Rozmowa z Markiem Kolbowiczem

WIOŚLARSTWO. Osada czwórki podwójnej, w której pływa szczecinianin Marek Kolbowicz, jest najpoważniejszym kandydatem do złotego medalu mistrzostw świata, które w niedzielę rozpoczynają się w Mediolanie
Kolbowicz w czwartek wyjechał ze Szczecina ekspresem do Warszawy. Dziś rano razem z kolegami z osady: Sławomirem Kruszkowskim (AZS UMK Toruń), Adamem Bronikowskim (AZS AWF Warszawa) i Adam Korolem (AZS AWF Gdańsk) wylatują do Mediolanu na najważniejsze zawody sezonu. Patrząc na ich tegoroczne statystyki, można być pewnym, że ubiegłoroczni wicemistrzowie świata z Sewilli zdobędą złote medale: jako pierwsza polska osada w historii zdobyli Puchar Świata, wygrali prestiżowe regaty w angielskim Henley i nie doznali porażki w żadnym z pięciu finałów, w których płynęli. Obok mistrzowskiego tytułu we Włoszech przede wszystkim walczyć będą o olimpijskie kwalifikacje. Tor w Mediolanie jest im dobrze znany, bo w tym roku już tu wygrywali. Pierwszy start czeka ich w niedzielę. Finał 31 sierpnia.

Ostatnie chwile przed wyjazdem zawodnik AZS-u Szczecin spędził w gronie rodziny, zajadając się naleśnikami.

Aleksandra Warska: Jesteś w doskonałym humorze, a tu za pasem najważniejsze dla was zawody sezonu. Jak forma przed mistrzostwami?

Marek Kolbowicz (AZS Szczecin): Wszystko jest w najlepszym porządku. Czujemy się bardzo dobrze. Nikt nie narzeka na żadne drobne kontuzje czy przypadłości, tak jak to było np. przed ostatnimi regatami Pucharu Świata, na które nie pojechaliśmy: Adam walczył ze skutkami zatrucia, a ja też miałem kłopoty ze zdrowiem.

Po raz ostatni startowaliście w lipcu w prestiżowych regatach w Henley. Było to wasze kolejne zwycięstwo w tym sezonie. Od tego momentu wszyscy zaczęli upatrywać w was murowanych faworytów do tytułu mistrzów świata. Czy ta presja wam nie przeszkadza?

- Nie ma to dla nas żadnego znaczenia. Oczywiście po srebrnym medalu z ubiegłego roku marzy nam się teraz złoto. W tym sezonie wygrywaliśmy już z Niemcami, którzy w ubiegłym sezonie zostali mistrzami świata. Ogrywaliśmy też inne silne osady. Ale priorytetem jest walka o kwalifikacje olimpijskie. Bardziej niż o medalach cała reprezentacja myśli o wyjeździe do Aten. Oczywiście zdobycie tytułu mistrza świata byłoby bardzo przyjemne. Jak bym wywalczył tytuł, byłby to najlepszy sezon ostatnich lat w AZS-ie Szczecin. Przecież z medalami z nieoficjalnych mistrzostw świata do lat 23 wrócili już Krzysztof Młynnik i Konrad Wasilewski.

Kto może wam najbardziej zagrażać w finale?

- Na pewno mocni są Niemcy i Włosi, którzy są nieobliczalni. Niebezpieczna jest osada Czech [drugie miejsce w Pucharze Świata - red.], zaskakują w tym sezonie Rosjanie, no i ciekawa może być osada Australii.

Mimo że wygrywaliście w tym sezonie, mówiłeś, że nie jesteście w pełni formy, bo zwycięstwa kosztują was nadal wiele wysiłku. Czy teraz będzie lepiej?

- Na pewno. Bardzo solidnie przepracowaliśmy obóz w Zakopanem, gdzie były głównie ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zgodnie z planem przebiegał też obóz w Wałczu.

Podobno pojawił się sponsor?

- Na naszej łódce na mistrzostwach świata będzie logo firmy Filar. To szczecińska firma zajmująca się ubezpieczeniami. Na razie otrzymaliśmy od niej jednorazową pomoc finansową dla całej osady, ale niewykluczone, że po mistrzostwach świata firma nawiąże ze mną dalszą współpracę. Zważywszy panującą w naszym mieście posuchę finansową w sporcie, byłbym bardzo szczęśliwy.