Sport.pl

Tomasz Zdebel dla "Gazety": Kadra to mój dom

Jeszcze nigdy nie wystąpiłem w reprezentacji od pierwszej do 90. min. Czas, bym wreszcie zagrał cały mecz i pokazał, co potrafię - mówi powołany do reprezentacji Polski po rocznej przerwie Tomasz Zdebel.
Tomasz Zdebel dla "Gazety"

Na razie nie zgodzę się, że osiągnąłem szczyt kariery. Jestem blisko, bo blisko sukcesów jest mój klub Genclebirligi. Do drugiego w lidze Galatasaray tracimy tylko 3 pkt. i jeśli je odrobimy, moi koledzy zagrają w eliminacjach Champions League [Zdebel podpisał już kontrakt z niemieckim Bochum - red.], mamy też szansę na puchar kraju. Jak coś osiągniemy, to uznam, że i ja osiągnąłem szczyt kariery.

Nie ukrywam, że po cichu liczyłem na powołanie. Wiedziałem, że informacje o mojej formie docierają do kraju i czekałem, aż trener Janas się pomyli i wykręci mój numer, a jeśli nie, to ktoś mu podsunie telefon. Na razie z selekcjonerem jednak nie rozmawiałem, bo dwa dni byłem w Niemczech, do których nie zabrałem komórki. O powołaniu dowiedziałem się przed chwilą - wszedłem do klubu i jeden z pracowników podsunął mi faks. Bardzo się cieszę, bo od mojego ostatniego występu reprezentacji, przeciw Irlandii Płn., minął rok. Trener Boniek co prawda mnie nie powoływał, ale wierzyłem, że nie zostałem zapomniany i w szerokiej kadrze wciąż się mieszczę.

Nie czuję się gwiazdą swojego klubu, bo jego siłą jest gra zespołowa, nie będę też obiecywał, że mój powrót zakończy dyskusję o poszukiwaniu rozgrywającego reprezentacji. Tzn. dyskusja powinna się skończyć, bo czas zrozumieć, iż Maradony ani del Piero nie mamy i raczej na razie mieć nie będziemy, a do MŚ udało się awansować, choć klasycznego rozgrywającego nie było. Jestem gotowy, by pomóc i odpowiedzieć na każde wezwanie trenera Janasa. Nieważne, czy widzi mi na lewej stronie, na prawej czy w środku, byle w pomocy. Zrobię wszystko, by awansować do mistrzostw Europy.

Uważam, że szanse wciąż są - wystarczy wygrać ze Szwecją i wszystko zacznie się do nowa. Porażka z Łotwą i remis z Węgrami musiały rozczarować, ale dziś z teoretycznymi słabeuszami nie radzą sobie nawet Niemcy, którzy oddali punkty Litwie. Wiem, że kiedyś zarzucano Engelowi, iż mnie promuje, a teraz niektórzy domagali się mojego powrotu. Nie będę komentował tej zmiany. Są ludzie, którym nigdy się nie dogodzi. Nie chcę też komentować braku powołania Romana Dąbrowskiego. Może i na nie zasłużył, w Turcji gra dobrze, ale te sprawy pozostawiam trenerowi.

Nie boję się też kłopotów z aklimatyzacją w kadrze. Już w niej grałem, znam niektórych zawodników, więc mogę powiedzieć, że wracam jak do domu. Jeszcze nigdy nie wystąpiłem w reprezentacji od pierwszej do 90. min. Czas, bym wreszcie zagrał cały mecz i pokazał, co potrafię.