Koszykarze Legia blisko PLK

Sekcja koszykarska Legii Warszawa zostanie oddana w ręce bogatej firmy zagranicznej, która będzie także sponsorem zespołu. Koszykarze z Bemowa wykupią "dziką kartę" i dzięki temu - mimo niedawnego spadku z Polskiej Ligi Koszykówki - znów będą występować wśród najlepszych


- Podpisanie umowy powinno dojść do skutku w czwartek. W najbliższych dniach zorganizujemy konferencję prasową, na której wszystko stanie się jasne. Na razie mamy za sobą list intencyjny i kończymy rozmowy. Jest jeszcze kilka przeszkód, ale jeśli miałbym oceniać szansę na powodzenie tej sprawy, to powiedziałbym, że 50 proc. mamy już za sobą - mówi prezes koszykarskiej sekcji Legii Witold Romanowski, który od kilku miesięcy działa intensywnie, żeby uratować mocno podupadłą sekcję.

Romanowski był wczoraj mocno podekscytowany. Nic dziwnego, bo z jego informacji wynika, że koszykarze Legii z zupełnych biedaków mogą stać się solidnym zespołem z przyszłością. Prezes jeszcze nie chce ujawnić, jaka to firma chce wykupić 99 proc. udziałów w powstającej spółce akcyjnej (która będzie właścicielem zespołu) oraz dawać 600 tys. euro (w pierwszym roku) i o 100 tys. mniej (w kolejnych latach) na koszykarzy. - Powiem tak: to duża firma z południa Europy, która wykupiła kilka firm w Polsce. Nie jest jeszcze u nas znana, ale wkrótce będzie. Na dodatek jest właścicielem jednej ze znanych drużyn koszykarskich w Europie - mówi Romanowski.

CWKS Legia będzie miała w nowej spółce 1 proc. udziałów (w piłkarskiej SSA ma 20 proc.), da właścicielom spółki prawo do używania nazwy i logo Legii, otrzyma także jedno miejsce w trzyosobowym zarządzie spółki (pozostałe dwa mają zająć przedstawiciele sponsora). Umowa sponsorska ma obowiązywać dwa lata (choć Legia walczy o trzyletni kontrakt). Koszykarze nadal graliby na Bemowie (być może ważniejsze mecze na Torwarze), pod nazwą dwuczłonową, gdzie pierwszy człon to "Legia", a drugi - nazwa sponsora.

- Mamy niewiele czasu, bo zostało dziewięć dni do terminu wpłaty pieniędzy na "dziką kartę" w PLK [500 tys. zł, we wrześniu trzeba się też będzie wykazać 2 mln zł budżetu - adrom] i załatwienia formalności niezbędnych do gry w najwyższej lidze - mówi Romanowski, który dodaje, że cała ta historia brzmi czasami aż "zbyt pięknie, żeby to było prawdziwe". Dla prezesa ma zabraknąć miejsca w utworzonej spółce. - Ja swoje zrobiłem, choć to oczywiście nie tylko moja zasługa. Teraz sprawy przejmą przedstawiciele sponsora i zarazem właściciela - mówi Romanowski.

Tymczasem koszykarze Legii mają za sobą obóz w Rutce na Mazurach i w piątek mieli jechać na kolejne zgrupowanie - tym razem do Pucka. - Wszystko mieliśmy zaplanowane pod kątem startu w pierwszej lidze 13 września. W tej sytuacji jednak być może trzeba będzie inaczej trenować, bo PLK zaczyna rozgrywki dopiero w połowie października - mówi trener Jacek Gembal, który z Robertem Chabelskim i grającym asystentem Andrzejem Sinielnikowem prowadzi zespół. - Ja niewiele wiem o tych rozmowach i ustaleniach. Czy jestem w stanie zbudować zespół do walki w PLK? Drużynę zawsze można zbudować, zależy jakie będziemy mieli pieniądze i jakie cele. Ale jestem zdania, że nie można zaprzepaścić większości tych zawodników, którzy grali w końcówce ostatniego sezonu. W końcu w nich inwestowaliśmy - dodaje Gembal.

Na razie z Legią ćwiczą wszyscy gracze, którzy kończyli sezon, z Sinielnikowem, Tomaszem Lipińskim, Dominikiem Czubkiem i grupą zdolnych juniorów. W składzie brakowało tylko młodych Piotra Otto i Kamila Kozłowskiego, którzy nadal leczą kontuzje (Kozłowskiego czeka kolejna operacja).

Jak twierdzi prezes Romanowski, zaraz po pozyskaniu sponsora Legia będzie chciała podpisać kontrakty z Krzysztofem Dryją, Michałem Polanowskim i Robertem Pacochą, którzy ostatnio grali w Polonii-Warbud. - Do tego dojdą jeszcze obcokrajowcy, padło nazwisko Marcusa Williamsa, który grał w Legii dwa sezony temu - dodaje Romanowski.

W Legii nie myślą już więc w ogóle o połączeniu z MKS Pruszków, co miało być jednym z możliwych scenariuszy ratowania koszykówki na najwyższym poziomie w wojskowym klubie. - Gmochowie [właściciele klubu z Pruszkowa - adrom] przestali się odzywać i chyba zrezygnowali. Trochę szkoda, że nie działamy wspólnie, bo razem byłoby łatwiej. Zamiast tworzyć sportową spółkę akcyjną, mielibyśmy ją gotową [w postaci pruszkowskiej MKS SSA - adrom]. Ale teraz już o tym nie myślimy - mówi Romanowski.