Felieton Wiesława Pawłata

Felieton Wiesława Pawłata
Polska od lat słynęła ze znakomitych skoczków wzwyż. Przed laty olimpijskie złoto zdobywał Jacek Wszoła, potem na światowych skoczniach królował Artur Partyka. Właśnie od tego ostatniego palmę pierwszeństwa w naszym kraju przejął lekkoatleta lubelskiego AZS, a teraz Startu Grzegorz Sposób. To zawodnik bardzo nietypowy, który na skoczni znalazł się jakby przypadkiem w dość późnym jak na sportowca wieku i przebojem wdarł się do europejskiej elity. Wiele w tym zasługi trenera Andrzeja Kleczka, który zdołał przekonać sympatycznego olbrzyma do uprawiania tej dyscypliny sportu. Przez ostatnie dwa lata Sposób królował na krajowych skoczniach. Swój rekord życiowy doprowadził do wysokości 230 cm i wydawałoby się, że spokojnie uzyska minimum na tegoroczne mistrzostwa świata w Paryżu, które właśnie tyle wynosiło. Niestety choć nasz zawodnik skakał bardzo równo, to w żaden sposób nie mógł wyrównać rekordu życiowego, a na dodatek przeskoczyło go dwóch innych Polaków - Aleksander Waleriańczyk i Michał Bieniek. W ostatni weekend skoczek Startu miał wystąpić na mitingu w niemieckim Eberstadt. Nawet się ucieszyłem, bo to miejsce jest dla Polaków bardzo szczęśliwe. Tam przed laty Wszoła ustanowił rekord świata (235 cm), a potem Partyka bił rekord Polski (238 cm). Niestety wśród startujących nie znalazłem nazwiska naszego zawodnika. Przestraszyłem się, że znowu uległ kontuzji.

Okazało się jednak, że skoczek wraz z trenerem w ostatniej chwili zmienili plany i postanowili wystartować w greckim Pyrgos. Tam wreszcie Sposób dopiął swego - wynikiem 230 cm wygrał konkurs i uzyskał minimum na mistrzostwa świata. Najwyraźniej grecki klimat sprzyja naszemu skoczkowi. To bardzo dobry znak, bo przecież przyszłoroczne igrzyska olimpijskie odbędą się właśnie w Atenach.