Sport.pl

Widzew - GKS Katowice 1:2

Źle, fatalnie, tragicznie - chyba nie ma słów, żeby określić postawę widzewskich defensorów. Przez nich drużyna straciła już pięć punktów, co najgorsze, z bardzo słabymi rywalami.
W pierwszej kolejce rywalem Widzewa był Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Pospolite ruszenie, które kilka dni wcześniej dowiedziało się, że może grać w ekstraklasie, stworzyło w Łodzi jedną sytuację i strzeliło dwa gole. To było ostrzeżenie, że z widzewską defensywą nie jest najlepiej. Po wczorajszym meczu z teoretycznie tylko silniejszym GKS, trzeba bić na trwogę. Obrońcy i pomagający im pomocnicy szkolnymi błędami zniweczyli wysiłek bardzo ambitnie grających kolegów. Niestety, kolejny raz zespołowi nie pomógł Zbigniew Robakiewicz, który choć nie popełnił błędu, ale bronił bez szczęścia.

Drużynę należy budować od tyłu, tymczasem w Widzewie proces jest odwrotny. Już poprzednim sezonie z tą formacją było sporo kłopotów, choć wówczas szkoleniowcy mieli do dyspozycji m.in. Kazimierza Węgrzyna czy Giuliano. Obu nie ma już w Widzewie, trudno się więc dziwić, że strzelić łódzkiemu pierwszoligowcowi gola naprawdę nie jest trudno.

GKS to trzecia drużyna poprzedniego sezonu, która jednak zupełnie nie przypomina rewelacji tamtych rozgrywek. Taktyka katowiczan polega na kopaniu piłki jak najdalej od własnej bramki i liczeniu na szczęście. A nuż trafi się na słabszego od siebie? W drodze ze spotkania z Widzewem podopieczni Edwarda Lorensa powinni wstąpić na Jasną Górę, żeby podziękować za cud. Bo grą na pewno nie zasłużyli nawet na jeden punkt.

W pierwszej połowie mecz stał na żenującym poziomie. Piłkarze obu drużyn rywalizowali, kto najwięcej razy źle zagra. Dlatego akcje składające się z trzech celnych podań do przodu można było policzyć na palcach jednej ręki. Właściwie były takie dwie, obie w wykonaniu Widzewa. W 15 min najlepszy na boisku Juliano oszukał obrońców, po czym znakomicie zagrał do niepilnowanego Andrzeja Rybskiego. Ten strzelił, ale Jarosław Tkocz obronił, zaś dobitkę młodego widzewiaka wybił z linii bramkowej Paweł Adamczyk. Drugi fragment pozytywnej gry miał miejsce w 45 min. Wtedy podania wymienili Jerzy Podbrożny ze Sławomirem Nazarukiem, ten dośrodkował, ale Rafał Pawlak z czterech metrów główkował obok słupka.

Katowiczanie też mieli okazje, lecz wyniknęły one nie z przemyślanych akcji, ale z błędów obrońców i pomocników. W 9 min pomylił się Nazaruk, który tak przyjął piłkę, że spadła ona pod nogi Adama Bały. Kiks kolegi naprawił jednak Piotr Mosór. W ostatniej minucie pierwszej połowy Przemysław Urbaniak przyglądał się, jak Mariusz Muszalik przyjmuje bezpańską piłkę, mocno strzela prosto w Robakiewicza. Jedyny gol padł po precyzyjnym uderzeniu Muszalika z rzutu wolnego.

W Widzewie najbardziej podobał się debiutujący w ekstraklasie Andrzej Rybski, który imponował ambicją. Widać, że 18-letni zawodnik potrafi ustawiać się w polu karnym, jego atutem jest też technika (przed końcem pierwszej połowy ograł rywala przerzucając nad nim piłkę). Nie gorszy był Juliano. Na przeciwnym biegunie trzeba umieścić Jerzego Podbrożnego, który był statystą, podobnie zresztą jak Pawlak, Włodarczyk czy Nazaruk.

