Cezary Podraza, kick bokser z Sosnowca, będzie walczył w K2

Rodzina i znajomi od pewnego czasu patrzą na Cezarego Podrazę z wielkim niepokojem. - On chyba oszalał - szepczą po kątach. - Jestem w szoku, że się zdecydował - z niedowierzaniem kiwa głową trener Ludwik Buczyński.
Skąd ta troska? Już w sobotę sosnowiecki kick bokser na ringu w Lizbonie stoczy walkę w K2. Pod tą nazwą kryje się konfrontacja przedstawicieli różnych stylów: karate, kung-fu, jujitsu. Walki są widowiskowe i bardzo popularne na całym świecie.

K2 odbywa się według takich samych zasad jak bardziej popularne wśród kibiców K1.

Różnicą jest podział na kategorie wagowe (w K2 są dwie: do 75 kg i ponad).

Początki takich walk sięgają 1980 r. Ich pomysłodawcą jest Kazuyoshi Ishii, Japończyk z Osaki. Wpadł pomysł, by na ring obok przedstawicieli dalekowschodnich sztuk walki zaczęli też wychodzić bokserzy i kick bokserzy. To właśnie przedstawiciele tego ostatniego stylu odnoszą ostatnio w K1 największe sukcesy. W 2002 r. najlepszy był Holender Ernesto Hoost, wcześniej triumfował Nowozelandczyk Mark Hunt.

Każdego roku w grudniu w hali Tokyo Dome odbywa się spotkanie największych wojowników. Ośmiu wyłonionych wcześniej w eliminacjach zawodników walczy o tytuł "najlepszego z najlepszych".

Osiągnięcia Polaków w tej trudnej dyscyplinie są żadne. Podraza będzie prawdopodobnie pierwszym Polakiem, który stoczy walkę w K2.

Walki są bardzo wyczerpujące. Zawody odbywają się w formule full-contact, co oznacza, że ciosy są wyprowadzone z maksymalną siłą. Przeważają kopnięcia, również kolanami. Niedopuszczalne są chwyty, rzuty i walka w parterze.

- To taka jatka w krótkich gatkach. Ochraniacze mamy tylko na genitalia - przyznaje Podraza. Na zawody do Portugalii zaprosił go rywal z ringu Nuno Fereira.

Podraza nie wie o K1 i K2 zbyt wiele. Swoją wiedzę opiera głównie na transmisjach w Eurosporcie. - Szkoda, że do walki zostało tak mało czasu, bo poprosiłbym o pomoc Hoosta. Ernesto był dwa razy moim gościem w Sosnowcu. To wspaniały sportowiec, zawodowiec. Jego ksywka mówi wszystko - "Mister Perfect" - mówi kick bokser.

Sosnowiczanin jedzie do Lizbony w nieznane. Wie tylko, że jego pierwszym rywalem będzie Hiszpan Achilla Alves. Pojedynek będzie składał się z trzech trzyminutowych rund. - O swoim rywalu nie wiem nic, ile ma lat, w jakim stylu walczy. To może być napakowany osiłek, a może jakiś karateka. Ważne będzie nastawienie psychiczne. Podstawa to nie bać się bólu. Kopnięć będzie bardzo dużo, nie wiem, jak moje nogi to wytrzymają - mówi Podraza.

Ludwik Buczyński, trener kadry bokserów, który pomagał Podrazie przygotowywać się do walki, jest pełen obaw. - Boję się o niego. Myślałem, że się nie zdecyduje. Na treningach walczyli z nim tylko doświadczeni zawodnicy, młodzi się bali. Nogi ma takie poobijane... Żeby tylko nie dał się zaskoczyć. Oni się kopią nawet po wątrobie, mogą też zahaczyć o nerki. Na pewno natrze się maściami przeciwbólowymi, ale czy to pomoże - zastanawia się Buczyński.

Podraza nie chce zdradzić, ile zarobi na walce. - Na pewno mam więcej do stracenia. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że ciągle szukam nowych wyzwań. Przecieram szlaki - podkreśla.

- Mówimy o nim "chłopak z Sosnowca". Niesamowity walczak. Mimo czterdziestki na karku ma wydolność 18-latka. Daj Boże, żeby bokserzy byli równie twardzi - mówi Buczyński.