Sport.pl

Rozmowa z Sylwestrem Wyłupskim, bramkarzem Arki Gdynia

Sylwester Wyłupski to dobry bramkarz i straszny pechowiec. Nawet już nie pamięta, ile razy był kontuzjowany. - Wiem tylko, że z powodu kontuzji miałem wycięte z życiorysu prawie trzy lata. Ale dzięki temu jestem teraz twardszym mężczyzną - mówi zawodnik Prokomu Arki Gdynia
GRZEGORZ KUBICKI: Pana pech zaczął się już w 1994 roku. Po przejściu z Polonii Elbląg do Pomezanii Malbork zachorował Pan na żółtaczkę i nie grał prawie rok czasu.

SYLWESTER WYŁUPSKI: To był dla mnie strasznie ciężki okres, miałem wielkiego doła. Przeżywałem dramat i miałem nawet myśli o skończeniu kariery piłkarskiej. Ale wytrwałem.

Już rok później trafił Pan do młodzieżowej reprezentacji Polski. W Pomezanii bronił jednak faworyzowany przez Jerzego Jastrzębowskiego Dariusz Topolski. Ma Pan jeszcze pretensje do obecnego trenera Lechii Gdańsk?

- Rzeczywiście udało mi się trafić do kadry Andrzeja Zamilskiego, ale w II-ligowej Pomezanii byłem tylko drugi. Absolutnie nie mam jednak pretensji do trenera Jastrzębowskiego. Topolski był bardziej doświadczony i widocznie trener uznał, że bardziej się nadaje na pierwszego bramkarza. Nie miałem żalu, choć byłem trochę zły. Ale przecież złość, miłość i radość to ludzkie odczucie. Każdy je ma.

W 1997 w barwach Stomilu Olsztyn zadebiutował Pan w ekstraklasie. Znowu miał Pan pecha, bo po samobójczej bramce przegraliście 0:1 z Rakowem Częstochowa, a Pan doznał kontuzji. Pamięta Pan ten mecz?

- Doskonale, przecież pierwszy raz grałem w meczu ekstraklasy. Stracona bramka rzeczywiście była przypadkowa, bo Andrzej Biedrzycki chciał zablokować piłkę po strzale rywala i zrobił to niefortunnie. A kontuzję barku miałem już przed meczem. Grałem z blokadą.

I znowu musiał Pan pauzować. Po powrocie do gry pech Pana jednak nie opuszczał. Pamięta Pan zderzenie z Bogusławem Wyparłą? Jak bramkarz może sfaulować bramkarza?

- Okazuje się, że może (śmiech). Graliśmy z ŁKS Łódź, prowadziliśmy 1:0 i w ostatniej minucie goście mieli rzut rożny. Boguś wyskoczył z bramki i przybiegł na nasze pole karne, aby pomóc drużynie. Po dośrodkowaniu zderzyliśmy się ze sobą i zerwałem więzadła w lewym kolanie. Boguś mnie przepraszał, ale nie miał za co. To był przypadek, a życie składa się z przypadków.

Pana miejsce w bramce Stomilu zajął wtedy Zbigniew Małkowski, który potem trafił do Feyenoordu Rotterdam. Może gdyby nie to zderzenie, to Pan grałby teraz w Holandii...

- A może byłoby coś jeszcze gorszego? Trzeba się cieszyć z tego, co jest. Życie rzuca nam kłody pod nogi, ale my musimy je przeskakiwać!

Pan musi to robić szczególnie często. Przecież zaledwie rok po ciężkiej kontuzji doznał Pan kolejnego poważnego urazu. Tym razem zerwał Pan więzadła w prawym kolanie. Jak to się stało?

- To było na treningu, ale dokładnych okoliczności nie pamiętam. Chyba źle upadłem. Po tej kontuzji miałem straszną depresję, większą niż przy żółtaczce. Wtedy byłem już zdecydowany skończyć z futbolem, chciałem się zająć studiami. Pomogła mi obecna żona Karolina i Paweł Holc. On też przeżywał wtedy trudne chwile, bo zmarła mu żona. Dużo rozmawialiśmy, zżyliśmy się ze sobą.

Może teraz namówi Pan go do gry w Arce?

- Rozmawialiśmy o tym, ale on chce chyba odpocząć od profesjonalnej piłki. Ma troje dzieci, musi się nimi zająć. Nie wiem, czy jeszcze będzie grał.

Z czego wynikają Pana kontuzje? Przecież później złamał Pan jeszcze kciuk na meczu w Elblągu.

- To też był przypadek, bo znowu zderzyłem się z rywalem, a jego czoło było twardsze od moich palców. A kontuzje wynikają chyba z mojego charakteru, nigdy nie odpuszczam. Kolejne urazy dużo mnie jednak nauczyły. Dzięki nim jestem teraz twardszym mężczyzną.

ARKA - PIAST 1:2

Wczoraj piłkarze Prokomu Arki Gdynia skończyli zgrupowanie w Świeradowie. Ostatniego dnia rozegrali jeszcze sparing z Piastem Gliwice i przegrali 1:2 (0:2). Honorową bramkę z rzutu karnego strzelił w 58. min Grzegorz Podstawek. Skład Arki: Wyłupski (Stanik) - Kowalski (Kozłowski), Stencel, Woroniecki, Kupcewicz (Pawlicki) - Stasiuk (Smarzyński), Murawski (Pudysiak), Ulanowski, Kalkowski - Kułyk, Podstawek. Od dzisiaj Arka trenuje w Gdyni.