Rozmowa ze społecznymi menedżerami Plusssz/Polonii

Jak się wygrywa 20 punktami, to i nawet sprzątaczka poradzi sobie w prowadzeniu. Szkopuł, by kiedy wynik waży się do ostatniego biegu, umieć dobrać taktykę i skład - uważają wiceprzewodniczący sekcji żużlowej. W niedzielę debiutują wspólnie z kierownikiem drużyny Andrzejem Polkowskim jako prowadzący w lidze bydgoski zespół
Z końcem kwietnia zarząd sekcji żużlowej Plusssz/Polonii odwołał Andrzeja Koselskiego z funkcji trenera. Szkolenie młodzieży przejął Jacek Gollob, a kierować zespół w lidze będzie tercet Polkowski-Jerzy Kanclerz-Jerzy-Matuszak. W niedzielę o 17. debiut przeciw Polonii Piła.

Jarosław Dąbrowski: Do prowadzenie drużyny w polskiej lidze wystarczą uprawnienia kierownik drużyny...

Jerzy Matuszak: I taką licencję posiada Andrzej Polkowski. Jego zadanie to przede wszystkim zgłaszanie sędziemu zmian w składzie na dany bieg. My z Jurkiem Kanclerzem będziemy decydować o taktyce, kto z kim kiedy ma jechać, kogo zastąpić. Naszym zadaniem będzie przede wszystkim reagowanie na niespodziewane sytuacje w trakcie meczu. A między meczami będziemy podbudowywać zawodników i dbać o ich potrzeby.

Jerzy Kanclerz: Wiadomo, że w Bydgoszczy Jurek Matuszak jest spikerem, więc ustalanie składu i pilnowanie taktyki należy do mnie i Polkowskiego, który zna cały regulamin rozgrywek. Podczas meczów wyjazdowych pracujemy w trójkę. oczywiście, każdy z nas może mieć inną koncepcję. Wtedy na naszym stadionie decydujący głos mam ja, na na innych torach - Matuszak.

Jak przekonać kibiców, że Kanclerz - prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Hokeja na Trawie i "król kibiców" oraz Matuszak - żużlowy spiker, potrafią kierować drużynowym mistrzem Polski?

Kanclerz: Pod żądnym pozorem nie jesteśmy przypadkowymi ludźmi w tej roli. Ja na żużel chodzę i jeżdżę po całym świecie już 45 lat i mogę powiedzieć, że się na nim znam. Tak naprawdę, to nawet sprzątaczka mogłaby zespół w niektórych meczach prowadzić. Człowiek może być np. murarzem, ale jak czuje żużel i podejmuje się takiego wyzwania, to na pewno się z niego wywiąże.

Matuszak: Łatwo prowadzić zespół, gdy wygrywa się 20 czy więcej punktami. Umieć podjąć trudną decyzję w przełomowym momencie, gdy wynik się "łamie" do ostatniego - to jest sztuka. Żużel oglądam od ponad 40 lat, w 1979 roku debiutowałem na wieżyczce sędziowskiej, potem był etatowym dyrektorem tego klubu. Jako spiker bezbłędnie znam regulamin, więc chyba nikt nie powie, że ja czy Kanclerz jesteśmy przypadkowymi ludźmi. I chcemy podkreślić, że robimy to społecznie, bez wynagrodzenia.

Rola trenera wydaje się dziś w ligowym żużlu coraz mniej istotna...

Matuszak: Dokładnie, przecież co trener może nauczyć czy podpowiedzieć takiemu Gollobowi czy obcokrajowcowi? On ma za zadanie opiekować się juniorami. W Polsce trenerem 1. klasy jest tylko Gerard Sikora, który żużlem się już nie zajmuje. Był też śp. Ryszard Nieścieruk. Papiery 2. klasy ma Andrzej Koselski. Reszta to instruktorzy. W Bydgoszczy, poza Koselskim, instruktorem jest Andrzej Maroszek, Zdzisław Rutecki oraz bracia Gollobowie. Wybraliśmy Jacka: ma tchnąć nowego ducha w naszych młodzieżowców. Stanisławski, Czechowski i Umiński potrafią jeździć i jesteśmy pewni, że coś z nich jeszcze można wydobyć. Już widać efekty. Jacek dba o sprzęt chłopaków, poprawia go, podpowiada. Bardzo oddany jest też Rutecki, który w czasie kariery łamał kości dla Polonii i którego teraz Jacek sam zaproponował do pomocy. Zdzisiek trzyma dyscyplinę. A pieniądze, które zarabiał Koselski, będą podzielone na tę dwójkę.

Trener Koselski w rozmowie z naszą "Gazetą" ma żal do zarządu sekcji i Władysława Golloba za sposób zwolnienia...

Kanclerz: Nikt sam go nie zwolnił. Decyzją podjęło dziewięć dorosłych osób jednomyślnie.

Matuszak: Z całą stanowczością dementujemy słowa pana Koselskiego, że Władysław Gollob przymusił nas do takiej decyzji. Jak poinformowaliśmy Władka i Jacka o tym, że zwalniamy trenera, szczęki im opadły. I nie było ignorowania Koselskiego - jak sam mówił "Gazecie" - ze strony zarządu sekcji. Jednocześnie jeszcze raz powtarzamy: tylko błędy w szkoleniu młodzieży były powodem odwołania go z funkcji. Nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń do wyników pierwszej drużyny. Prawdziwy kibic widzi co się dzieje: kontuzje mają Krzyżaniak i Loram i gdyby każdej ekipie odjąć dwóch takich podstawowych zawodników, wartość mocno by spadła.