Kompromitacja piłkarzy Kozienic

Przeraźliwe gwizdy widowni żegnały schodzących po meczu zawodników Kozienic. Nic dziwnego. Gospodarze całkowicie zlekceważyli ligowego słabeusza i oddali mu komplet punktów
- Kompromitacja - tak ocenił występ swoich podopiecznych trener Kozienic Ryszard Kupis. - Brak zaangażowania, pomysłu, woli walki. To musiało się tak skończyć.

Szkoleniowiec "żółto-zielonych" był tak zdenerwowany, że zdołał jedynie wycedzić te kilka słów. Na rozmowę bardzo chętnie przystał natomiast trener Hutnika Krzysztof Branicki. - Moi chłopcy to jeszcze piłkarskie dzieci. Ogromnie się cieszę, że spotkała ich nagroda za opór, ambicję i grę z honorem do końca rozgrywek - promieniał ze szczęścia szkoleniowiec. - My spadliśmy już przed rozpoczęciem sezonu, ale tego roku na pewno nie zmarnowaliśmy. Ci chłopcy to zrozumieli, trenowali i grali do upadłego, i mam nadzieję, że twarda szkoła jaką otrzymali, pozwoli im z powodzeniem odnaleźć się w dorosłym futbolu.

Przed spotkaniem z Kozienicami Hutnik miał w dorobku dwa remisy w sezonie. Wszystkie pozostałe pojedynki przegrał. Z "żółto-zielonymi" młodzi piłkarze pokazali jednak to, czego kozieniczanom zabrakło - honor.

Od początku spotkania gospodarze sprawiali wrażenie, jakby niespecjalnie zależało im na zwycięstwie. Warszawianie mieli nawet optyczną przewagę, ale podobnie, jak kozieniczanie grali chaotycznie.

Po kwadransie gry "żółto-zieloni" powinni prowadzić. Po rykoszecie piłka trafiła pod nogi stojącego kilka metrów przed bramką Grzegorza Seremaka. Napastnik Kozienic nie trafił jednak czysto futbolówki i Paweł Szewczyk zdołał ją wybić na róg.

Kara za nonszalancję spotkała podopiecznych Ryszarda Kupisa w 28. min. Wyprowadzający piłkę od bramki Daniel Iwanowski podał ją do Jacka Gogacza. Naciskany przez Daniela Małkiewicza obrońca Kozienic chciał podać do Jacka Prockiego, ale posłał piłkę na wolne pole tuż przed pole karne. Tam dopadł do niej Mariusz Szymaniak i płaskim strzałem nie dał szans Iwanowskiemu.

Po stracie gola Kozienice nadal grały nieudolnie. Dopiero 20 min przed zakończeniem meczu gospodarze śmielej zaatakowali. W 71. min znów nie popisał się Seremak, który będąc w dogodnej sytuacji strzeleckiej, tak przyjął piłkę, że nie mógł już nic zrobić. Po tej sytuacji kibice nie wytrzymali. - Idźcie do szatni, oszczędźcie wstydu! - krzyczeli.

Nie pomogły zmiany dokonywane przez Ryszarda Kupisa. Poczynania Kozienic przypominały łabędzi śpiew i, co gorsza, zakończyły się tragicznie.

- Ale wstyd! Jak oni mogli tak zagrać w ostatnim meczu u siebie - dziwił się były bramkarz Kozienic, obecnie Radomiaka - Edward Minda. Wściekłości nie ukrywał były wiceprezes Kozienic Jerzy Magiera. - Sprawy klubu nie idą w dobrym kierunku. A już to, co pokazali piłkarze, woła o pomstę do nieba. U mnie następnego dnia by ich nie było - podkreślał.



MG MZKS KOZIENICE - HUTNIK WARSZAWA 0:1 (0:1).

Bramka: M. Szymaniak (28.).

Kozienice: Iwanowski - Sokół, Procki, Gogacz, Misztal, Skórnicki (82. Narojczyk), A. Strąg (77. W. Strąg), Czaplarski, Sykuła (46. Rzeszotek), Seremak, Bilke.

Hutnik: Szewczyk - Kamiński, Gacek, Górski, Sadurski, Zalewski (82. Koczur), Gnoiński, Rogulski, Grzywacz (90. Domagała), M. Szymaniak, Małkiewicz (75. B. Szymaniak).

Żółte kartki: Sokół (Kozienice), Górski, M. Szymaniak, Małkiewicz (Hutnik).

Sędziował: Tomasz Piróg (Kraków).

Widzów: 600.