Błękitni Stargard - Zagłębie Lubin 1:1 (0:1)

Zagłębie zaledwie zremisowało 1:1 w wyjazdowym meczu z Błękitnymi Stargard. Myśląc o awansie do ekstraklasy, lubinianie nie mogą tracić punktów w meczach z tak słabymi rywalami
Do spotkania z Zagłębiem drużyna ze Stargardu przegrała wszystkie cztery pojedynki, zdobywając w nich zaledwie jedną bramkę. I choćby z tego względu zdecydowanym faworytem tego meczu było Zagłębie.

Niestety, lubinianie zawiedli, prezentując tylko do przerwy w miarę przyzwoity futbol. Pojedynek rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami, gdyż już w piątej minucie po popisowej kontrze Kazimierczak zagrał do Łobodzińskiego, który spokojnie strzelił do siatki nad wybiegającym Kotorowskim. Widać było, że utracony gol podłamał gospodarzy, bo ci przez kolejne pół godziny grali wyjątkowo nieporadnie i nie potrafili w żaden sposób zagrozić bramce Zagłębia. Szkoda, że lubinianie nie wykorzystali słabości przeciwników - w 25. min świetną szansę na podwyższenie miał Krzysztof Ulatowski, ale będąc w sytuacji sam na sam, trafił piłką w Kotorowskiego.

Później na boisku niepodzielnie dominowali już Błękitni. Jeszcze w pierwszej połowie Kubsik, a po chwili Oribhabor zmarnowali bardzo dobre okazje strzeleckie. Po zmianie stron Zagłębie jedynie statystowało. Lubinianie bronili wyniku, ale czynili to nieumiejętnie, co chwila bowiem gracze Błękitnych dochodzili do świetnych okazji bramkowych.

Gospodarze wyrównali po nieco przypadkowej akcji. Po strzale z dystansu Piskorza piłka odbiła się od jednego z lubińskich obrońców, a w zamieszaniu największym sprytem popisał się Gajda, który opanował piłkę i z kilku metrów trafił do siatki.

Do końca meczu miejscowi nadal atakowali, próbując zdobyć zwycięskiego gola. Piłkarze Błękitnych stworzyli sobie kilka doskonałych okazji bramkowych, ale na szczęście dla Zagłębia fatalnie pudłowali. Słabo grający lubinianie tylko raz zagrozili bramce Kotorowskiego, jednak po strzale głową Łobodzińskiego piłka daleko minęła bramkę.

Błękitni Stargard1 (0)
Zagłębie Lubin1 (1)
Bramki: 0:1 - Łobodziński (5.), 1:1 - Gajda (61.)

Błękitni: Kotorowski - Jeziorski (60. Kosiorowski), Ozuah, Demich Ż, Korkuć - Kubsik, Wawrzyniak, Piskorz Ż, Adamski (73. Kownacki) - Jarecki (55. Gajda), Oribhabor.

Zagłębie: Madarić - Kłos (73. Żytko), Manuszewski Ż, Huebscher - Ostrowski (46. Rogóż), Szczypkowski Ż, Kowalski, Salamoński (46. Bartczak), Kaźmierczak Ż - Ulatowski, Łobodziński.

lis

ZDANIEM TRENERÓW

Zarko Olarević, trener Zagłębia Graliśmy dobrze jedynie w pierwszej połowie. Szkoda, że nie zdobyliśmy drugiego gola, bo ten zapewniłby nam zwycięstwo. Po przerwie zaprezentowaliśmy się słabo. Błękitni wyrównali, a my mogliśmy jeszcze przegrać. Zadowolony nie jestem.

Jerzy Engel jr, trener Błękitnych - W końcu zdobyliśmy punkt. Przed meczem wzięlibyśmy go w ciemno, ale z przebiegu spotkania zasłużyliśmy na trzy. Mieliśmy z pięć klarownych sytuacji, których nie wykorzystaliśmy. Cieszy punkt, bo jest potwierdzeniem, że praca którą wykonujemy, przynosi efekty.

DLA GAZETY

Jacek Manuszewski

(obrońca Zagłębia)

Zagraliśmy słabiej niż z ŁKS-em, brakowało współpracy między formacjami, a dodatkowo brakowało trochę sił i szczęścia. Nie robimy tragedii z remisu. Trener w przerwie tłumaczył nam, aby dłużej utrzymywać się przy piłce i by nie zostawiać tyle swobody rywalom. Chcieliśmy to robić, ale nie wychodziło. Błękitni zaskoczyli nas swoją agresywnością. Sędzia pozwolił na ostrą grę, ale tak się gra w II lidze. Szkoda, że Błękitni odblokowali się właśnie na mecz z nami.

Wojciech Łobodziński,

(napastnik Zagłębia)

Mogę powiedzieć tylko: niestety. Powinniśmy się cieszyć z remisu, bo trochę to wyglądało, jakbyśmy zlekceważyli przeciwnika. Błękitni przemieszczali się pod nasze pole karne jednym, dwoma podaniami. Nie potrafiliśmy ich powstrzymać. Za rzadko kontrowaliśmy. Zabrakło mi szczęścia w drugiej połowie, gdy w dobrej sytuacji strzelałem głową.