Sport.pl

I liga piłki nożnej: Widzew Łódź - Dospel Katowice 1:2



Wreszcie zwycięstwo "Gieksy"! To pierwsza wygrana Katowic na stadionie łódzkiego Widzewa od 1994 roku. Trudno jednak mówić o przełamywaniu kryzysu: styl gry podopiecznych Edwarda Lorensa nadal pozostawia wiele do życzenia



Dospel to trzecia drużyna poprzedniego sezonu, która jednak zupełnie nie przypomina rewelacji ostatnich rozgrywek. Taktyka katowiczan polega na kopaniu piłki jak najdalej od własnej bramki i liczeniu na szczęście. A nuż trafi się na słabszego od siebie? W drodze ze spotkania z Widzewem podopieczni Edwarda Lorensa powinni wstąpić na Jasną Górę, żeby podziękować za cud, bo grą na pewno nie zasłużyli nawet na jeden punkt.

W pierwszej połowie mecz stał na żenującym poziomie. Piłkarze obu drużyn rywalizowali, kto najwięcej razy źle zagra. Dlatego akcje, składające się z trzech celnych podań do przodu, można było policzyć na palcach jednej ręki. Właściwie były takie dwie, obie w wykonaniu Widzewa. W 15. min najlepszy na boisku Juliano oszukał obrońców, po czym znakomicie zagrał do niepilnowanego Andrzeja Rybskiego. Ten strzelił, ale Jarosław Tkocz obronił, zaś dobitkę młodego widzewiaka wybił z linii bramkowej Paweł Adamczyk. Drugi fragment pozytywnej gry miał miejsce w 45 min. Wtedy podania wymienili Jerzy Podbrożny ze Sławomirem Nazarukiem, ten dośrodkował, ale Rafał Pawlak z czterech metrów główkował obok słupka.

Katowiczanie też mieli okazje, lecz wyniknęły one nie z przemyślanych akcji, ale z błędów obrońców i pomocników. W 9. min pomylił się Nazaruk, który tak przyjął piłkę, że spadła pod nogi Adama Bały. Kiks kolegi naprawił jednak Piotr Mosór. W ostatniej minucie pierwszej połowy Przemysław Urbaniak przyglądał się, jak Mariusz Muszalik przyjmuje bezpańską piłkę, mocno strzela prosto w Robakiewicza. Jedyny gol padł po precyzyjnym uderzeniu Muszalika z rzutu wolnego.

W Widzewie najbardziej podobał się debiutujący w ekstraklasie Andrzej Rybski, który imponował ambicją. Widać, że 18-letni zawodnik potrafi ustawiać się w polu karnym, jego atutem jest też technika (przed końcem pierwszej połowy ograł rywala, przerzucając nad nim piłkę). Nie gorszy był Juliano. Na przeciwnym biegunie trzeba umieścić Jerzego Podbrożnego, który był statystą, podobnie zresztą jak Pawlak, Włodarczyk czy Nazaruk.

W drugiej połowie Podbrożnego zastąpił Zbigniew Wyciszkiewicz, który po trzech latach wrócił do Widzewa. Początek miał niezły, ale w końcówce widać było, że przez prawie pół roku nie grał w piłkę. Ta zmiana spowodowała, że widzewiacy osiągnęli przewagę. Co jednak z tego, skoro nawet po przypadkowych akcjach (czytaj: wybiciach na oślep) obrońcy zachowywali się jak dzieci. A to Michał Stasiak, Mosór czy Urbaniak podali piłkę przeciwnikom, a to kopali ją tam, gdzie akurat nie było ich kolegów. Byli też wolniejsi od katowiczan, dlatego często faulowali. Poza tym nawet kiedy ich drużyna atakowała, oni stali 30 m od własnej bramki. Słabiej grali też łódzcy boczni pomocnicy, choć to zasługa nieźle spisujących się Bały i Muszalika.

