Szczakowianka Jaworzno - Lech Poznań 1:2

Sędzia Krzysztof Zdunek z Łodzi doliczył do regulaminowych 90 dwie minuty. Gdy czas ten dobiegał końca, Kolejorz wyprowadził zabójczy kontratak. Krzysztof Gajtkowski wrzucił piłkę w pole karne, tam przejął ją Bartosz Ślusarski i zagrał do Sylwestra Czereszewskiego. Napastnik Lecha odwrócił się w stronę bramki i strzelił zwycięskiego gola. Sędzia już nie wznowił nawet gry
Sędzia Krzysztof Zdunek z Łodzi doliczył do regulaminowych 90 dwie minuty. Gdy czas ten dobiegał końca, "Kolejorz" wyprowadził zabójczy kontratak. Krzysztof Gajtkowski wrzucił piłkę w pole karne, tam przejął ją Bartosz Ślusarski i zagrał do Sylwestra Czereszewskiego. Napastnik Lecha odwrócił się w stronę bramki i strzelił zwycięskiego gola. Sędzia już nie wznowił nawet gry. - Gdy wchodziłem na boisko chciałem tylko przetrzymać piłkę jak najdalej od własnego pola karnego. Wiedziałem jednak, że gospodarze zaryzykowali i liczyłem na jedną decydującą akcję - opowiadał po meczu Czereszewski. - Gdy przyjmowałem piłkę, myślałem tylko o tym, aby odwrócić się w stronę bramki. Na szczęście udało się to zrobić i strzeliłem - dodał piłkarz Lecha.

Magiczne kiełbaski

Być może poznańskiego napastnika, który zagrał po raz pierwszy po kontuzji stawu skokowego zachęciły... kiełbaski z grilla! Przed meczem piłkarze "Kolejorza" ujrzeli przed budynkiem na stadionie miejskim w Jaworznie stoisko z tym rarytasem. Trener Bohumil Panik, który zwykle dba o prawidłowe odżywianie się piłkarzy, tym razem się ugiął i zapowiedział swoim podopiecznym: - Jeżeli wygracie, to możecie zjeść po meczu kiełbaskę.

Ten temat został również poruszony w trakcie meczu na ławce rezerwowych. - Gdy "Czereś" wchodził na boisko powiedziałem mu: strzel bramkę i idziemy na kiełbaskę - żartował później masażysta Lecha Tomasz Rybarczyk. Po meczu niemal wszyscy piłkarze "Kolejorza" zajadali się śląskimi kiełbaskami.

Magiczna zmiana ustawienia

Trener Bohumil Panik zdecydował się przed meczem na modyfikację ustawienia 4-4-2. Postanowił zagęścić środkową strefę boiska. Wystawił zatem dwóch defensywnych pomocników, a przed nimi ustawił trzech piłkarzy w jednej linii. Z przodu był tylko jeden napastnik, Krzysztof Gajtkowski. - Można powiedzieć, że było to ustawienie 4-2-3-1. Spowodowane było analizą poprzednich występów Szczakowianki, która w każdym spotkaniu grała aż czwórką piłkarzy w linii środkowej. Musieliśmy to zniwelować - opowiadał później Czech. To ustawienie to był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że poznaniacy mieli zabezpieczoną własną bramkę, to jeszcze płynnie mogli przechodzić do kontrataków, w których uczestniczyło nawet po pięciu albo sześciu piłkarzy. We wcześniejszych meczach napastnicy byli osamotnieni, a tym razem Gajtkowski był wspierany przez Piotra Reissa, Ślusarskiego, Madeja, a nawet przez bocznych obrońców. Na prawej stronie defensywy ustawiony został Paweł Kaczorowski. Zagrał bardzo dobrze choć trzeba zwrócić uwagę na to, że kilka razy próbował mijać zbyt dużą liczbę rywali i zdarzały mu się głupie straty piłki. - Muszę Pawłowi zwrócić na to uwagę. Gdy minie jednego zawodnika, musi oddać piłkę, a nie pakować się w pojedynek z kolejnym przeciwnikiem - mówił poznański szkoleniowiec.

