Pilica Białobrzegi i Szydłowianka Szydłowiec przed sezonem IV ligi

Prognozowanie szans drużyn z Radomskiego w IV lidze przypominać może wróżenie z fusów. Szydłowianka Szydłowiec jest beniaminkiem, Pilica Białobrzegi kompletuje skład na zasadzie pospolitego ruszenia
Jeszcze kilka dni wstecz wydawało się, że czołowa w minionym sezonie IV ligi ekipa z Białobrzegów w ogóle nie przystąpi do rozgrywek. Zarząd klubu podał się do dymisji, piłkarze porozjeżdżali się do innych klubów, trener Ryszard Ochodek zaczynał rozglądać się za nowym zajęciem. Taki scenariusz Pilica przerabiała już pół roku temu. Na szczęście, podobnie jak wtedy, klubowi działacze zdołali się zmobilizować.

Aby zorganizować drużynę, trzeba było jednak rozesłać wici. Dowiedziawszy się, że czwartoligowiec znów zbiera siły, na stare śmieci zaczęli wracać poszczególni gracze. W Białobrzegach zameldowali się ponownie Mariusz Semeniuk, Marcin Mazur, Marcin Garczewski, Piotr Cichawa, Dariusz Szeląg, Michał Górecki i inni. Pilicę reprezentować będzie także Nigeryjczyk Ebbo, a wielce prawdopodobna jest gra w drużynie Ryszarda Ochodka Bartłomieja Mazurkiewicza - wychowanka Beniaminka Radom, występującego ostatnio w radomskiej Broni. Do zespołu mają też powrócić Krzysztof Jasiński, Marcin Sasak, Konrad Pawelec i Michał Sielski. Sporym wzmocnieniem powinien okazać się powrót do macierzystego klubu bramkarza Pawła Młodzińskiego. Były reprezentant Polski juniorów zakończył właśnie rehabilitację po wypadku samochodowym i wraca do formy.

- Tak naprawdę sam zachodzę w głowę, na co stać będzie ten zespół - przekonuje Ochodek. - Jeśli tylko nie zabraknie chłopakom sił, nie powinno być najgorzej.

Wielką niewiadomą stanowi także postawa Szydłowianki. Zespół Krzysztofa Kowalskiego stanowią w dużym stopniu bardzo młodzi gracze. - W każdym pojedynku musi występować trzech młodzieżowców, więc nie mamy wyboru - zauważa szkoleniowiec.

Po roku przerwy "niebiescy" wrócili na czwarty front. Czy go zawojują? - Naszym celem nadrzędnym jest utrzymanie i o to będziemy walczyć - podkreśla Krzysztof Kowalski. Nic dodać, nic ująć. Obserwując przedsezonowe sparingi Szydłowianki, trudno było się oprzeć wrażeniu, że drużynie brakuje zawodnika, który mógłby kierować jej grą. Bez takiego "mózgu" trudno myśleć o czymś więcej niż heroiczna batalia o zachowanie ligowego bytu. A i wzmocnienia na innych pozycjach nie mogą powalić na kolana. Napastnik Michał Kowalczyk to przecież zmarnowany supertalent, który chyba zbyt często, zamiast o futbolu, myślał o innych pokusach życia. Bramkarz Jakub Domagała jest młody, ambitny, ale ciągle zbyt mało doświadczony. Pozostali to jeszcze juniorzy.

Na szczęście mecze mistrzowskie rządzą się swoimi prawami i wypada mieć nadzieję, że twarda ręka trenera Kowalskiego jeszcze raz okaże się wystarczającym argumentem zachęcającym piłkarzy do wytężonego wysiłku na boisku.