Górnik Zabrze - Lech Poznań 0:0

W Zabrzu wszystko zgodnie z przewidywaniami - piłkarze Lecha i Górnika nie zrobili sobie krzywdy. Gole nie padły, a dzięki takiemu wynikowi Lech zapewnił sobie utrzymanie w ekstraklasie.
Antoni Piechniczek w jednym z wywiadów przyznał, że przestał bywać na meczach w Zabrzu. - Ostatnio przestałem chodzić na Górnika, bo co drugi mecz jest ułożony - mówi.

Piechniczek chyba wie, co mówi, to w końcu jeden z najwybitniejszych polskich trenerów, który przed kilkunastu miesiącami pracował też w Zabrzu.

Głosu Piechniczka posłuchało chyba sporo kibiców, bo w sobotnie popołudnie trybuny stadionu przy ulicy Roosevelta świeciły pustkami. Niektórzy zerkali tylko z ciekawością na rozwój wypadków przed ekranem komputera. - Dzięki panie Piechniczek. Zaoszczędziłem 10 zł. Idę na piwo - tak po ostatnim gwizdku podsumował jeden z kibiców na internetowym forum.

Mecz był nudny, bezbarwny, nijaki. Nikt się nie wyróżnił, nie padła bramka, brakowało emocji i piłkarskiej werwy. Wystarczy powiedzieć, że walczący o utrzymanie Lech, dla którego był to ponoć arcyważny mecz (tak wypowiadali się przedstawiciele poznańskiego zespołu w dniach poprzedzających spotkanie), w pierwszej połowie oddał tylko jeden strzał w kierunku zabrzańskiej bramki - w 27. min Paweł Kaczorowski (uderzenie było zupełnie nieszkodliwe). Pisząc o groźnych sytuacjach stworzonych przez Górnika, właściwie tylko jedna przychodzi mi do głowy. To strzał głową Błażeja Radlera na samym początku meczu, po którym piłkę wybił stojący na linii bramkowej Waldemar Kryger. I to chyba wszystko, o czym warto pisać po tym spotkaniu.

Po meczu trenerzy obu zespołów nudny, bezbramkowy wynik tłumaczyli taktyką. - Nie było ciekawie dla oka, bo taktyka była, by grać na zero w tyłach. Wszystko zdeterminowała taktyka - mówił szkoleniowiec Lecha, Czech Bohumil Panik. Trener Górnika Waldemar Fornalik dodał: - Taktyka dominowała, nikt nie chciał bramki stracić.

Górnik, który utrzymanie zapewnił sobie kilka tygodni temu, zaraz potem doznał nieoczekiwanego załamania formy. W ostatnich pięciu meczach zabrzanie nie wygrali ani razu, a przegrywali trzykrotnie. Zdobyli w tym czasie ledwie trzy gole.

W sobotę przeciwko Lechowi trener gospodarzy wpuścił tym razem na boisko swoich podstawowych zawodników, którym niebawem kończą się kontrakty i którzy ostatnio pauzowali. Kibice zobaczyli: Adama Kompałę, Roberta Kolasę, Michała Probierza i Grzegorza Lekkiego. Jest bardzo prawdopodobne, że wymieniona czwórka tym meczem pożegnała się ze stadionem przy Roosevelta. Szkoda, że w takim stylu...