Wisła na trzy dni przed eliminacjami do Ligi Mistrzów

Kalu Uche trenuje, ale nadal spieszno mu do Ajaksu Amsterdam. Wisła trenowała po raz pierwszy na stadionie po wymianie płyty boiska. Już w środę o g. 19 "Biała Gwiazda" podejmie Omonię Nikozja w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.
- Jest najlepsza w Polsce - nie mógł wyjść z podziwu Mirosław Szymkowiak.

Henryk Kasperczak i jego załoga po raz pierwszy wyszli wczoraj na nowiutką murawę, którą ostatnio za 2,7 mln zł założyła niemiecka firma TWS.

- Aż miło było patrzeć, jak podczas zeszłotygodniowych ulew woda wsiąkała w boisko jak w gąbkę. Na razie drenaż działa rewelacyjnie - zachwalał dyrektor Wisły Marek Gorączko. Istnieje też jednak "ciemna strona księżyca". Wisła musi wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych na zakup specjalnego traktora do fachowej pielęgnacji murawy.

Jak w serie A

Murawa jest na tyle równa, że przed kończącym zajęcia rozbieganiem piłkarze zdjęli buty. Nie zrobił tego jedynie nadający tempo trener-fizjolog Ryszard Szul. Stanem boiska zachwycali się też trener Kasperczak i dowódca wiślackiej ochrony Adam Musiał.

- Jest aż za równo, bo źle postawiłem nogę i lekko ją sobie skręciłem - żartował Mirosław Szymkowiak. - Na szczęście nic poważnego mi się nie stało, założono mi okład lodowy. Teraz będę musiał trenować w specjalnym "tejpie" [usztywnienie z taśmy - przyp. red.]. Mam nadzieję, że nie ucierpi mi od tego ścięgno Achillesa.

Środkowy pomocnik mistrzów Polski stwierdził, że "Wisła ma teraz najlepszą murawę w Polsce". Zachwalał przede wszystkim gęstość nowej nawierzchni. - Jeśli tylko poleje się wodą takie boisko, to można grać równie szybką piłkę jak na stadionach Serie A - porównywał "Szymek".

W nowym sezonie nie tylko boisko będzie dorównywało standardom europejskim. Działacze Wisły szykują niespodziankę. W drodze do Krakowa jest już nowoczesny zegar stadionowy, który nie będzie szwankował jak ten poprzedni. Koszt komfortowego chronometru, bagatela - 300 tys. euro.

Trenuje dla siebie

Kalu Uche z opaską na łydce trenował wczoraj po raz pierwszy, odkąd w zeszłym tygodniu we Francji rozpoczął strajk. Nie znaczy to jednak, że zdecydował się już pozostać w Wiśle. Wręcz przeciwnie: Nigeryjczyk zachowuje się tak jakby jego transfer do Ajaksu Amsterdam został już przesądzony.

- Trenowałem wyłącznie dla własnego dobra, lecz wcale nie oznacza to, że doszedłem do porozumienia z Wisłą i zagram w środowym meczu z Omonią - powiedział "Gazecie". Pozostałe spotkania zbywał słynnym już "no comments", a na sugestię, że może lepiej byłoby jeszcze przez pół roku występować w Wiśle (a nuż uda się awansować do LM), by w zimie odejść do jeszcze mocniejszego klubu niż Ajax, zmroził naszego reportera surowym, chłodnym spojrzeniem.

Kilku piłkarzy zadeklarowało, że postarają się nakłonić Nigeryjczyka do pozostania w Krakowie. Mają z nim porozmawiać na ten temat.

Nigeryjczyk sprzedaje właśnie samochód, nie chce rozważać szans Wisły.

- Kalu, nie targuj się, daję ci 55 tys. za to auto - trwały tymczasem negocjacje przed budynkiem klubowym. Nigeryjczyk uznał, że to za mało, wszak rok temu skodę octavię laurent and clement kupił za prawie 100 tys. zł.

