Widzew - Świt Nowy Dwór Mazowiecki 2:2

Do 79 min wszystko szło zgodnie z planem. Widzew prowadził ze Świtem, jedną z najsłabszych drużyn w lidze, i wszystko wskazywało, że zdobędzie trzy punkty. Błędy obrońców i bramkarza spowodowały, że prawie sześć tysięcy kibiców wychodziło ze stadionu zawiedzionych.
Widzew i Świt to drużyny, które przed startem ligi miały najwięcej kłopotów. Gospodarze jako przedostatni zespół dostał licencję Polskiego Związku Piłki Nożnej uprawniającej do gry w ekstraklasie. Świt był ostatnim szczęśliwcem. który dołączył do grona pierwszoligowców. Działacze klubu z Nowego Dworu dopiero w czwartek załatwili wszystkie formalności i dzięki temu, Świt mógł w sobotę zadebiutować w ekstraklasie.

Stasiak - 19.41

W Widzewie, jeszcze do piątkowego wieczora trwały negocjacje z piłkarzami, którzy odmówili gry w inauguracji, do czasu uregulowania zaległości finansowych z poprzedniego sezonu. Andrzej Grajewski, udziałowiec łódzkiego klubu, spotkał się m.in. z Patrykiem Rachwałem, Michałem Stasiakiem i Piotrem Włodarczykiem. Najszybciej nowy kontrakt podpisał ten pierwszy. Po nim przyszedł czas na negocjacje ze Stasiakiem. Obrońca Widzewa nie zgodził się jednak na warunki przedstawione przez Grajewskiego i opuścił stadion. Po godz. 19 wrócił jednak do klubu i zgodził się na zawarcie rocznej umowy. Po nim do gabinetu szefów wszedł Włodarczyk i też zgodził się na nowe warunki. Stasiak podpisał kontrakt o 19.41. Chociaż zatwierdzać nowych piłkarzy w PZPN można było do godz. 16, to działaczom Widzewa jakimś cudem udało się uprawnić Rachwała i Stasiak w piątek wieczorem.

Dzięki temu Andrzej Kretek, trener Widzewa, mógł nareszcie skorzystać z prawie wszystkich piłkarzy. W kadrze zabrakło jedynie Celio i Zbigniewa Wyciszkiewicza, których certyfikaty nadal nie przyszły z Brazylii i Stanów Zjednoczonych. W bramce pewne miejsce miał Zbigniew Robakiewicz, a w obronie Stasiak i Piotr Mosór. Na prawej obronie zagrał Przemysław Urbaniak. Ustawienie łodzian było największym zaskoczeniem. Kretek zdecydował się na trzech obrońców, sześciu pomocników i tylko jednego napastnika. Kibicom przypomniało to taktykę jaką ustalał inny szkoleniowiec - Petra Nemca. Czech ustawiał Widzew na wzór Realu Madryt. Dlaczego grając na własnym boisku z jedną z najsłabszych drużyn ligi Kretek zdecydował się na grę jednym napastnikiem? - To tylko tak wyglądało. Kiedy atakowaliśmy, to w pierwszej linii grali też Jerzy Podbrożny i Juliano - tłumaczy szkoleniowiec. - I przez 60 min zdawało egzamin.

Platini, Maradona, ...Podbrożny

W historii piłki nożnej najlepsi zawodnicy zwykle mieli "dziesiątkę" na koszulce. Z tym numerem grał m.in. Diego Maradona, Michel Platini, czy Roberto Baggio. W poprzednim sezonie w Widzewie tego zaszczytu dostąpił na wyrost Adam Cichon. Teraz "dycha" trafiła do Podbrożnego. Przed meczem ze Świtem pomocnik Widzewa miał na koncie 272. dwa występy w ekstraklasie i aż 121 bramek. Od początku meczu Podbrożny udowadniał, że zasłużył na ten numer. Doświadczony piłkarz co chwilę popisywał się udanymi zagraniami i razem z Juliano umiejętnie kierował grą zespołu. Już w 4 i 5 min po dwóch dośrodkowaniach Podbrożnego bliscy zdobycia bramek byli po strzałach głową Włodarczyk i Stasiak. Kilka minut później widzewiacy zamknęli gości w polu karnym, dzięki czterem rzutom rożnym wykonywanym właśnie przez Podbrożnego. Najbliżej szczęścia był za trzecim razem Stasiak, którego strzał zablokowali jednak obrońcy.

Świetny mecz w Widzewie rozegrał Juliano Cesar Koagura, czyli po prostu Juliano. Filigranowy pomocnik ma największe szanse, by po Darcim Monteiro stać się ulubieńcem łódzkich kibiców. Pierwszą próbę na zdobycie bramki Juliano podjął w 13 min, ale po jego strzale zza pola karnego, Arkadiusz Malarz bez trudu złapał piłkę. Minutę później Brazylijczyk popisał się świetnym prostopadłym podaniem do Rafała Pawlaka. Ten dośrodkował płasko w pole karne, ale Włodarczyk nie zdołał wbić piłki do bramki.

