Kolarstwo: we wtorek rozpoczął się wyścig 4 Asy Fiata

Na starcie 10. edycji 4 Asów Fiata stanęło tylko 49 kolarzy z 10 grup. Oprócz sześciu ekip z Polski (Mikomax Browar Staropolski, Action nVidia Mróz, Legia Bazyliszek, Ambra Weltour, Grupa Kolarska Gliwice i jednoosobowa Ziemia Będzińska) w wyścigu udział biorą cztery drużyny zagraniczne: czeskie JOKO-Velamos (z samymi Polakami w składzie), ukraiński Nikolajew, rosyjska Murtia oraz reprezentacja Turcji. - Jazda w tak małym peletonie jest bardzo ciężka, ale nie ma wyjścia, trzeba się ścigać... - narzekali kolarze.

Do pierwszego odjazdu podczas wczorajszego pierwszego etapu po jurajskich pagórkach doszło niedaleko po starcie w Zawierciu. Pod pierwszą górską premię - wznoszące się nad Niegowonicami Stodólsko (425 m, 1200 m podjazdu o średnim nachyleniu prawie 7 proc.) - zaatakował Sławomir Chrzanowski (JOKO-Velamos). Na zjeździe uformowała się ośmioosobowa czołówka (bez "Chrzanka"), która szybko uzyskała prawie minutę przewagi nad peletonem. - Nie pasował mi ten odjazd. Jechałem w grupie z bardzo groźnymi rywalami (m.in. Dariusz Rudnicki i Marek Błażej z Legii oraz Tomasz Kłoczko z Ambry Weltour). Współpraca między nami nie układała się - opowiadał kolarz Mroza Bartosz Huzarski, który wygrał drugą górską premię na Stodólsku (na pierwszej przyjechał drugi) i do czwartkowego etapu będzie jechał w zielonej koszulce lidera klasyfikacji górskiej. Odjazd ten nie pasował też zawodnikom grupy Mikomax, którzy mieli w ucieczce tylko jednego swojego przedstawiciela Piotra Zaradnego i dzięki ich pracy jeszcze przed półmetkiem wszyscy jechali razem.

Jednak już na 56. kilometrze, w Strzemieszycach, na czele jechało trzech kolarzy: Ukraińcy Jurij Dejczuk (Nikolajew) i Konstanstin Pimkin (Ambra Weltour) oraz Tomasz Kiendyś z Mikomaksu. Na pięciokilometrowe, ciężkie pętle (w sumie siedem) wokół Sławkowa wjechali z prawie dwuminutową przewagą nad peletonem. - Widać kolarze Mikomaksu nie wiedzieli, na ile silni są Ukraińcy, i woleli nie ryzykować - tłumaczył potem Huzarski, który wraz z trzema łódzkimi zawodnikami i Mateuszem Rybczyńskim z Legii ruszył w pogoń za uciekinierami. Pecha miał bardzo aktywny wczoraj Kłoczko, któremu w tym momencie urwał się łańcuch. - To mógł być mój etap! Byłem tak załamany, że usiadłem na chodniku i chciałem zrezygnować z dalszej jazdy - denerwował się kolarz Ambry Weltour, który ostatecznie wsiadł na rower i przyjechał w peletonie.

Wkrótce Kiendyś zgubił rywali na krótkim, ale stromym podjeździe pod sławkowski rynek, a kilkanaście minut później dołączył do niego kolega z drużyny Wojciech Pawlak, który wygrał etap i został pierwszym liderem imprezy. - Tomek Kiendyś wykonał świetną robotę. Odjechał z peletonu i inni musieli gonić. I widać na tyle ich to zmęczyło, że nam udało się skontrować - opowiadał Pawlak. - Czy wygram ten wyścig? Chciałbym... - dodał, znacząco patrząc na dyrektora sportowego Mikomaksu Andrzeja Kołodziejczyka, który na łamach "Gazety" zapowiedział, że właśnie po pierwszym etapie zadecyduje, kto z jego kolarzy wygra imprezę. - Dzisiaj było tak, jak chciałem, a nawet lepiej! Chłopcy wykonali 120 procent normy [czterech kolarzy Mikomaksu znalazło się w pierwszej piątce - przyp. red.] - cieszył się Kołodziejczyk. - Kto zwycięży? Jutro jest czasówka. Zobaczymy, kto w niej pojedzie najlepiej - dodał.

Dziś odbędą się dwa etapy: rano (godz. 9.45-10.30) indywidualna jazda na czas na dystansie 5,5 km ze startem w Mikołowie Bujakowie i metą w Orzeszu, a po południu (godz. 16-18.15) płaski etap o długości 94 km z Pawłowic do Czechowic-Dziedzic.

Wyniki I etapu (Zawiercie - Sławków, 105 km): 1. Wojciech Pawlak, 2. Tomasz Kiendyś - obaj 2:28.32, 3. Marcin Sapa (wszyscy Mikomax Browar Staropolski) - 45 s. straty, 4. Bartosz Huzarski (Action nVidia Mróz) - 52, 5. Tomasz Lisowicz (Mikomax) - 54, 6. Mateusz Rybczyński (Legia Bazyliszek) - 1.06.