Rozmowa z bramkarzem Łukaszem Paluchem

W niedzielę Cracovia ma pierwszą szansę, by zapewnić sobie awans do drugiej ligi. Wiele będzie zależeć od postawy jej bramkarza Łukasza Palucha.
Waldemar Kordyl: Pogoń Staszów odgraża się, że tanio skóry nie sprzeda.

Łukasz Paluch: Podchodzimy do meczu bardzo poważnie. Im szybciej zapewnimy sobie awans, tym łatwiejsza będzie końcówka sezonu. Zagramy dla kibiców, którzy jeżdżą za nami po całej Polsce i sponsorów, z prof. Filipiakiem i firmą Golemo na czele. Chcemy im dać satysfakcję i podziękować za cały sezon. Wiem, że zdarzają się sytuacje, kiedy sędziowie wypaczają wynik, ale jak zagramy dobrze, to do tego nie dopuścimy.

Sześć bramek puścił Pan w dotychczasowych meczach.

- To mała średnia, ale przynajmniej dwóch mogłem uniknąć. Myślę o golu Piotra Gruszki w Wieliczce i bramce straconej ze Stalą Rzeszów, gdzie mogłem sparować piłkę na rzut rożny.

Czy to Pana najlepszy sezon w Cracovii?

- Gram w Cracovii z małą przerwą przez 20 lat. W 15. roku życia rozpoczęła się moja przygoda z pierwszą drużyną, choć na początku byłem czwartym, trzecim bramkarzem. Myślę, że najlepszy sezon dopiero przede mną. Dwa razy z Cracovią spadałem, teraz - żeby wyrównać bilans - chcę drugi raz awansować.

Grał Pan siedem miesięcy w Hetmanie Zamość i trzy miesiące w Górniku Zabrze. Co Panu to dało?

- Pobyt w II lidze w Hetmanie traktuję jak dobrą odskocznię sportową. W Górniku było się od kogo uczyć. W bramce byli Darek Klytta i Alek Kłak. Grali też Wałdoch, Bałuszyński, Brzęczek. Bardzo mi wtedy pomogli Piotrek Gruszka i Arek Kubik.