Lech nie płaci. Czy Kaczorowski i Poledica odejdą do Legii?

Czy z Lecha Poznań odejdą latem do Legii Warszawa Paweł Kaczorowski i Mirko Poledica? Bardzo możliwe, bo "Kolejorz" ma poważne problemy finansowe
Nie da się ukryć, że poznański klub wpadł ostatnio ponownie w tarapaty finansowe, a na pewno została zachwiana płynność finansowa. By to odczuć, wystarczy porozmawiać z piłkarzami, którzy cierpią na tym najbardziej. - Od trzech miesięcy nie dostaliśmy pensji, czyli podstawowego wynagrodzenia, o premiach za mecz w ogóle nie wspominając - opowiada anonimowo jeden z nich.

Kibice nie zawiedli

Skąd wzięły się te problemy? Najprawdopodobniej z tego, że poznańscy działacze zbyt optymistycznie oszacowali budżet, jakim będą w tej rundzie dysponować. Pół roku temu prezes Radosław Majchrzak na łamach "Gazety" mówił: - Do zamknięcia budżetu jeszcze trochę nam brakuje. I tak jednak wiadomo, że wiele zależeć będzie od kibiców. Dokonaliśmy bowiem kalkulacji, ile biletów i karnetów sprzedamy. A z tym może być przecież różnie.

Okazuje się, że akurat kibice nie zawiedli. Niemal na każdym meczu wypełniają stadion przy ul. Bułgarskiej w całości. Wiosną tylko raz zdarzyło się, by przyszło ich poniżej 10 tys. Było to spotkanie z Polonią Warszawa, odbywające się jednak w paskudnych warunkach pogodowych.

Wydaje się zatem, że problem tkwi w innym miejscu. A mianowicie w tym, że zbytnio uwierzono w świetną umowę sponsorską z firmą Maxer (były Energopol 7). Miała ona zasilić konto klubowe sumą kilku milionów złotych, co z pewnością pozwoliłoby "Kolejorzowi" przetrwać bez problemów kolejnych kilkanaście miesięcy. Według nieoficjalnych informacji Maxer do dzisiaj wpłacił jednak zaledwie niewielki procent tego, co zagwarantował w umowie. Powód jest oczywisty. Opóźnienia w budowie czwartej trybuny, której wykonawcą ma być właśnie Maxer.

"Czereś" odejdzie

Lech tak wierzył, że te pieniądze w końcu wpłyną na konto klubu, aż "przeszarżował" z zimowymi transferami. Do klubu przyszło siedmiu nowych piłkarzy, a gwoździem do trumny było kupienie z Katowic Krzysztofa Gajtkowskiego za 1,2 mln zł. To właśnie ten transfer do dzisiaj odbija się poznaniakom czkawką. Kolejne raty Katowice mają bowiem zagwarantowane z przelewów, jakie Lech dostaje z Canal+. Z tymi pieniędzmi poznański klub nie może nic zrobić.

"Kolejorz" zbudował kadrę ponad 20 piłkarzy, którym trzeba było zagwarantować wynagrodzenia. A Lech, by skusić piłkarzy do gry w Poznaniu, oferował pensje, wykraczające ponad ligową przeciętność. Otwarcie zresztą o tym mówił kilka dni temu Sylwester Czereszewski: - W Lechu dostałem kilkadziesiąt tysięcy więcej od oferty w Legii. Muszę myśleć o dobrobycie rodziny - stwierdził. Nieoficjalnie wiadomo, że "Czereś" dostaje miesięcznie w Poznaniu niewiele poniżej 30 tys. zł. Skoro jednak zaległości są spore, to jest niemal przesądzone, że po zakończeniu sezonu Czereszewski odejdzie z Lecha. - Jestem bowiem w takim wieku, że chcę grać, a nie tylko zaliczać epizody po pięć, dziesięc minut - mówi. Innym powodem jest to, że nie może porozumieć się z trenerem Bohumilem Panikiem, a wszystko wskazuje na to, że Czech pozostanie w "Kolejorzu" na następny sezon, choć już w innej roli. Obok Czereszewskiego, przesądzone jest także odejście Ryszarda Remienia.

