Górnik Zabrze - Lech Poznań 0:0

W Zabrzu wszystko zgodnie z przewidywaniami - piłkarze Lecha i Górnika nie zrobili sobie krzywdy. Gole nie padły, a dzięki takiemu wynikowi "Kolejorz" zapewnił sobie utrzymanie w ekstraklasie.
Spotkanie w Zabrzu było bardzo słabe. Toczyło się w ślamazarnym tempie, bardzo mało było sytuacji podbramkowych. Z pewnością jednym z powodów był upał, w jakim toczyło się spotkanie. Trener Lecha Bohumil Panik wysnuł jednak inną teorię. - Taka jest zawsze końcówka sezonu. Zespoły kalkulują, grają o wynik, a nie po to, by pokazać dobrą grę. Dominuje taktyka. Takie mecze dla kibiców rzeczywiście są nieciekawe - przyznał.

Wieści z Grodziska

W sobotę zainteresowany wynikiem był tylko jeden zespół - Lech. Zabrzanie utrzymanie mieli już pewne i walczyli tylko o prestiż. Na dodatek, wpływ na grę poznaniaków miały z pewnością wieści z Grodziska Wielkopolskiego, gdzie Groclin podejmował Zagłębie Lubin. Zwycięstwo piłkarzy z Grodziska, przy jednoczesnym remisie w Zabrzu, dawało Lechowi pozostanie w piłkarskiej ekstraklasie na następny sezon.

- Cały tydzień przygotowywaliśmy się tylko do meczu w Zabrzu. Nie kalkulowaliśmy, wiedzieliśmy bowiem, że przede wszystkim musimy liczyć na siebie, nie na innych. W przerwie dowiedziałem się jednak, że Grodzisk prowadzi 1:0. To musiało mieć wpływ na naszą postawę w drugiej połowie. Taka informacja zostawia swój ślad w psychice. Myśleliśmy już tylko o tym, aby mecz się zakończył - stwierdził obrońca "Kolejorza" Bartosz Bosacki, a jego partner z defensywy Waldemar Kryger dodawał: - Mimowolnie w pewnym momencie usłyszałem, że jest 3:0 dla Groclinu. Powiedziałem sobie: jest dobrze. Trzeba jeszcze tylko wytrzymać kwadrans bez straty gola i będzie można świętować. Udało się.

Za długo to trwało!

Po meczu poznańscy piłkarze wyglądali, jakby ciężki kamień spadł im z serca. Wreszcie uśmiechnięci, zadowoleni. Wiedzieli bowiem, że spełnili zadanie, jakie przed nimi postawiono. - I tak za długo to trwało - stwierdził Łukasz Madej. - Pogubiliśmy po drodze głupio punkty i naraziliśmy kibiców na niepotrzebne nerwy. Musieli czekać na utrzymanie do przedostatniej kolejki, choć mogliśmy to zrobić znacznie wcześniej - opowiadał. - Teraz już można myśleć o następnym sezonie. Mam jeszcze roczny kontrakt z Lechem i chcę go wypełnić - dodawał Kryger.

Dzięki, Antoni

Antoni Piechniczek w jednym z wywiadów przed meczem przyznał, że przestał bywać na meczach w Zabrzu. - Ostatnio przestałem chodzić na Górnika, bo co drugi mecz jest ułożony - mówił jeden z najwybitniejszych polskich trenerów, który przed kilkunastu miesiącami pracował też w Zabrzu.

Głosu Piechniczka posłuchało sporo kibiców, bo w sobotnie popołudnie trybuny stadionu przy ulicy Roosevelta świeciły pustkami. Ludzie wybrali pewnie wyjazdy do lasu, nad wodę, niż przyjście na mecz, który nie miał najmniejszego znaczenia.

Tylko niektórzy fani zerkali z ciekawością na rozwój wypadków przed ekranem komputera. - Dzięki panie Piechniczek. Zaoszczędziłem 10 zł. Idę na piwo - tak po ostatnim gwizdku podsumował jeden z kibiców na internetowym forum.

Mecz bez emocji

Mecz był nudny, bezbarwny, nijaki. Nikt się nie wyróżnił, nie padła bramka, brakowało emocji i piłkarskiej werwy. Wystarczy powiedzieć, że Lech w pierwszej połowie oddał tylko jeden strzał w kierunku zabrzańskiej bramki - w 27. min Paweł Kaczorowski (uderzenie było zupełnie nieszkodliwe). Pisząc o groźnych sytuacjach stworzonych przez Górnika, właściwie tylko jedna przychodzi do głowy. To strzał głową Błażeja Radlera na samym początku meczu, po którym piłkę wybił stojący na linii bramkowej Waldemar Kryger. Błąd w tym momencie popełnił po raz pierwszy grający od pierwszej minuty w Lechu Waldemar Piątek. Zawahał się przy wyjściu do dośrodkowania i było za późno na interwencję. Później Piątek nie musiał zbytnio się wysilać, ale bronił całkiem nieźle.

