Sport.pl

Piłka nożna: Cementarnica Skopje - Dospel Katowice 0:0

Chaos na Saharze

Tak nudnego meczu już dawno nie było... Piłkarze Dospelu Katowice wprawdzie w Macedonii nie przegrali, ale styl, w jakim zagrała trzecia drużyna ubiegłego sezonu, pozostawia wiele do życzenia

Mecz z Cementarnicą miał być rehabilitacją zespołu Edwarda Lorensa po fatalnej wpadce na inaugurację ekstraklasy (0:4 z Groclinem). W Macedonii mimo olbrzymiego upału katowiczanie mieli zagrać lepiej i już w pierwszym meczu zapewnić sobie awans do pierwszej rundy Pucharu UEFA. - Niestety, nie udało się i trzeba poczekać na mecz w Katowicach. Upał był jednak tak olbrzymi, że ciężko było nadążyć za jakąś akcją, nawet jeśli piłka była ode mnie kilkanaście metrów - żałował Marcin Bojarski, pomocnik "Gieksy". - To była straszna Sahara. Na boisku nie było czym oddychać, a po kilku minutach bolały nas gardła od suszy, jaką mieliśmy w ustach - dodawał Grzegorz Fonfara, obrońca Katowic. Rzeczywiście, trudno piłkarzom zazdrościć: mecz mimo późnych godzin popołudniowych toczył się w temperaturze prawie 35 stopni.

"Gieksa" powróciła po ośmiu latach przerwy do występów w europejskich pucharach w mizernym stylu. W konfrontacji z macedońskim zespołem nasi piłkarze wypadli bardzo słabo. W ciągu całego spotkania Polacy stworzyli zaledwie jedną, dość przypadkową sytuację strzelecką. Praktycznie przez cały mecz na boisku dominowała słabiutka drużyna gospodarzy, która miała o wiele więcej szans na zdobycie bramki. Do blamażu jednak nie doszło, bo po raz kolejny w bramce Katowic dobrze zagrał Jarosław Tkocz. - Pomiędzy polską a macedońską piłką jest podobno olbrzymia różnica, ale dzisiaj tego nie widać - cieszyli się macedońscy dziennikarze.

Zainteresowanie meczem było takie, jak jego poziom, czyli bardzo słabe. Na trybunach zasiadło zaledwie 3 tys. widzów. - Dzień wcześniej na tym stadionie grał Vardar Skopije ze Spartą Praga w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Na trybunach było 20 tys. widzów, czyli nadkomplet. To najbardziej popularny zespół w Macedonii, a Cementarnica mało kogo interesuje - tłumaczył Goran Adamovski, dziennikarz "Skoku", drugiego co do wielkości dziennika sportowego w Macedonii.

Właściwie przez całe spotkanie toczyła się chaotyczna gra w środku pola. Przemyślanych akcji było jak na lekarstwo, a katowiczanie głównie martwili się przede wszystkim o obronę bramki. Sporo było też niecelnych podań na oślep, a często miało się wrażenie, że żaden z piłkarzy nie wie, co ma robić na boisku.

Już w pierwszej połowie zawodnicy Cementarnicy mogli zdobyć przynajmniej trzy bramki. Najpierw w 22. min dobrą okazję zmarnował Stole Dordiev, który po znakomitym podaniu Nikoli Gligorova silnie strzelił z 10 m, ale piłka poszybowała nad poprzeczką bramki Tkocza. W 37. min gospodarze zmarnowali najlepszą okazję do strzelenia bramki. Obrońcy Katowic założyli nieudaną pułapkę ofsajdową i w sytuacji sam na sam znalazł się grający trener gospodarzy Zanko Savov. Na szczęście dla Polaków 38-letni napastnik Cementarnicy przegrał pojedynek z dobrze interweniującym Tkoczem.

Na dwie minuty przed przerwą, po dokładnym podaniu kapitana macedońskiej drużyny Gorana Hristovskiego, w dobrej sytuacji znalazł się Riste Naumov. Jednak niezbyt precyzyjnie uderzona piłka poszybowała nad bramką. Polacy, którzy zagrali bardzo defensywnie, w ciągu pierwszych 45 min nie oddali żadnego strzału na bramkę Ljupco Kmietovskiego. Piłkarzom"Gieksy" nie pomagał nawet głośny doping 50-osobowej grupy kibiców z Katowic, którzy dotarli do Skopie po blisko 40-godzinnej podróży autokarem.

W przerwie macedońscy dziennikarze żartowali, że ich koledzy z Polski w swoich relacjach mogą chociaż opisać piękne położenie stadionu, bo z głównej trybuny widać było wspaniałe wzgórza oraz rozciągające się kilkadziesiąt kilometrów dalej góry. - My musimy napisać o tej nudzie, bo u nas góry wszyscy już znają - śmiał się Adamovski.