Mimo to Widzew chwilami wręcz zamykał Dospel na jego połowie. Goście trzy razy skontrowali. Nie były to jednak błyskawiczne ataki (poza tym w 92. min), ale ślamazarne i wolne akcje. W 54. min pozostawiony przez Pawlaka Muszalik strzelił na bramkę, ale tak słabo, że piłka ledwie dotoczyła się do Robakiewicza. W 58. min Mosór chyba opalał twarz, bo nie zareagował, jak Stanisław Wróbel przebiegł z piłką obok niego. Napastnik Katowic strzelił z 18 m wysoko nad poprzeczką.

Łodzianie mieli znacznie więcej szans, przede wszystkim dzięki znakomitej grze Koagury Juliano Cezara, czyli w skrócie Juliano. Mimo niskiego wzrostu Brazylijczyk zachowywał się na boisku niczym Guliwer wśród liliputów. Szkoda tylko, że jego znakomite zagrania były w większości przypadków niweczone przez partnerów. Juliano był aż dziesięć razy faulowany przez rywali, a Mirosław Widuch i Stanisław Wróbel zostali ukarani kartkami właśnie za "ścięcie" Brazylijczyka.

W GKS najlepszy był Tkocz, choć i jemu zdarzały się błędy. W 51. i 82. min źle wybijał piłkę, jednak Nazaruk nie potrafił tego wykorzystać. W 62. min szczęście sprzyjało jednak Widzewowi. Niczym dotychczas niewyróżniający się Włodarczyk przejął podanie Krzysztofa Sadzawickiego, pobiegł przed pole karne i gdy wydawało się, że z akcji nic nie będzie, strzelił z 16 m, a piłka odbiła się od nogi Jacka Kowalczyka i przeleciała nad Tkoczem.

Później jednak bramkarz Katowic zrehabilitował się, fantastycznie broniąc i wybijając piłkę po uderzeniach głową Włodarczyka i Lelo. Ten drugi pobiegł już nawet cieszyć się z gola. W tym czasie goście ograniczali się do wybijania piłki na oślep. Gdy wydawało się, że drugi gol dla Widzewa musi paść, katowiczanie przeprowadzili jedyną składną akcję. Było to już w doliczonym czasie gry. Amir Adżem podał z rzutu wolnego do Muszalika, ten dośrodkował w pole karne, gdzie byli Nazaruk i Wróbel. Widzewiak nie trafił jednak głową w piłkę, a napastnik GKS zagrał wzdłuż bramki, prosto pod nogi nadbiegającego Urbaniaka, który wepchnął piłkę do siatki. Łódzcy gracze załamani padli na boisko. Podnieśli się jednak i stworzyli okazję do wyrównania, którą zmarnował Pawlak.

Wczorajszy mecz potwierdził jednak, że w piłce nożnej nie zawsze lepszy wygrywa, choć tak naprawdę to obie drużyny powinny przegrać, bo z gry nie zasłużyły na punkty.

Widzew1 (0)
Dospel2 (1)
STRZELCY BRAMEK

Widzew: Włodarczyk (62., bez asysty)

Dospel: Muszalik (23., z wolnego za faul na Bojarskim), Urbaniak (samobójcza, 90. + 2, po zagraniu Wróbla)

Widzów: 5 tys.

Widzew: Robakiewicz - Mosór, Stasiak Ż, Urbaniak - Nazaruk, Rachwał, Podbrożny (46. Wyciszkiewicz), Juliano Ż, Pawlak Ż - Rybski (73. Lelo), Włodarczyk.

Dospel: Tkocz - Sadzawicki (87. Fonfara), Kowalczyk, Adamczyk, Adżem - Muszalik, Widuch Ż, Owczarek Ż (56. Yahaya), Bała - Bojarski (72. Leo), Wróbel Ż.

Widzew - GKS

13strzały4
7strzały celne3
0słupki i poprzeczki0
9rzuty rożne0
20faule24
1spalone0
Antybohaterowie meczu

Obrońcy Widzewa

Z tak grającą defensywą Widzew ma zero szans na utrzymanie w lidze!





gk 17/8