Mówi Piotr Kosiorowski

Napastnik Polonii wszedł na boisko w 78. minucie i zdobył bramkę tuż przed końcem meczu. To jego pierwszy gol w ekstraklasie.
Po zdobyciu bramki był Pan ogromnie uradowany. Podbiegł do swojej ławki rezerwowych i ukłonił się w pas trenerom i kolegom.

Mariusz Kotowski: Grał Pan niecały kwadrans, ale w tym czasie zdołał strzelić gola. Chyba trudno sobie wymarzyć lepszą końcówkę meczu?

Piotr Kosiorowski: Chyba tak. To moja pierwsza bramka w ekstraklasie na szczęśliwym dla mnie i dla Polonii stadionie. Tu miałem swój debiut, tu także swojego pierwszego gola strzelił Sebastian Kęska. Szczęśliwy stadion dla chłopaków z mojego rocznika, z którymi wspólnie graliśmy jeszcze w zespole juniorów.

Wcześniej w podobnej sytuacji przestrzelił Igor Gołaszewski, Pan jednak nie miał problemu z trafieniem do siatki.

- Przyznam, że faktycznie nie było trudno zdobyć tego gola. Pogoń postawiła nam trudne warunki gry. Trener uczulał nas, że jeśli szybko nie zdobędziemy bramki, to będzie nam się trudno grało. I to się potwierdziło. Pogoń, choć formalnie już zdegradowana, była bardzo groźna.

Na pewno była od was lepsza w pierwszej połowie.

- Tak i mimo że staraliśmy się jej nie lekceważyć, to siłą rzeczy patrzyło się na tabele i chyba pomyśleliśmy, że będzie to dla nas spacerek. Pogoń postawiła twarde warunki i było ciężko.

Ten sezon kończy się dla Polonii bardzo dobrze. Niektórzy skazywali ten zespół na degradację, tymczasem nie będzie on miał żadnych problemów z utrzymaniem się w lidze.

- Mało kto w nas wierzył. Nawet niektórzy nasi kibice w klubowym piśmie "Polonia Ole" nie dawali nam żadnych szans. Rzeczywistość okazała się inna. Udowodniliśmy, że potrafimy wygrać we Wronkach czy Płocku. Trener wyselekcjonował dobry zespół, młodzi piłkarze są wspierani doświadczeniem starszych graczy i to dało efekt.