Juliano nie miał jednak udziału przy akcji z 27 min. Wtedy jej bohaterem był znowu Podbrożny. Pomocnik Widzewa posłał piękną piłkę w pole karne do Pawlaka. Zanim piłkarz Widzewa do niej doszedł staranował go Malarz i sędzia bez wahania podyktował karnego. Wykorzystał go pięknym technicznym strzałem Podbrożny. Chwilę później Widzew mógł prowadzić 2:0, ale strzał z dystansu Juliano z trudem obronił bramkarz Świtu.

Piłkarzyki ze Świtu

Widzew całkowicie dominował na boisku, ale główna w tym zasługa słabo grających gości. Zawodnicy Świtu przypominali piłkarzyki z popularnej gry w trambambulę. Ustawieni w trzech liniach przesuwali się wszerz boiska. Taka taktyka nie przyniosła pożądanego efektu. - W pierwszej połowie popełniłem błąd, bo graliśmy w ustawieniu 4-4-2. Po przerwie przeszliśmy na system 4-5-1 i to już zdało egzamin - tłumaczył Mirosław Copjak, trener gości. Zanim jednak czeski szkoleniowiec wprowadził w życie nową taktykę, jego zespół stracił drugiego gola. W 45 min Nazaruk popędził prawą stroną jak gepard, zostawiając za sobą bezradnych piłkarzy Świtu. Dośrodkował w pole karne idealnie na głowę najniższego na boisku Juliano. Brazylijczyk bez kłopotów wbił piłkę tuż przy słupku.

Po przerwie obraz gry całkowicie się zmienił. Piłkarze Świtu byli częściej przy piłce, ale nie stwarzali sytuacji bramkowych. Takie miał za to Widzew, który - jak się wydawało - spokojnie kontrolował sytuację na boisku. W 60 min piękną akcją popisał się Juliano. Brazylijczyk wymienił podanie z Podbrożnym, a potem już sam popędził na bramkę Świtu. Po drodze minął dwóch rywali i strzelił lewą nogą, ale Malarz złapał piłkę. Dziesięć minut później w dobrej sytuacji był Włodarczyk, znów dzięki znakomitemu zagraniu Podbrożnego. Napastnik Widzewa strzelił jednak lekko z ostrego kąta i łodzianie nadal prowadzili tylko 2:0. Kilka minut później widzewiacy już po raz ostatni zagrozili bramce gości. Po cudownej akcji Patryka Rachwała z Lelo, ten pierwszy dośrodkował w pole karne, ale Juliano nie zdążył do podania.

Wiechowski podaje dwa razy

Od tej pory na boisku przeważał Świt. Oprócz zmiany ustawienia i taktyki, Copjak wprowadził do gry także nowych piłkarzy. Na boisku pojawili się Mariusz Zganiacz, Marek Gołębiewski i Łukasz Mierzejewski. Już w 79 min ten pierwszy podał na prawe skrzydło do Sergiusza Wiechowskiego, a ten bez namysłu posłał piłkę di Mierzejewskiego. Były napastnik ŁKS uprzedził Stasiaka wbiegł między Mosóra i Urbaniaka, a następnie posłał piłkę do bramki Widzewa. Robakiewicz był bezradny.

Bramkarz łódzkiego zespołu nie popisał się jednak sześć minut później. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wiechowskiego wyskoczył do piłki razem ze stoperem Świtu Mariuszem Unierzyskim. Robakiewicz wypuścił jednak piłkę z rąk i Unierzyski z bliska wbił ją do siatki.

Widzewowi nie pomogły zmiany dokonywane przez Kretka, bo ani Lelo, ani Adam Cichon i Grzegorz Bonk nie pomogli swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa.

Juliano bohaterem meczu

Juliano23-letni pomocnik zadebiutował w Widzewie i od razu stał się ulubieńcem kibiców. Imponował techniką, a celnych strzałów oddał więcej niż cała drużyna Świtu. - Nie dość, że dobrze gra, to jeszcze jest bardzo tanim zawodnikiem. Przyszedł do nas za przysłowiową miskę zupy - twierdzi Andrzej Grajewski, menedżer łódzkiej drużyny.

Strzelcy

Widzew: Podbrożny (28., z karnego za faul na Pawlaku), Juliano (45., głową, po dośrodkowaniu Nazaruka)

Świt: Mierzejewski (79., z podania Wiechowskiego), Unierzyski (85., po zagraniu Wiechowskiego)

Widzów: 6 tys.

Widzew: Robakiewicz - Mosór, Stasiak, Urbaniak - Nazaruk (77. Cichon), Walburg, Rachwał Ż, Podbrożny, Juliano (88. Bonk), Pawlak - Włodarczyk (72. Lelo).

Świt: Malarz - Turkowski (46. Zganiacz), Karwan, Bystron Ż, Unierzyski, Adamczyk Ż - Szeremet, Orliński, Wiechowski, Wyczałkowski (46. Gołębiewski) - Szczytniewski (76. Mierzejewski),

O co będzie walczył Widzew w tym z sezonie?