Polskie małżeństwo szczypiornistów będzie grało w Islandii

Jacek Kowal, bramkarz MOSiR Zabrze, jest pierwszym Polakiem, który będzie występował na Islandii. Szczypiornista z Zabrza wraz żoną Elżbietą i 11- miesięcznym synem Szymonem dzisiaj wybiera się w długą podróż do Reykjaviku.


29-letni Kowal przez ostatnie lat występował w zespole MOSiR Zabrze. W piłkę ręczną gra również jego żona Elżbieta, wychowanka gliwickiej Sośnicy.

Państwo Kowalowie mają występować w pierwszoligowym zespole UMS Stiarna Stjornuheimilinnu. - To mąż dostał propozycję gry n Islandii, a potem udało się również załatwić pracę dla mnie - mówi Elżbieta.

O wyjeździe za granicę Kowalowie myśleli już od dawna. - Każdy wie, jak jest w polskich klubach. Kłopoty finansowe to nasza specjalność - mówi szczypiornista. - Do głowy jednak mi nie przyszło, że mógłbym wyjechać tak daleko. Skoro jednak nie udało się znaleźć klubu bliżej...

Propozycję dostał zupełnie przypadkowo. - Mój kolega grał w niemieckim klubie wraz z Islandczykiem Sigim Bjornasem, który teraz zdecydował się na powrót do kraju. W Stiarnie, gdzie zostanie grającym trenerem, brakowało bramkarza. Kolega zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym spróbować - opowiada Jacek.

Mimo że niewiele wiedzą o swoim przyszłym klubie i w ogóle życiu na Islandii, szybko podjęli decyzję. - Na pewno ważne były dla nas pieniądze, bo zarobimy więcej niż w Polsce, ale także ciekawość świata - tłumaczy Elżbieta.

Kowalowie zamieszkają 10 km od Reykjaviku, w malutkiej miejscowości Stjornuheimilinnu. - Trudno ją nawet znaleźć na mapie. Liczy zaledwie 4 tys. mieszkańców, ale ma profesjonalny klub, który gra w pierwszej lidze - opowiada zawodniczka. Piłka ręczna to zresztą jeden z najpopularniejszych sportów na Islandii.

Kowalowie podpisali roczny kontrakt, choć nie wykluczają dłuższego pobytu na wyspie. Na miejscu czeka już na nich mieszkanie i samochód. W podróż zabierają 11-miesięcznego syna Szymona. Bez niego nigdzie by się przecież nie ruszyli. Zdają sobie jednak sprawę, że czekają ich trudne chwile. - Nie znamy angielskiego, nie mówiąc już o islandzkim. W drużynie męża występują już od jakiegoś czasu Rosjanin i Węgier, więc na pewno będzie nam raźniej - dodaje Elżbieta.

Najmniej boją się na Islandii pogody. - Wiemy, że jest wietrznie i zimno, ale my nie lubimy upałów - śmieje się piłkarka. - Na pewno łatwiej gra się w piłkę ręczną w takich warunkach, niż w upalnym klimacie - już poważnie dodaje Jacek.

Kowalowie wylatują dziś do Frankfurtu, skąd następnego dnia wyruszą do Reykjaviku.