Ciąg dalszy przesłuchania w sprawie tzw. afery barażowej

Komisja PZPN nie usłyszała w czwartek żadnych rewelacji. Piłkarze Szczakowianki jak jeden mąż podkreślali, że ich rywalizacja ze Świtem rozstrzygnęła się na boisku
W Katowicach na pytania komisji PZPN odpowiadali tym razem piłkarze: Andrzej Bledzewski, Krzysztof Przytuła, Tomasz Księżyc, Jarosław Zadylak i Marek Kubisz. Wyjaśnienia złożył też Kazimierz Fliśnik, menedżer, który zdaniem Wojciecha Szymańskiego, prezesa Świtu, miał kaperować piłkarzy z Nowego Dworu do Szczakowianki jeszcze przed decydującymi rozstrzygnięciami w meczach barażowych.

Piłkarze nie wyglądali na zestresowanych niecodzienną sytuacją. Oczekując w siedzibie Śląskiego Związku Piłki Nożnej na swoją kolej, spokojnie przeglądali gazety, które obszernie relacjonowały pierwszy dzień przesłuchań.

Przytuła, który w pierwszym meczu strzelił bramkę samobójczą, żartował, że się przyzna i wyzna członkom komisji, że sam sprzedał pierwsze spotkanie.

Zeznania piłkarzy nie wniosły wiele do sprawy. - Wszyscy podkreślali, że rywalizacja ze Świtem rozstrzygnęła się na boisku. Byli wyraźnie lepsi, a piłkarze z Nowego Dworu mogą mieć pretensje tylko do siebie, bo z niezrozumiałych dla nich przyczyn przyjechali do Jaworzna w osłabionym składzie - relacjonował Marek Najder, przewodniczący komisji.

Więcej obiecywano sobie też po zeznaniach Fliśnika. Dzień po przegraniu spotkania barażowego w Jaworznie prezes Szymański pochwalił się, że jest w posiadaniu zdjęcia, na którym uwieczniono, jak Grzegorz Miłkowski, obrońca Świtu, podpisuje kontrakt ze Szczakowianką. W transakcji klub z Jaworzna miał reprezentować właśnie Fliśnik. - Przecież to niedorzeczne. Podpisywać kontrakt na kolanie, przy autobusie, gdy obok jest budynek klubowy i do wyboru pewnie z 20 pokoi. Spisywałem w Jaworznie dane Miłkowskiego, bo pośredniczyłem w jego transferze do Cracovii - podkreślał menedżer.

Fliśnik potwierdził, że miał jeszcze kontakty zawodowe z dwójką piłkarzy Świtu: Markiem Zawadą i Tomaszem Nakielskim. - Nakielski był nawet przymierzany do gry w Szczakowiance, ale to było jeszcze w styczniu i nic z tego nie wyszło. W ogóle moja obecność tutaj jest nieporozumieniem, bo jak na razie, żaden z moich piłkarzy w Szczakowiance nie gra [najbliżej byli Aaran Lines, który ostatecznie wybrał Ruch, i Robert Kolasa, który trafił do Cracovii - przyp. red.]. Moje kontakty z tym klubem są żadne - dodał.

Wszyscy przesłuchiwani wyrazili gotowość, by udostępnić billingi swoich telefonów komórkowych. Być może na przesłuchania do Warszawy zostaną też wezwani Dzenan Hosić i Ivo Schmucker, piłkarze Szczakowianki, którzy na Śląsk nie dojechali.



Marek Najder

przewodniczący komisji PZPN badającą tzw. aferę barażową

Pojawiły się pewne nowe wątki, ale są one bardzo "cienkie". Na razie mamy tylko pomówienia i insynuacje, które w żaden sposób nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Nie ma żadnych podstaw, żeby kogoś ukarać dyscyplinarnie. Prezes Szymański nie oskarża Szczakowianki, tylko swoich piłkarzy, a ostatnio pośrednika. Skierowaliśmy sprawę do prokuratury, bo liczymy, że dzięki temu dowiemy się, kto był tym pośrednikiem i między kim pośredniczył. Wtedy wszystko się wyjaśni.

not. tod



Trudne pytania

Do Krzysztofa Przytuły:

Jak ocenia, kto był najlepszym zawodnikiem w pierwszym meczu barażowym?

- Najlepszy był Maciej Lewna.

Czy był na spalonym, gdy strzelał drugą bramkę w rewanżu w Jaworznie?

- Od takiej oceny jest sędzia, a nie piłkarz.

Do Marka Kubisza:

Czy Boris Pesković mógł zapobiec utracie pierwszej bramki w rewanżu w Jaworznie? Odważniej wyjść do dośrodkowania Dariusza Kozubka?

(po strzale głową Kubisza bramkę samobójczą strzelił wtedy Michał Karwan).

- Nie wiem. Nie jestem trenerem.

Czy spotkał się z przypadkami kupowania meczów w lidze polskiej?

- Nie.

Do Rafała Góraka:

Czy w Szczakowiance jest lewa kasa na kupowanie spotkań?

- Nie. (Ironiczny komentarz dla dziennikarzy: - Tak, jest. 10 zł za spóźnienie na trening i 15 zł za brudne buty).