Trener reprezentacji saneczkarzy odwołany za romans z kadrowiczką

Zarząd Polskiego Związku Sportów Saneczkowych odwołał wczoraj trenera reprezentacji Marcina Fendera. Za główny powód dymisji działacze podają romans selekcjonera z jedną z kadrowiczek
Zarząd Polskiego Związku Sportów Saneczkowych odwołał wczoraj trenera reprezentacji Marcina Fendera. Za główny powód dymisji działacze podają romans selekcjonera z jedną z kadrowiczek

Dwa podstawowe zarzuty, stawiane przez związek pochodzącemu ze Szczyrkowi 38-letniego trenerowi, to prywatny związek z jedną z zawodniczek oraz brak postępów w pracy z drużyną. - Dłużej nie mogliśmy tolerować tej sytuacji. Kiedyś trener reprezentacji USA przespał się z zawodniczką i oboje wylecieli z kadry po godzinie. U nas tolerowaliśmy to przez dwa lata, ale atmosfera była coraz gorsza. Wiele utalentowanych zawodniczek zrezygnowało z reprezentacji, bo nie chciały mieć z tym nic wspólnego. Najlepszym przykładem jest Magdalena Hula, która dziś mogłaby zdobywać medale mistrzostw świata - grzmi Bogdan Marszałkowski, sekretarz generalny PZSS. - Jestem wolnym człowiekiem. Tak samo jak zawodniczka, która ma 23 lata i może podejmować sama decyzje o swoim życiu. Nasz związek nie miał nic wspólnego z relacjami w reprezentacji. Nie sypialiśmy razem podczas zgrupowań czy zawodów. Mamy wspólne mieszkanie, razem żyjemy, a jesienią chcemy się pobrać - odpowiada Fender.

Zawodnicy przyznają jednak, że konflikty w kadrze się zdarzały. Powodem nie był jednak związek trenera z saneczkarką. - Mamy góralskie charaktery, więc czasem trudno o kompromis. To chyba jedyna kadra, gdzie nie ma podziału na mężczyzn i kobiety. I to chyba również największa przyczyna konfliktów - mówi Andrzej Laszczak, jeden z najlepszych polskich saneczkarzy.

Drugim istotnym zarzutem, jaki stawia PZSS, jest brak postępów, jakie kadra miała poczynić podczas pięcioletniej pracy Fendera. - Oprócz dwójki: Andrzej Laszczak - Damian Waniczek, reszta nie zrobiła żadnych postępów. A nawet najlepsza polska dwójka zrobiła mały krok do tyłu - dodaje Marszałkowski. - Krok do tyłu? Bo rok temu zdobyli Puchar Świata, a w tym sezonie "jedynie" drugie miejsce? Przy warunkach, jakie zapewnia związek, to są olbrzymie sukcesy. Nikt może tego nie mówi na głos, ale w tym sezonie związkowi działacze kilkakrotnie namawiali nas na rezygnację z PŚ, bo nie było pieniędzy. My jednak nie poddawaliśmy się, wykładaliśmy własne środki na podróże i cierpliwie czekaliśmy, aż zostaną nam przez PZSS zwrócone - denerwuje się były selekcjoner i wylicza swoje sukcesy: - Żurek i Zawada poprawiły się w ciągu dwóch lat o kilka sekund w stosunku do czołówki światowej. Teraz średnio ich straty do najlepszych wynoszą około 1,5 sekundy w jednym ślizgu. Czy to dużo? No a para, którą stworzyłem: Tyrna - Kowalczyk, po niedługim czasie zajęła 8. miejsce podczas MŚ.

Podczas głosowania zarządu PZSS stosunkiem głosów 8:2 nowym selekcjonerem kadry został dotychczasowy drugi trener młodzieżówki Paweł Jędrzejko, a jego asystentem Paweł Goryl.

Zawodnicy żałują odejścia Fendera. - Dzięki prywatnym kontaktom trenera mogliśmy za darmo trenować w Austrii czy Włoszech. Kto nam to teraz załatwi? Trudno nam wypowiadać się na temat nowych szkoleniowców, ale nie wyobrażam sobie, że pan Goryl coś może nam załatwić. W środowisku saneczkarskim nikt tego człowieka nie zna. Podobno dotychczas był mechanikiem samochodowym - mówi Laszczak.