III liga: Niedźwiedź - Skawinka 0:2

Aż do ostatniego gwizdka ważyły się losy zwycięstwa na boisku w Niedźwiedziu. Skawinianie, walczący o ucieczkę ze strefy zagrożonej spadkiem, dopiero w końcówce strzelili bramki dające im trzy punkty i chwilę oddechu.
Trener Niedźwiedzia Piotr Kocąb na ławce rezerwowych miał tylko dwóch graczy, w dodatku jeden z nich był chory. Ci, którzy biegali po boisku, pozostawili dobre wrażenie. W pierwszych minutach piłkarze Niedźwiedzia znacznie częściej zagrażali bramce Wojciecha Skrzypka. Doświadczony bramkarz Skawinki obronił strzał Szymona Burligi i uderzenie Krzysztofa Szarego z rzutu wolnego. W odpowiedzi strzelali przyjezdni - Maciej Lewandowski i Andrzej Zięba trafili w Konrada Matysiaka.

W drugiej części gry przynajmniej jeden lub dwa kontrataki "Misiów" powinny przynieść bramki. Najpierw Burliga zbyt długo przymierzał się do strzału i okazja przepadła, potem ten sam zawodnik miał przed sobą pustą bramkę, ale dał się wyprzedzić Jakubowi Żurkowi.

Słabnący z minuty na minutę gospodarze nie dopilnowali rutynowanego Zięby. Pomocnik Skawinki w 83. min rozpoczął akcję swojego zespołu, podał do Żurka, a ten z prawej strony wrzucił piłkę do Sławomira Błasiaka. Napastnik gości spokojnie trafił do siatki, po czym pokazał "wała" własnym kibicom. Sędzia ukarał go za obraźliwy gest czerwoną kartką i odesłał do szatni. Po meczu prezes Skawinki Ireneusz Kostrz zapowiedział ukaranie zawodnika grzywną 1000 zł.

"Niedźwiadki" zwietrzyły szansę na remis i zapomniały o obronie. W 88. min Adam Janeczko z lewej strony dokładnie podał Sławomirowi Frączkowi, który podwyższył wynik.