Legia Warszawa - Wisła Płock, niedziela, godz. 17

Teraz wszystkie mecze przed nami są trudne, bo walczymy o utrzymanie - mówi oficjalnie asystent trenera Wisły Płock Mirosław Jabłoński. W niedzielę nafciarze grają z Legią w stolicy.
Nafciarzy czeka znowu mecz z wyżej notowanym rywalem. I po raz kolejny płocczanie będą występować raczej w roli Kopciuszka. Ale ostatnie rezultaty pokazują, że ta rola im odpowiada. Ligowe zwycięstwo nad Groclinem i pucharowe nad krakowską Wisłą na jej boisku na pewno podbudowało nafciarzy. Teraz kolejnym sprawdzianem będzie pojedynek z Legią. - Chcielibyśmy podtrzymać naszą dobrą passę meczów bez porażki i zdobyć przynajmniej punkt w Warszawie - mówi Jabłoński. Czy to jest możliwe? Teraz odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka prosta. Zdecydowanym faworytem są warszawiacy, ale nafciarze już udowodnili, że potrafią pokonać faworytów. Legia już na pewno nie podejdzie na luzie do tego spotkania, bo wyniki płocczan pokazują, że trzeba się z nimi liczyć. To trochę martwi pomocnika nafciarzy Dariusza Romuzgę. - Po naszych dwóch dobrych wynikach Legia już się bardziej skoncentruje na mecz z nami. Życzyłbym sobie, żeby nas zlekceważyli, ale przypuszczam, że tak nie będzie - mówił w wywiadzie dla "Gazety".

Trener Jabłoński jest podobnego zdania. - Legia chcąc liczyć się w walce o mistrzostwo Polski, nie może nam odpuścić - mówi. Legia będzie więc stroną atakującą. Nafciarzom pozostanie obrona i gra z kontry. A to ostatnio udaje im się bardzo dobrze. - Aby myśleć o dobrym wyniku, na pewno musimy tradycyjnie uważnie zagrać w obronie - uważa Jabłoński. - Musimy też być skuteczniejsi. Bo ostatnio stwarzamy sobie dobre sytuacje, ale ich nie wykorzystujemy. A w piłce nożnej to się potrafi zemścić.

Jabłoński nie będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Co prawda Marcin Janus był wśród rezerwowych na mecz z Wisłą Kraków, ale prawdopodobnie jeszcze nie wybiegnie na boisko. Kontuzje nadal leczy Marcin Wasilewski. Na dodatek płocczanie w środę w Krakowie zostawili sporo zdrowia na murawie. - Ale jak się chce grać i tu, i tu, to trzeba to wytrzymać - mówi Jabłoński.

Mecz w Warszawie rozpocznie się o 17.