50 tys. dla gwiazdy

Jeżeli sprawy czwartej trybuny i ewentualnego wsparcia ze strony sponsorów nie zostaną rozwiązane, działacze powinni chyba przed nowym sezonem pomyśleć o renegocjacji kontraktów z piłkarzami. Dobrze bowiem by było, gdyby piłkarze dostawali nieco mniej pieniędzy, ale za to regularnie. Nie da się bowiem ukryć, że są duże dysproporcje w zarobkach poszczególnych piłkarzy. Owszem, Piotr Reiss jest największą "Kolejorza" i powinien zarabiać sporo, ale pensja oscylująca w granicach 50 tys. zł miesięcznie to jednak stanowczo za dużo przy obecnych kłopotach klubu.

Nieco mniej zarabiają inni czołowi piłkarze, jednak wystarczy, że raz na jakiś czas dostaną miesięczną pensję, a bez problemów przeżyją kolejne trzy, cztery miesiące. Natomiast spore problemy mają młodzi zawodnicy, którzy grają za kilka tys. zł, wypłacane na dodatek nieregularnie. Czy w tej sytuacji można się dziwić blokadzie psychicznej, jaka dopadła ostatnio Bartosza Ślusarskiego, skoro od kilku miesięcy nie ma za co żyć?

Z Lecha do Legii?

Działacze myślą o budowie nowego zespołu, który w kolejnym sezonie mógłby walczyć o czołowe pozycje w ekstraklasie? Wydaje się jednak, że w tej chwili nie będzie to możliwe. Problemy mogą być bowiem nawet z zachowaniem obecnego składu, nie wspominając o wzmocnieniach. Oprócz Czereszewskiego i Remienia, do odejścia szykują się kolejni piłkarze. Którzy? Pojawiają się, jeszcze nieoficjalne, informacje, że Legia Warszawa bardzo chciałaby zatrudnić Pawła Kaczorowskiego i serbskiego obrońcę Mirko Poledicę. Akcje warszawskiego klubu ma przejąć znany biznesmen Zbigniew Jakubas, który jest zdecydowany na rewolucję w składzie.

Poledica jest na razie wypożyczony do czerwca z Vojvodiny Nowy Sad. Suma odstępnego za tego piłkarza to 100 tys. dolarów. Lech ma co prawda prawo pierwokupu, jednak nie wiadomo czy z niego skorzysta ze względu na kłopoty finansowe. Menedżer piłkarza, Dragan Popović, zachowuje spokój. - Jeżeli Lech nie wykupi zawodnika, to trafi do innego polskiego klubu. Oferty już do mnie spływają - mówi. Poledicę bardzo chciałby zatrzymać trener Panik, który uważa go za najlepszego lewego obrońcę w ekstraklasie. - Trenerzy z Serbii mówili mi, że nie gra on jeszcze na maksimum swoich możliwości. Może grać jeszcze 30 proc. lepiej - opowiada Czech.

Nie chcą już "Norbiego"

Za Kaczorowskiego i Poledicę klub nie dostanie ewentualnie ani grosza. W pesymistycznym scenariuszu, by poszukać pieniędzy, trzeba będzie sprzedać innych zawodników. Tylko pytanie - kogo? Na przykład po Norberta Tyrajskiego przestali pytać przedstawiciele klubów niemieckich. Przebąkuje się o zainteresowaniu poznańskim bramkarzem ze strony Wisły Kraków, ale ten transfer wydaje się mało możliwy. Tym bardziej, że krakowianie chcą zatrudnić Radosława Majdana.

Kluczowe wydaje się zatem przedłużenie umów z zawodnikami obecnej kadry. Nowe kontrakty zaproponowano już Piotrowi Jackowi i Zbigniewowi Wójcikowi. Obaj wstępnie je zakceptowali. Wszystko wskazuje także na to, że z wypożyczenia do Polonii Warszawa wróci Mariusz Mowlik. - Do czerwca jestem w Warszawie, a potem melduję się w Poznaniu. Jestem gotowy podjąć rywalizację - deklaruje młody obrońca.