Wisła Płock - Warszawianka 37:29 (19:10)

Niezbyt wiele emocji dostarczył kibicom sobotni pojedynek nafciarzy z Warszawianką. Na dodatek nafciarze trochę odpuścili w drugiej połowie.
Gracze ze stolicy przyjechali do Płocka w zaledwie 10-osobowym składzie, w tym z dwoma bramkarzami. Z ośmioma zawodnikami w polu byli z góry skazani na pożarcie. Zresztą nawet w liczniejszym składzie mieli raczej niewielkie szanse. Wisła jest ostatnio w dobrej dyspozycji i zdecydowanie rozprawia się ze swoimi przeciwnikami. Oprócz tego, że warszawian było mało, to jeszcze w płockiej bramce stał Sławomir Szmal. "Kasa" całkowicie pogrążył swoich dawnych kolegów. Na początku spotkania był niepokonany. Uratował Wisłę od straty bramki przy doskonałych okazjach Warszawianki. A prawie do białej gorączki doprowadził swojego kolegę z reprezentacji Leszka Starczana. Gdy Szmal chyba po raz trzeci obronił rzut Starczana, kiedy ten rzucał z kontry, wściekły skrzydłowy Warszawianki walnął tylko pięścią w parkiet. W przerwie meczu kibice śmiali się, że "Kasa" przywiózł ze sobą wózek z cegłami oraz zaprawą i zamurował bramkę.

Bardzo dobra postawa Szmala od samego początku ustawiła mecz. Płocczanie byli bowiem skuteczniejsi w ataku, chociaż ich strzały też kilka razy obronił Marcin Wichary. Nie był jednak tak dobry jak Szmal i dlatego w 8. min było 4:0 dla mistrzów Polski. W tej samej minucie goście zdobyli dopiero swoją pierwszą bramkę. Po kwadransie gry nafciarze prowadzili 7:2, a w 17. min 9:3. Płocczanie systematycznie dobijali Warszawiankę. Gdy od stanu 14:7 w 24. min doprowadzili do wyniku 17:7 dwie minuty później, było już absolutnie jasne, że goście niewiele będą mogli zdziałać w tym spotkaniu. Co prawda stołeczni szczypiorniści jeszcze nie zrezygnowali i na minutę przed końcem pierwszej połowy przegrywali 9:17, ale w ostatniej minucie dobił ich Adam Wiśniewski. Zastępujący na lewym skrzydle kontuzjowanego Artura Niedzielskiego Wiśniewski, najpierw zdobył osiemnasty punkt dla Wisły, a na cztery sekundy przed ostatnim gwizdkiem ustalił wynik pierwszej części pojedynku (19:10).

W tej połowie nafciarze całkowicie dominowali na parkiecie. Bardzo dobrze grali w obronie. Gracze Warszawianki nie mieli miejsca na oddanie rzutu. Leworęczny Michał Matysik, który sporo krwi popsuł płocczanom podczas meczu w Warszawie, tym razem był bezradny. Nafciarze nie pozwalali wyskoczyć mu w górę, nie mówiąc o strzale. Zresztą żaden gracz ze stolicy nie dochodził właściwie do czystej pozycji. Wisła dobrze spisywała się też w ataku pozycyjnym. Tak jak tydzień wcześniej w pojedynku ze Śląskiem nafciarze grali zespołowo. Szybka i kombinacyjna gra rozmontowywała defensywę gości. A na dodatek Damian Drobik popisywał się jeszcze atomowymi rzutami z drugiej linii.

Właśnie po bramce Drobika w 31. min nafciarze znowu mieli 10 punktów przewagi (20:10). Ale od tego momentu trochę sobie odpuścili. Obrona nie była już tak szczelna. Piłka np. dość łatwo lądowała w rękach kołowego Andrzeja Korusa, który punktował nafciarzy. W ataku płocczanie nie byli już tak pomysłowi, zaczęła też dominować gra indywidualna. I mimo że mistrzowie Polski utrzymywali bezpieczną siedmio-ośmiopunktową przewagę, to trener Bogdan Kowalczyk niezadowolony z postawy swoich graczy poprosił o czas. Ale niestety na niewiele zdała się reprymenda szkoleniowca. Nafciarze nadal nie mogli wrócić do rytmu z pierwszej połowy. O jakimś nieszczęściu związanym z wynikiem nie było mowy, ale gra nie wyglądała zbyt imponująco. Warszawianka była jednak za słaba, żeby to wykorzystać. I w sumie przez całą drugą połowę, gdy tylko Warszawianka odrobiła część strat, nafciarze dorzucali dwie bramki i znowu prowadzili siedmioma-ośmioma punktami.

Wisła Płock - Warszawianka 37:29 (19:10)

Wisła: Szmal, Marszałek - Dębski 3, Jurasik 11 (4 z karnych), Drobik 8, Paluch 2, Wiśniewski 8, Wleklak 3, Mokrzki 1, Wuszter, Titov 1, Jankowski.

Warszawianka: Wichary, Suchowicz - Czertowicz 2, Matysik 4, Pepliński 1, Anuszewski 4, Korus 7, Starczan 4 (1 z karnego), Obrusiewicz 5 (2 z karnych), Kosjak 2.

Kary: Wisła 12 min (w 43. czerwona kartka Wuszter z gradacji); Warszawianka 4 min.

Sędziowali: Jarosław Szynklarz i Mariusz Szynklarz (Opole).

Widzów: ok. 400.