Sport.pl

Piłka nożna: Marcin Nowacki z Odry Wodzisław - śladami Alaina Giresse'a

Obserwowanie gry Marcina Nowackiego to prawdziwa przyjemność. Filigranowy pomocnik w każdym spotkaniu daje z siebie wszystko. Stylem gry przypomina trochę Alaina Giresse'a, gwiazdę reprezentacji Francji z lat 80., mistrza Europy z 1984 roku. Podobnie jak Giresse, Nowacki ma olbrzymie serce do gry. W środku pola haruje za dwóch. Potrafi dokładnie podać i celnie strzelić. Był jednym z odkryć trenera Ryszarda Wieczorka w rundzie wiosennej i jednym z niewielu, którzy nie zawiedli w nieszczęsnych dla Odry potyczkach z irlandzkim Shamrock Rovers FC w Pucharze Intertoto (w dwumeczu Nowacki zdobył jedynego gola dla wodzisławian). W bardzo dobrym stylu zaczął też tegoroczne rozgrywki.

Torby ze sprzętem

22-letni Nowacki pochodzi z małej wioski Garbów pod Brzegiem. Przygodę z piłką rozpoczął w wieku dziesięciu lat. - Z rodzicami przenieśliśmy się akurat do Brzegu. Tamtejsza Stal organizowała nabór do sekcji piłkarskiej, a rodzice postanowili mnie do niej zapisać - mówi. W piłkę w A-klasowym klubiku LZS Szydłowice grał jego ojciec, w juniorach Stali Brzeg występował też starszy o pięć lat brat Dawid. W drużynie BTP Brzeg [klub z Brzegu zmienił nazwę - przyp. red.] Nowacki grał w zespole trampkarzy, juniorów i seniorów w okręgówce. Do Wodzisławia trafił w sierpniu 1999 roku. - W Międzywojewódzkiej Lidze Juniorów przegraliśmy z Odrą w Godowie 0:6. Zauważył mnie jednak trener Wieczorek i za namową mojego pierwszego trenera w Brzegu Jacka Mazurkiewicza ściągnął do prowadzonej przez siebie drużyny juniorów - opowiada. Rok później był już w kadrze pierwszego zespołu Odry. W ekstraklasie zadebiutował w listopadzie 2000 roku. Pierwszy występ nie był udany, bo Odra przegrała we Wronkach z Amicą aż 0:4, a nastoletni pomocnik po przerwie został zmieniony przez trenera Jerzego Wyrobka. Pamiętam, jak kilka dni po tym meczu, będąc akurat w klubie z Wodzisławia, Nowacki po treningu taszczył do szatni dwie reklamówki pełne piw. Młody chłopak po ligowym debiucie musiał postawić. Taka to już piłkarska tradycja...

Nowacki nosił zresztą wtedy nie tylko piwa. - Na początku, jak znalazłem się w kadrze pierwszego zespołu, nie było mi łatwo. Byłem zagubiony, cichy. Ciężko było znaleźć wspólny język ze starszymi o kilka czy kilkanaście lat kolegami. Potrzebowałem czasu na aklimatyzację. Jako że byłem najmłodszy, to przez trzy lata nosiłem torby ze sprzętem. Od roku już ich nie noszę. Są młodsi - uśmiecha się. Do pierwszego składu nie potrafił się przebić. - Dwa lata temu, czy jeszcze w ubiegłym sezonie, w Odrze były bardzo mocne nazwiska: Jegor, Matyja, Rasiak, Sibik, Malinowski, Adamczyk. Wtedy załapać się do osiemnastki to był sukces - podkreśla. W I lidze błysnął po raz pierwszy wiosną ubiegłego roku w meczu z Ruchem Chorzów. Wodzisławianie wygrali 3:1, a Nowacki strzelił gola i zanotował asystę. Po meczu zdenerwowany trener "niebieskich" Orest Lenczyk grzmiał: - Jak zobaczyłem Nowackiego, pomyślałem, że trener Odry wystawił do składu trampkarza. Tymczasem on siał popłoch wśród moich doświadczonych piłkarzy.

- Ten mecz to był dla mnie sprawdzian, od którego zależała cała moja przyszłość. Gdyby mecz mi nie wyszedł, to z dużym prawdopodobieństwem odszedłbym z klubu - podkreśla.

Na kolejne dobre występy Nowackiego w lidze trzeba było czekać prawie rok. Jesienią ubiegłego roku rzadko pojawiał się na boiskach ekstraklasy. Pomogło mu dopiero odejście zimą Pawła Sibika i Piotra Rockiego. Nowacki zajął w pierwszej jedenastce miejsce tego ostatniego na lewej pomocy i już w zimowych sparingach imponował formą: zaliczył ponad dziesięć asyst. Dobrą dyspozycję potwierdził też w rundzie wiosennej. Był prawdziwym objawieniem rozgrywek, jednym z najmocniejszych punktów zespołu, motorem napędowym akcji ofensywnych bardzo dobrze spisującej się Odry. W pojedynkę rozmontował m.in. Widzewa Łódź (5:1), zdobywając dwa gola i dwa razy celnie dogrywając piłkę. Wiosną zdobył zresztą w ekstraklasie trzy gole i zanotował aż osiem asyst.

Nowacki to piłkarz o żelaznych płucach. - Należy do grupy najbardziej wydolnych piłkarzy w Odrze - podkreśla trener Wieczorek. "Małemu" na boisku nie przeszkadza niski wzrost. - Nadrabiam to sprytem, dynamiką i dobrą techniką - podkreśla. Z Odrą ma podpisany kontrakt do czerwca 2005 roku.

Ma swój styl

Dobre występy w lidze zaowocowały powrotem do kadry olimpijskiej. W zespole tworzonym od kilku lat przez trenera Edwarda Klejdinsta debiutował zresztą już przed trzema laty. Kto wie, może po Pawle Sibiku, który w ubiegłym roku jako piłkarz Odry zagrał w mistrzostwach świata, będzie kolejnym piłkarzem z Wodzisławia, który weźmie udział w dużej imprezie - w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Atenach? - Do tego jeszcze daleka droga. Czeka nas przecież kilka meczów eliminacyjnych, w tym spotkanie ze Szwecją w Wodzisławiu. Potem, żeby pojechać na olimpiadę, trzeba się znaleźć w strefie medalowej Młodzieżowych Mistrzostw Europy - tłumaczy.

W Wodzisławiu piłkarz mieszka na osiedlu Tysiąclecia ze swoją dziewczyną Anią, też pochodzącą z Brzegu. Kończy pierwszy rok w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu na kierunku wychowanie fizyczne i zdrowotne. Ma swój styl bycia. W ubiegłym sezonie często farbował sobie włosy: co mecz to inny kolor. - Teraz też mam zamiar coś wymyślić - mówi tajemniczo.



Dla Gazety

Ryszard Wieczorek

trener Odry Wodzisław

Marcina ściągałem do Wodzisławia cztery lata temu. Różnie z nim wyglądało. Po skończeniu wieku juniora przekonałem trenera Jerzego Wyrobka, żeby znalazło się dla niego miejsce w kadrze. Marcin długo nie umiał się jednak przebić. Był sumienny, pracowity, ale też spokojny, cichy. Brakowało mu siły przebicia. Bardzo duże postępy zrobił dopiero ostatnio. Zaufałem mu zimą, a on bardzo szybko za wszystko odpłacił. Pomógł zespołowi, sobie i mnie.

not. zich





LICZBA MARCINA

168

centymetrów ma Nowacki. Jest najniższym piłkarzem na boiskach ekstraklasy.

zich