnością i szybkością, to słynne ustawienie a'la Real Madryt, a tak miał wiosną grać Widzew, zupełnie nie zdało egzaminu i o mało nie skończyło się spadkiem.

Menedżer musi pamiętać, w jakich okolicznościach Czech odchodził z Łodzi. Przypomnijmy, że zostawił drużynę po wygranym meczu, ale w bardzo trudnej sytuacji. W sumie wyszło to Widzewowi na dobre, bo po powrocie Smudy udało się utrzymać w ekstraklasie. Trudno więc przypuszczać, żeby Nemec został ponownie zaakceptowany.

Inna sprawa, że Smuda, podobnie jak Łapiński, nie ma uprawnień do prowadzenia pierwszoligowych drużyn. Wszystko prawdopodobnie rozstrzygnie się jeszcze w tym tygodniu, ale niewykluczone, że trzeba będzie zatrudnić szkoleniowca z licencją, żeby oficjalnie firmował pracę innego trenera.



Dla Gazety

Leszek Jezierski

były trener, obecnie działacz PZPN

Boję się przychodzić na mecze Widzewa, bo moje serce może nie wytrzymać emocji. Dla obu łódzkich klubów oddałem zdrowie, dlatego jest mi smutno, gdy widzę, co się w nich dzieje. Błędem Widzewa było zmienianie koncepcji co dwa tygodnie, a co kwartał budowanie nowej drużyny. Mam wątpliwości, czy Tomek Łapiński da sobie radę jako trener. Kiedy był zawodnikiem to miał ten dar od Boga w postaci ogromnego talentu. Ale praca z drużyną to coś zupełnie innego. W tym zawodzie największą sztuką jest wyegzekwowanie tego, co trener sam potrafi. Ale to mogą być niepotrzebne rozważania, bo przecież Łapiński nie ma uprawnień do prowadzenia drużyn w ekstraklasie, podobnie zresztą jak Smuda. Ten ostatni ma w tym roku rozpocząć naukę w szkole trenerskiej, o ile zgodzi się na to minister Krystyna Łybacka (Smuda nie ma średniego wykształcenia - przyp. jar.). My, to znaczy wydział szkolenia PZPN wysłaliśmy do MENiS pismo z poparciem dla Smudy. On licencję może dostać najwcześniej za dwa lata. Poza tym Widzew nie może zatrudnić nowego szkoleniowca, jeżeli nie ureguluje spraw z Andrzejem Kretkiem. Trzeba wypłacić mu pieniądze do końca pierwszej rundy.

not. jar

Henryk Apostel

wiceprezes PZPN ds. szkolenia

Andrzej Grajewski zapewniał nas, że w trakcie dwutygodniowej przerwy w rozgrywkach znajdzie trenera z odpowiednimi kwalifikacjami. Dlatego pozwoliliśmy Tomaszowi Łapińskiemu prowadzić drużynę w jednym meczu. Czy możliwe jest wydanie potrzebnych uprawnień dla niego do końca rundy? Nie wiem, co na ten temat myślą koledzy, czyli Antoni Piechniczek, Rudolf Kapera, Orest Lenczyk i Andrzej Strejlau. Na pewno trudno będzie się nam zebrać w najbliższym czasie, bo przecież są mecze reprezentacji i wszyscy jesteśmy w rozjazdach. Nie wiem, co zrobi pan Grajewski, ale był świadomy, że proponowani przez niego kandydaci nie mają licencji. Także Franciszek Smuda, który dopiero poprosił o przyjęcie do szkoły trenerów. Zajęcia rozpocznie dopiero na przełomie października i listopada, więc odpowiedni dokument dostanie najwcześniej za dwa lata. Trochę mu się dziwię, bo przecież proponowałem mu, by skończył taką szkołę w Niemczech. On widać wybrał inną drogę.

not. iwan