W drugiej części meczu nadal przeważali goście, choć to właśnie w tym okresie gry katowiczanie mieli najlepszą szansę na strzelenie bramki. W 66. min Mariusz Muszalik przelobował wychodzącego z bramki Kmetovskiego, ale piłka przy asyście obrońców Cementarnicy przeleciała wzdłuż bramki. - Zobaczyłem, że bramkarz za daleko wyszedł, więc bez zastanowienia uderzyłem piłkę. Niestety, nie trafiłem precyzyjnie i nie wpadła do siatki. Szkoda, bo to była nasza najlepsza okazja - żałował Muszalik. Siedem minut później Stanisław Wróbel minął dwóch obrońców macedońskiej drużyny, jednak wypuścił zbyt daleko piłkę i uprzedził go bramkarz gospodarzy. Cementarnica również starała się strzelić bramkę. W 56. min Zlatko Tanevski groźnie strzelał głową, a minutę później Gligirov płasko uderzył zza pola karnego. W końcówce meczu obaj trenerzy zaserwowali zmiany w postaci brazylijskich piłkarzy. W drużynie Katowic po blisko czteromiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją ponownie zagrał Leonardo Da Silva. Leo nie potrafił jednak zmienić obrazu gry. - Brazylijczyk wrócił po długiej przerwie, więc trudno było od niego wymagać zbyt dużo. Szkoda, że nie mógł zagrać Yahaya - żałował Lorens, który na kilka minut przed meczem dowiedział się, że uraz Nigeryjczyka jest poważniejszy, niż wcześniej zakładano.

Prezes Piotr Dziurowicz przez całe spotkanie kręcił z niedowierzaniem głową i długo nie potrafił zrozumieć, co się dzieje z jego drużyną. Dopiero na lotnisku zaczął komentować. - Wynik był o wiele lepszy niż nasza gra. Powiem tylko jedno - nie pozwolę zniszczyć w półtora miesiąca tego, co zostało zbudowane ciężką pracą w ciągu całego poprzedniego sezonu. Cokolwiek to znaczy... - tajemniczo zapowiedział Dziurowicz. Rewanż za dwa tygodnie w Katowicach.

Cementarnica Skopje 0

Dospel Katowice 0

Cementarnica: Kmetovski - Tanevski, Stefanovski, Markovski - Dordiev, Cvetkovski (86. Jakovlevski), Gligorov, Trpkovski (72. Alonso), Hristovski - Naumov, Savov (66. Dimitrovski).

Katowice: Tkocz - Sadzawicki, Kowalczyk, Adamczyk, Adżem (67. Kroczek) - Fonfara (60. Owczarek), Widuch, Muszalik, Bojarski, Bała Z (77. Leo) - Wróbel.



Dla Gazety

Edward Lorens trener Katowic: - Ten wynik nie jest najgorszy, bo czeka nas jeszcze przecież rewanż na własnym boisku. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że zagraliśmy słabo. Było jednak kilka powodów. Po pierwsze, spotkanie odbywało się w potwornych warunkach atmosferycznych, gdzie ciężko było normalnie oddychać. Po drugie, nie mogłem w pełni skorzystać z dwóch napastników [Yahaya i Leo - przyp. red.], którym taka pogoda odpowiada. 0:0 to otwarty wynik i sprawa awansu rozstrzygnie się dopiero w Katowicach, gdzie musimy zagrać zdecydowanie lepiej. Sądzę, że mamy nadal olbrzymią szansę na awans do następnej rundy.

Dragan Tomovski, dyrektor ds.sportowych Cementarnicy: - Jestem bardzo zadowolony z postawy zespołu. Nawet dla moich piłkarzy upał był nie do zniesienia, jednak potrafiliśmy pokazać trochę dobrego futbolu. Jesteśmy w momencie przebudowy drużyny, bo przecież niedawno odeszło od nas aż siedmiu graczy i czasu na poukładanie zespołu było niewiele. Byliśmy drużyną, która była lepsza. Ten mecz udowodnił nam, że jesteśmy w stanie wygrać rywalizację z Katowicami. I w rewanżu zrobimy wszystko, żeby tak było.

Jarosław Tkocz, bramkarz Katowic: - Nawet w bramce było mi ciężko z powodu warunków atmosferycznych. Grałem chyba po raz pierwszy w takim upale. Byliśmy kilka razy bliscy nieszczęścia...

Zanko Savov, grający trener Cementarnicy: - Jestem bardzo zadowolony, bo prowadziliśmy bardzo otwartą grę i byliśmy drużyną lepszą. Od początku zakładaliśmy, że zagramy z Katowicami odważnie. Spodziewaliśmy się jednak, że nasi rywale będą groźniejsi. Nie wiem, co się stało, że praktycznie zepchnęliśmy ich do obrony. Mieliśmy kilka naprawdę groźnych okazji strzeleckich, szkoda, że nie udało się wykorzystać przynajmniej jednej. W rewanżu szanse nadal są równe, ale głęboko wierzę, że to my awansujemy dalej.

not. rg



Liczba meczu

40 litrów wody wypili nasi piłkarze podczas meczu z Cementarnicąrg