Odważnie do przodu

Lechici wygrali ten mecz, bo zagrali bardzo ambitnie i walecznie. Nie kalkulowali, nie chcieli za wszelką cenę utrzymać remisu, tylko cały czas parli do przodu i atakowali bramkę Andrzeja Bledzewskiego. - Każdy z piłkarzy zostawił serce na boisku i za to im chwała - mówił później Bohumil Panik.

Spotkanie dla "Kolejorza" ułożyło się wspaniale, bo poznaniacy jako pierwsi strzelili gola. W 19. min z rzutu rożnego dośrodkował Piotr Reiss, a w polu karnym do piłki wyskoczył Bartosz Bosacki i głową skierował piłkę do siatki. - W autokarze przed meczem mówiliśmy do siebie, że pora wreszcie trafić coś ze stałego fragmentu gry. To były prorocze słowa - cieszył się strzelec gola Bartosz Bosacki. - To mój pierwszy gol po powrocie do Lecha. Wcześniej trafiłem jeszcze w Amice przeciwko Legii Warszawa. Tamten mecz przegraliśmy jednak 1:2 - dodał poznański piłkarz. Bosacki, choć był środkowym obrońcą, wbiegał wczoraj, nie tylko przy stałych fragmentach gry, na połowę Szczakowianki. - Takie były zadania, że przy autach z lewej strony miałem podbiegać pod pole karne i stamtąd próbować strącać piłkę. Wreszcie zagraliśmy odważnie z przodu i to był klucz do zwycięstwa - podsumował Bosacki.

Bramka przed Jackiem

Szczakowianka była zmuszona do ataku pozycyjnego i nie radziła sobie z tym elementem najlepiej. Gospodarzom trudno było wedrzeć się w pole karne "Kolejorza", więc próbowali strzelać z bardzo trudnych pozycji - na przykład z narożników pola karnego lub z jeszcze większej odległości. W pierwszej połowie nie oddali jednak celnego strzału na bramkę Norberta Tyrajskiego. Często także byli łapani na pozycjach spalonych.

Po przerwie gospodarze zatakowali ze zdwojoną siłą, bo zdawali sobie sprawę, że porażka postawi ich w bardzo trudnej sytuacji. Przez kwadrans Lech odpierał natarcia gospodarzy, ale w 60. min padło wyrównanie. Przy linii bocznej boiska do gry gotowy był Piotr Jacek. Defensywny pomocnik "Kolejorza" miał zmienić Michała Golińskiego, który słabiej czuje się w defensywie. Panik nie zdążył jednak zrobić zmiany, bo Robert Chudy z lewej strony wbiegł w pole karne i strzelił na bramkę. Tyrajski pięknie obronił to uderzenie, ale wobec dobitki Dariusza Kozubka był już bezradny. To były pierwsze celne uderzenia gospodarzy w tym meczu. Chwilę później na boisku pojawił się Piotr Jacek, który uspokoił grę "Kolejorza". Zawodnicy Szczakowianki byli od tego momentu bezradni, bo Jacek rozbijał większość ataków piłkarzy z Jaworzna. - Przed tą zmianą nie byliśmy bezpieczni, a po wejściu Jacka udało nam się zabezpieczyć własną bramkę i już wiedziałem, że nic złego nie powinno nam się stać - mówił później trener Panik.

Trener Garbarni Marek Motyka zaryzykował. Ściągnął obrońcę, a w jego miejsce wprowadził kolejnego napastnika Abela Salamiego. Stworzyła się szansa dla Kolejorza na wyprowadzanie kontrataków. Jedną z takich szans poznaniacy wykorzystali. - Ale mamy farta - skomentował zwycięskiego gola jeszcze na murawie Bartosz Ślusarski. - Jesteśmy już o krok od utrzymania się w ekstraklasie. Myślę, że zdobycie w dwóch kolejnych meczach z Ruchem i Zagłębiem Lubin czterech punktów przesądzi sprawę - ocenił Bartosz Bosacki.