Wszystko przez taktykę

Po meczu trenerzy obu zespołów nudny, bezbramkowy wynik tłumaczyli taktyką. - Taktyka dominowała, nikt nie chciał bramki stracić - mówił szkoleniowiec Górnika Waldemar Fornalik. - Oczywiście, że mówiłem zawodnikom, żeby grali o zwycięstwo. Proszę zresztą policzyć piłkarzy ofensywnych w składzie. Nawet Prasnal, który jest pomocnikiem, zagrał na boku obrony, by biegać do przodu. Lech był jednak dobrze ustawiony i wybił nam wszystkie atuty z ręki - opowiadał.

- Z wyniku jestem zadowolony, z gry nie. Widać było, że w upale nie chciało się zawodnikom biegać - przyznał z kolei Bohumil Panik. - Zresztą nie ma co grymasić. I tak było to ciekawsze spotkanie niż ostatni mecz w lidze holenderskiej. PSV Eindhoven podejmował Groningen. Spotkanie zakończyło się remisem 0:0, co było korzystne dla obu stron. Przez 45 minut obrońcy jednego zespołu rozgrywali piłkę między sobą, a rywale w ogóle ich nie atakowali.

Dwóch ambitnych

Podobnie wyglądała gra "Kolejorza" w drugiej części sobotniego pojedynku. Poznaniacy długo przetrzymywali piłkę, a zabrzanie nie mieli zbytnio ochoty, by im ją odebrać. Dobrze tempo gry regulował kapitan Lecha Piotr Reiss, którzy rządził w środku boiska.

Ambitnie w poznańskim zespole grał Łukasz Madej, który już w pierwszej połowie został ukarany żółtą kartką. - Musiałem faulować rywala, bo nieco za daleko mi uciekł - stwierdził po meczu. - Szkoda, bo przez tę kartkę nie zagram przeciwko Wiśle. Grałem do końca ambitnie, bo ten mecz oznaczał dla mnie koniec sezonu - dodał.

Niewiele brakowało, aby przed końcem meczu doszło do rękoczynów. Na środku boiska doszło do starcia Madeja z Michałem Probierzem. - Rzeczywiście, adrenalina mi się podniosła. Musiałem jednak tak zareagować, bo Michał nie zachowywał się ładnie - powiedział Madej. Probierz walczył najbardziej zaciekle w swojej drużynie. Cały czas dopingował swoich kolegów do lepszej gry, choć ci nie mieli raczej na to ochoty. - W tych warunkach naprawdę trudno było się przezwyciężyć. Sporo czasu zajęło mi, zanim przyzwyczaiłem się do tego upału - mówił później Bosacki. Probierz tuż przed końcem oddał mocny strzał z dystansu, jednak grający pierwszy raz od początku w Lechu Waldemar Piątek, sobie poradził. To był jedyny moment, gdy kibice "Kolejorza" na stadionie w Zabrzu zadrżeli.

Poza tym lechici w pełni kontrolowali grę. - Zawsze gramy o zwycięstwo. Tym razem jednak podświadomie czuliśmy, że wystarczy nam jeden punkt. Okazało się, że ten remis jest zwycięski - podsumował Kryger. - Może zabrakło nam trochę odwagi w ataku, ale to już nieważne. Najważniejsze, że mamy utrzymanie - cieszył się Bosacki.

GÓRNIK ZABRZE 0

LECH POZNAŃ 0

Składy.

Górnik: Wróbel - Prasnal, Radler, Kolasa, Andracić (46. Lekki) - Probierz, Szulik Ż (81. Chyła), Kaczmarczyk, Piegzik - Kompała (84. Kocur), Sikora.

Lech: Piątek - Kryger, Kaliszan Ż, Bosacki Ż, Poledica - Madej Ż, Jacek, Reiss, Kaczorowski - Gajtkowski (79. Klatt), Ślusarski (52. Czereszewski).

Widzów: ok. 2000 (130 z Poznania).

GÓRNIK - LECH

12strzały9
3celne2
13faule10
1spalone2
5rzuty rożne8
1żółte kartki3
GRACZ MECZU

Nikt nie zasłużył na to miano

ZDANIEM TRENERÓW

Bohumil Panik (Lech Poznań): - Jestem zadowolony z wyniku, ale nie z gry. Remis pozwolił nam uniknąć gry w barażach i to jest najważniejsze. Defensywna taktyka spowodowała, że mocno ucierpiało widowisko. Nie było co oglądać.

Waldemar Fornalik (Górnik Zabrze): - To nie było najlepsze widowisko. Taktyka dominowała, nikt nie chciał stracić bramki. Zakończyliśmy udany sezon na własnym stadionie. Chciałbym podziękować kibicom, którzy byli z nami zarówno we wspaniałych meczach, jak i tych przegranych. Dziękuję kibicom, którzy wspierali nas dobrym słowem, jak i tym, którzy nie szczędzili mocnych słów.