Cantoro - Maradona

Dobrym humorem za to aż tryska Argentyńczyk Mauro Cantoro, mimo iż w sobotę znowu zabolało go kolano przy oddawaniu strzału. - Jadę dzisiaj na badanie USG - powiedział nam w niedzielę, paradując w koszulce z napisem "Maradona". - Czuję, że szybko wrócę do gry. Chcę wziąć udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. W poniedziałek powinienem już trenować.

Jak nas poinformował lekarz Wisły Mariusz Urban, przeprowadzone w Szpitalu im. Żeromskiego badanie USG kolana Cantoro wykazało uszkodzenie więzadła przyśrodkowego. Henryk Kasperczak po konsultacji z Urbanem zdecyduje, czy dopuścić Argentyńczyka do dzisiejszych zajęć. Sztab szkoleniowy "Białej Gwiazdy" liczy na występ Maura nawet w konfrontacji z Omonią.

Do pełnej dyspozycji wrócili też Jacek Paszulewicz i Tomasz Frankowski. - Jeszcze w spotkaniu z FC Metz bolała mnie pachwina, ale odkąd wróciliśmy do Polski, wszystko jest w porządku - wyjaśniał filigranowy napastnik.

"Kosa" - taksówkarz

Gdy po treningu piłkarze umawiali się na wspólny wypad na miasto popołudniową porą, na parkingu jak spod ziemi pojawiła się taksówka z Zabrza. Jej kierowcą okazał się być lewoskrzydłowy FC 1. Kaiserslautern Kamil Kosowski. Pasażerem - jego syn Aleksander.

"Kosa" przyjechał do Polski na dwa dni. Zaraz po sromotnie przegranym sparingu przez FCK w Portugalii z Vitorią Guimares 1:4. - Portugalczycy byli znacznie szybsi, świeżsi. My po dwóch ciężkich czwartkowych treningach ruszaliśmy się jak muchy w smole, a na dodatek u naszych obrońców szwankuje komunikacja - narzekał Kamil Kosowski. - Próbowałem coś zrobić, ale nie miałem z czego "depnąć". Udały mi się tylko dwa wypady. Poza tym Portugalczycy podejmowali nas z okazji otwarcia stadionu, więc w tak ważnym dla nich dniu chcieli wypaść jak najlepiej.

Eks-wiślak pożyczył od kolegi z Zabrza samochód, na co dzień pracujący jako taksówka, bo swoje słynne czarne sportowe bmw zdążył już sprzedać. W Kaiserslautern dostał od klubu również bmw, tyle że mniejsze. "Kosa" znalazł już sobie mieszkanie. - Będę mieszkał w domu po Tomku Kłosie. Był najlepszy z tych, które oglądałem - opowiada, zaś w środę planuje trzymać kciuki za Wisłę. Meczu z Omonią nie obejrzy, bo już jutro odlatuje do Niemiec.

dla Gazety

Maciej Stolarczyk

obrońca Wisły

Pod względem murawy na pewno pasujemy do Ligi Mistrzów. Mam nadzieję, że do tych rozgrywek będzie przystawała również nasza gra. Wiele zależeć będzie od tego, czy zostanie u nas Kalu Uche. Czy próbujemy go skłonić do pozostania w Krakowie? Rozmawiamy z nim na ten temat. Z jednej strony każdy chciałby, żeby Kalu został z nami. Przecież jest bardzo dobrym zawodnikiem. Z drugiej strony jednak nie można robić nic na siłę. Jeżeli nie powiedzie się misja zatrzymania Kalu, to mamy przecież w odwodzie Grzesia Patera, który też jest w dobrej formie. Poza tym tak samo ważnym ogniwem zespołu jak Kalu jest Arek Głowacki, po kontuzji "Głowy" musimy sobie radzić bez niego. To normalne sytuacje w piłce, że jakiś gracz wypada.