Mecz w Jaworznie oglądał Czech Libor Pala, trener II-ligowego Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, który jest przyjacielem Bohumila Panika. Czy obecnośc Pali na meczu oznacza, że od czerwca wspomoże on sztab szkoleniowy Kolejorza? Odpowiedź poznamy wkrótce.

Komu kibicować?

Na mecz do Jaworzna przyjechał menedżer Dragan Popović. - Mam rozdarte serce, bo nie wiem komu kibicować. W Szczakowiance występuje Mile Knezević, a w Lechu dwaj inni moi podopieczni Łukasz Madej i Mirko Poledica - mówił Serb. W jego towarzystwie był także serbski obrońca Szczakowianki Knezević. - Będzie 2:1 dla Lecha - sprowokowaliśmy go. - Ale chyba dla nas - odpowidział Serb. Knezević jednak nie miał racji.



Zdaniem trenerów

Bohumil Panik

trener Lecha

Po obu drużynach było widać, że bardzo chcą wygrać. Zrobiło się z tego niezłe widowisko. Szakowianka musiała wygrać i to była nasz szansa. Było wiele okazji do zdobycia bramek. Mogła wygrać Garbarnia, mógł wygrać Lech. Szczęście było z nami.

Marek Motyka

trener Szczakowianki

Robiliśmy wszystko, żeby wygrać. Znaliśmy wyniki wcześniej zakończonych spotkań. Zdawaliśmy sobie sprawę, że trzy punkty wywindują nas na 9 miejsce. Przy stanie 1:1 postawiłem wszystko na jedna kartę. Niestety zamiast punktu straciliśmy wszystko.

To bardzo boli

Dla Gazety

Piotr Przerywacz

piłkarz Szczakowianki

To nie zmęczenie zadecydowało o naszej porażce, tylko brak koncentracji. To bardzo boli przegrać w 90 minucie meczu. Lech okazał się wymagającym rywalem, ale na pewno nie na tyle, żeby mu nie strzelić jednej bramki więcej.

Piotr Reiss

piłkarz Lecha

Początek dla Garbarni. Bramka Bosackiego dała nam trochę spokoju. Gdy Garbarnia zdobyła wyrównującego gola pomyślałem: dobry i jeden punkt. A tu w końcówce spotkało nas takie szczęście! Będzie się fajnie wracało do Poznania.

Krzysztof Gajtkowski

piłkarz Lecha

Jak wrzucałem tę ostatnią piłkę wierzyłem, że trafi do kolegi i będzie z tego młyn. Liczyłem, że skończy się golem. Szczakowianka bardzo się odkryła, postawili wszystko na jedną kartę. Nasz główny cel to było nie przegrać.

Robert Chudy

piłkarz Szczakowianki

No co ja mam powiedzieć? Graliśmy do przodu, szarpaliśmy... Strasznie żal.



SZCZAKOWIANKA1 (0)
LECH POZNAŃ2 (1)
Bramki

Szczakowianka: Kozubek (61. min, dobił strzał Chudego)

Lech: Bosacki (19., z podania Reissa), Czereszewski (90., z podania Ślusarskiego)

Szczakowianka: Bledzewski - Księżyc (54. Wolański), Kapciński, Hosić (86. Salami), Przerywacz - Kneżević, Przytuła (70. Kubisz), Iwański, Kozubek - Bykowski, Chudy.

Lech: Tyrajski - Kaczorowski (82. Czereszewski), Kaliszan Ż, Bosacki, Poledica - Madej Ż (73. Kryger), Lasocki, Reiss, Goliński Ż (62. Jacek) - Gajtkowski, Ślusarski.

Sędziował: Krzysztof Zdunek (Łódź)

Widzów: 4000 (63 kibiców z Poznania)

SZCZAKOWIANKA - LECH

15strzały7
2celne3
19faule19
3spalone9
12rzuty rożne10
Gracz meczu

Cała drużyna Lecha, za zespołową i mądrą grę