W drugiej połowie Podbrożnego zastąpił Zbigniew Wyciszkiewicz, który po trzech latach wrócił do Widzewa. Początek miał niezły, ale w końcówce widać było, że przez prawie pół roku nie grał w piłkę. Ale ta zmiana spowodowała, że widzewiacy osiągnęli przewagę. Co jednak z tego, skoro nawet po przypadkowych akcjach (czytaj - wybiciach na oślep) obrońcy zachowywali się jak dzieci. Michał Stasiak, Mosór czy Urbaniak a to podali piłkę przeciwnikom, a to kopali ją tam, gdzie akurat nie było ich kolegów. Byli też wolniejsi od katowiczan, dlatego często faulowali. Poza tym nawet kiedy ich drużyna atakowała, oni stali 30 m od własnej bramki. Słabiej grali też łódzcy boczni pomocnicy, choć to zasługa nieźle spisujących się rywali, a więc Bały i Muszalika.

Mimo to Widzew chwilami wręcz zamykał GKS na jego połowie. Goście trzy razy skontrowali. Nie były to jednak błyskawiczne ataki (poza tym w 92 min), ale ślamazarne i wolne akcje. W 54 min pozostawiony przez Pawlaka Muszalik strzelił na bramkę, ale tak słabo, że piłka ledwie dotoczyła się do Robakiewicza. W 58 min Mosór chyba się opalał, bo nie zareagował, jak Stanisław Wróbel przebiegł z piłką obok niego. Napastnik GKS strzelił z 18 m wysoko nad poprzeczką.

Łodzianie mieli znacznie więcej szans, przede wszystkim dzięki znakomitej grze Koagury Juliano Cezara, czyli w skrócie Juliano. Mimo niskiego wzrostu to właśnie Brazylijczyk zachowywał się na boisku niczym Guliwer wśród liliputów. Szkoda tylko, że jego znakomite zagrania były w większości przypadków niweczone przez partnerów. Juliano był aż dziesięć razy faulowany przez przez rywali, a Mirosław Widuch i Stanisław Wróbel zostali ukarani kartkami właśnie za "ścięcie" Brazylijczyka.

W GKS najlepszy był Tkocz, choć i jemu zdarzały się błędy. W 51 i 82 min źle wybijał piłkę, jednak Nazaruk nie potrafił tego wykorzystać. W 62 min szczęście sprzyjało jednak Widzewowi. Niczym dotychczas niewyróżniający się Włodarczyk przejął podanie Krzysztofa Sadzawickiego, pobiegł przed pole karne i gdy wydawało się, że z akcji nic nie będzie, strzelił z 16 m, a piłka odbiła się od nogi Jacka Kowalczyka i przeleciała nad Tkoczem.

Później jednak bramkarz Katowic zrehabilitował się fantastycznie broniąc wybijając piłkę po uderzeniach głową Włodarczyka i Lelo. Ten drugi pobiegł już nawet cieszyć się z gola. W tym czasie goście ograniczali się do wybijania piłki na oślep. Gdy wydawało się, że drugi gol dla Widzewa musi paść, katowiczanie przeprowadzili jedyną składną akcję. Było to już w doliczonym czasie gry. Amir Adżem podał z rzutu wolnego do Muszalika, ten dośrodkował w pole karne, gdzie byli Nazaruk i Wróbel. Widzewiak nie trafił jednak głową w piłkę, a napastnik GKS zagrał wzdłuż bramki, prosto pod nogi nadbiegającego Urbaniaka, który wepchnął piłkę do siatki. Łódzcy gracze załamani padli na boisko. Podnieśli się jednak i stworzyli nawet okazję do wyrównania, którą zmarnował Pawlak.

Strzelcy

Widzew: Włodarczyk (62., bez asysty)

GKS: Muszalik (23., z wolnego za faul na Bojarskim), Urbaniak (samobójcza, 90. + 2, po zagraniu Wróbla)

Widzów: 5 tys.

Składy

Widzew: Robakiewicz 2 - Mosór 1, Stasiak Ż 2, Urbaniak 1 - Nazaruk1 , Rachwał 3, Podbrożny 1 (46. Wyciszkiewicz1 ), Juliano Ż 4, Pawlak Ż 1 - Rybski 3,5 (73. Lelo 1), Włodarczyk 3.

GKS: Tkocz - Sadzawicki (87. Fonfara), Kowalczyk, Adamczyk, Adżem - Muszalik, Widuch Ż, Owczarek Ż (56. Yahaya), Bała - Bojarski (72. Leo), Wróbel Ż.

Co należy zmienić w Widzewie?