Dospel Katowice - Pogoń Szczecin 2:0

Nabiegali się

Pierwsze gwizdy rozczarowanych kibiców rozległy się po 20 minutach meczu. Ale choć styl zwycięstwa był marny, najważniejsze, że katowiczanie nadal mają szanse na grę w europejskich pucharach

Mecz z Pogonią miał zakończyć czarną serię Katowic (trzy porażki z rzędu, bez zdobytego gola) i zakończył. Niepoprawni optymiści w meczu z outsiderem ze Szczecina spodziewali się rekordów strzeleckich, ale się rozczarowali. Po pierwsze: drużyna trenera Żurka nie jest w tak dobrej formie jak jesienią, po drugie: szczęście w sytuacjach podbramkowych już jej tak nie dopisuje (w meczu z Pogonią mogło być dużo wyżej), po trzecie: klub ze Szczecina zawsze była dla chłopców z Bukowej niewygodnym rywalem (rekordowe baty w lidze "Gieksa" dostała właśnie od Pogoni - 0:6 w 1983 i 2:7 w 1987).

Cudu nie było, ale katowiczanie musieli się zdrowo nabiegać, żeby wygrać. Ambitna szczecińska młodzież (trzech absolutnych ligowych debiutantów w podstawowym składzie) nie miała nic do stracenia. Goście spokojnie bronili się na własnej połowie dyrygowani przez stopera (jeszcze niedawno napastnika) Rafała Pawlaka, jedynego doświadczonego piłkarza w składzie. W dodatku wcale nie było to rozpaczliwa "obrona Częstochowy"). Katowiczanie bardzo długo nie potrafili stworzyć sytuacji strzeleckich, długo mieli pomysłu, jak strzelić gola. Mało tego, niewiele brakowało, a to goście objęliby sensacyjne prowadzenie. W 3. minucie doszło do sytuacji do złudzenia przypominającej tę, z której padła trzecia bramka dla Belgów. Grzegorz Fonfara zbyt lekko podał do Jarosława Tkocza. Katowicki bramkarz musiał ratować się dalekim wybiegiem, ale wykopując piłkę, trafił w szarżującego Piotra Kluzka. Ta opuściła boisko tuż przy prawym słupku katowickiej bramki.

Zniecierpliwieni kibice zaczęli na ligową kopaninę złorzeczyć już po kwadransie, po 20 minutach rozległy się pierwsze gwizdy.

Kiedy wydawało się, że goście zejdą do szatni bez straty gola, na daleką centrę zdecydował się Adam Bała. Do piłki przedzierał się Moussa Yahaya. Afrykańczyk przeszkodził 18-letniemu debiutantowi Tomaszowi Michałowiczowi. Czwarty bramkarz Pogoni w tej rundzie interweniował bardzo niepewnie. Michałowiczowi chciał jeszcze pomóc obrońca Wydmuszek, ale zrobił to tak nieszczęśliwie, że piłka wylądowała w bramce Pogoni.

Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry zdekoncentrowani goście stracili drugiego gola i było po meczu. Ładnie prawą stroną przedarł się Grzegorz Fonfara i płasko podał w pole karne do Stanisława Wróbla. Katowicki napastnik balansem ciała zwiódł rywala i oddał precyzyjny strzał w długi róg.

Rozluźnieni gospodarze wreszcie zaczęli grać składniej. Ich akcje stały się szybsze i bardziej urozmaicone, a przede wszystkim wreszcie zaczęli wypracowywać sytuacje podbramkowe. W drugiej połowie "Gieksa" powinna strzelić jeszcze cztery gole. Na uwagę zasługują minimalnie niecelna wspaniała główka Yahayi (79. min) i brazylijskie zagranie Muszalika, który strzelał piętą z pierwszej piłki po zagraniu Bojarskiego tuż obok słupka (79.). Goście mieli szansę na honorowego gola, ale nie wykorzystał jej Piotr Kluzek, który w 54. minucie, po błędzie Kowalczyka, znalazł się w sytuacji sam na sam z Tkoczem.

Złą wiadomością dla kibiców jest kontuzja Adam Bały który w 60. minucie zderzył się głową z Wydmuszkiem. Bała długo nie podnosił się z murawy, wreszcie zszedł z boiska w obandażowaną głową. Wydmuszek pojechał zaszyć łuk brwiowy do szpitala.

I to tyle o najgorszym meczu na Bukowej w tej rundzie.





Dospel2(1)
Pogoń 0(0)
Bramki: Wydmuszek (40. samobójcza), Wróbel (46. z podania Fonfary)

Składy

Dospel: Tkocz - Fonfara Ż, Kowalczyk, Sznaucner - Bojarski, Widuch, Adamczyk, Muszalik, Bała (60. Sierka) - Wróbel, Yahaya (77. Kroczek)

Pogoń: Michałowicz - Więckowski Ż, Pawlak, Wydmuszek (60.Godras) - Kotula (60.Makowski). Liszczak, Żebrowski, Biliński, Adamowicz (60. Kułkiewicz) - Kluzek, Węgier

Dospel - Pogoń

13strzały5
3celne1
12faule16
8rogi3
0słupki0
0spalone0
Widzów: 3000

Gracz meczu - nikt nie zasłużył na to miano



Rozmowy pod szatnią

Stanisław Wróbel: (Dospel): - I znów okazało się, że w lidze nie ma łatwych przeciwników. Do momentu, kiedy nie padła pierwsza bramka, graliśmy bardzo nerwowo. Kibice żądali od nas gradu bramek, ale to nie jest takie łatwe. W przerwie trener Żurek powiedział nam, żebyśmy nadal grali swoje, a efekty przyjdą. Zmobilizował nas wynik z Wodzisławia [1:3 Odry z Górnikiem - przyp. red.]. Teraz przed nami bardzo ciężki mecz w Zabrzu. Musimy się w nim wznieść na wyżyny. To spotkanie zdecyduje, czy mamy szansę na awans do europejskich pucharów

Tomasz Michałowicz (Pogoń): - Cieszę się, że trener Wyrobek dał mi szansę. Gdyby nie mój błąd przy pierwszej bramce, byłbym z debiutu zadowolony. Nie bałem się jakoś specjalnie tego meczu, bardzo pomógł mi Przemek Norko [inny bramkarz Pogoni [ przyp. red.], który jak mógł dodawał mi otuchy. Parę słów o sobie? Jestem wychowankiem Pogoni Barlinek, niedawno przyjechałem do Szczecina na testy i już zostałem. W Pogoni trenuję pod okiem Siergieja Szypowskiego (byłego bramkarza Hutnika Kraków i Pogoni - przyp. red.].

not. pacz

Zdaniem trenerów

Jerzy Wyrobek (Pogoń): - Cieszę się z ambitnej gry chłopaków, starali się gospodarzom napsuć krwi. Gdyby nie błąd naszego bramkarza, być może na przerwę schodzilibyśmy przy stanie 0:0. Kto wie, jak potoczyłby się ten mecz. Muszę jednak przyznać, że GKS wygrał zasłużenie.

Jan Żurek (Dospel): - Obawialiśmy tego meczu. Chłopcy musieli się nabiegać, żeby wygrać, brawa dla młodych chłopaków z Pogoni, pokazali się z dobrej strony. Brakowało nam dziś skuteczności, ale w sumie to nieważne. Najważniejsze są trzy punkty.

not. pacz