Sport.pl

Idea Śląsk Wrocław - Old Spice Pruszków 97:86

- Śląskowi można przeciwstawić się tylko olbrzymią walecznością i ambicją - mówił przed pierwszym spotkaniem z wrocławskim zespołem trener Old Spice Pruszków Arkadiusz Koniecki. W sobotę jego podopieczni wykazali się tymi cechami i długo, bo aż przez 32 minuty, toczyli wyrównany pojedynek z mistrzami Polski. Ostatecznie jednak przegrali.
- Na odprawie przedmeczowej popełniłem lapsus, mówiąc moim graczom, aby ze Śląskiem walczyli przez całe 30 minut. Chyba zbyt dosłownie to potraktowali - żartował po meczu Koniecki

Szkoleniowiec gości, mimo porażki, nie krył satysfakcji.

- Jestem bardzo zadowolony z postawy zespołu. Przez tyle czasu toczyliśmy wyrównaną walkę z tak silnym zespołem jak Śląsk - komentował po meczu.

Wrocławianie wystąpili w sobotę osłabieni brakiem Dainiusa Adomaitisa (Litwin leczy kontuzję łokcia). Za to po blisko dwutygodniowej przerwie pojawił się na boisku Sean Colson , który pauzował ostatnio z powodu urazu nadgarstka.

- Z ręką Seana już wszystko w porządku -zapewniał po meczu trener Idei Śląska Jacek Winnicki. Amerykanin spisał się przyzwoicie, choć nie rewelacyjnie. Nie trafił żadnego z pięciu rzutów za trzy punkty i momentami grał zbyt egoistycznie. Pokłócił się także z trenerem Winnnickim, gdy ten ściągał go z boiska. Niemniej w pierwszej kwarcie to on był najskuteczniejszym graczem Idei Śląska, zdobywając prawie połowę punktów zespołu. Jednak w tych początkowych minutach inicjatywa należała do gości. Podopieczni Arkadiusza Konieckiego utrzymywali kilkupunktową przewagę nad mistrzami Polski. Świetnie rozgrywał piłki powracający po kontuzji Milos Sporar a punkty zdobywali głównie wysocy - Christian Heinrich oraz Filip Dylewicz.

W efekcie w 13 minucie Old Spice prowadził już różnicą ośmiu punktów (37:25). Ale to była jedyna tak wysoka przewaga pruszkowanian w meczu. Po czasie wziętym przez trenera Idei Śląska Jacka Winnickiego wrocławianie zaledwie w ciągu dwóch minut ją zniwelowali, ale nie potrafili już potem odskoczyć na tak bezpieczny dystans punktowy, który pozwoliłby spokojnie kontrolować spotkanie.

Koszykarze Śląska początkowo nie potrafili wykorzystać miażdżącej przewagi, jaką mieli na tablicach. W całym meczu zebrali dwa razy więcej piłek od rywali (36 w tym aż 17 w ataku).

- Rywale pobili nas na deskach - stwierdził po meczu pruszkowski rozgrywający Andrzej Adamek

Sam wrocławski środkowy Acie Earl zanotował aż 9 zbiórek pod atakowaną tablicą. Amerykanin pierwsze swoje punkty zdobył dopiero pod koniec drugiej kwarty. Wcześniej niczym się nie wyróżniał. Może tylko nową fryzurą a la Alen Iverson. Szybko został zmieniony przez Aleksandra Kula, ale Białorusin długo nie przebywał na boisku. Pod koniec drugiej kwarty w jednym ze starć podkoszowych rozciął łuk brwiowy. Na boisku z opatrunkiem na czole pojawił się dopiero w ostatniej kwarcie. Na szczęście jednak powrót na powrót na parkiet Acie Earla był efektowny a co najważniejsze efektywny. Amerykanin w trzeciej zdobył aż 11 punktów, w tym większość z nich po akcjach drugiej szansy.

Dobra gra w ataku Earla, a także niezła skuteczność Andriusa Giedraitisa oraz Dominika Tomczyka (trafił wszystkie siedem rzutów z półdystansu) nie zapewniała Śląskowi wysokiego prowadzenia. Gra w defensywie mistrzów Polski pozostawiała bowiem wiele do życzenia.

Wrocławianie mieli sporo problemów z powstrzymaniem dwójki dynamicznych Amerykanów - Brenta Baileya oraz Omara Sneede, którzy z łatwością przedostawali się pod kosz Śląska, zdobywając punkty.

W 28 minucie po trafieniu Baileya goście prowadzili nawet 62:60. Wówczas trener Śląska Jacek Winnicki zdecydował się na ryzykowny ruch. Zdjął z parkietu Seana Colsona, a wpuścił Kestutisa Marciulionisa, który po raz pierwszy pojawił się na boisku. Litwin dał jednak dobrą zmianę. W ciągu 13 minut zdążył zdobyć osiem punktów i zaliczyć cztery asysty.

Od momentu pojawienia się jego na boisku prowadził już tylko Śląsk. Jeszcze w 32 minucie po punktach Sneeda goście przegrywali różnicą trzech punktów (74:71). Jednak to było wszystko na co było stać pruszkowski zespół tego dnia.

Śląsk od tego momentu znacznie poprawił grę w obronie. Dzięki agresywnej defensywie wrocławianie przechwycili wiele piłek i po szybkich kontratakach wyprowadzanych przez rozgrywających Śląska i punktach zdobywanych głównie przez Tomczyka mistrzowie Polski stopniowo powiększali przewagę.

Już w 38 minucie po trafieniu Tomczyka Śląsk prowadził 91:80 i już było po meczu.

- Cieszę się, że mimo tak ambitnej postawy zespołu z Pruszkowa udało nam się wygrać mecz otwarcia fazy play-off - mówił po meczu trener Idei Śląska Jacek Winnicki - Na tym etapie rozgrywek nie ma łatwych meczów, a ja już jestem myślami przy kolejnym spotkaniu - dodał wrocławski szkoleniowiec.

Idea Śląsk Wrocław97
Old Spice Pruszków86
Kwarty: 21:26, 24:18, 25:23, 27:19

Idea: Giedraitis 19 (3), Colson 17, Earl 13, Wiekiera 7 (1), Zieliński 6 oraz Tomczyk 17, Marciulionis 8 (2), Kul 6, Skibniewski 4, Krzeptoń 0.

Old Spice: Bailey 23 (2), Sneed 22 (1), Dylewicz 10 (1), Sporar 9 (3), Heinrich 7 oraz Brazys 9 (1), Adamek 4, Sawczenko 2. Jonusas 0, Lenkiewicz 0

Gracz meczu: Dominik Tomczyk - trafił wszystkie rzuty z półdystansu



Fair Play dla Śląska

Wrocławscy kibice Idei Śląska Wrocław zostali uhonorowani pucharem za najlepszą publiczność w Polsce. Nagrodę wręczał prezes Polskiej Ligi Koszykówki Janusz Wierzbowski. Odebrał ją prezes rady nadzorczej wrocławkiego klubu Grzegorz Schetyna, po czym przekazał okazały srebrny puchar przedstawicielowi wrocławskich kibiców.