Polonia-Warbud Warszawa - AZS Toruń 92:88

Polonia-Warbud Warszawa - AZS Toruń 92:88. Kwarty: 24:25, 21:19, 18:24, 29:20. Punkty dla Polonii: Jeklin 34 (5), Carlton 12 (2), Karwowski 10, Olejniczak 6, Kalamiza 4 (1) oraz Trojanowski 14, Gee 7, Pacocha 5, Surówka 0, Polanowski 0; najwięcej dla AZS: Miszczuk 23 (3), Karwanien 19 (3), Sowiński 12 (2).

W kolejnym ważnym dla Polonii-Warbud meczu o utrzymanie w PLK stołeczny zespół wygrał z AZS Toruń 92:88. Dzięki temu warszawiacy awansowali na dwunaste miejsce w tabeli.

Znakomicie zagrał Walter Jeklin. Słoweniec po raz pierwszy w historii wystąpił w roli kapitana i od razu pokazał, że nie stało się to przypadkowo. Zdobywał punkty w bardzo ważnych momentach, świetnie podawał, bardzo dobrze wykonywał rzuty wolne, które miały największe znaczenie dla sukcesu jego zespołu. Po meczu jak zwykle rozbrajał skromnością. - Najważniejsze, że wygraliśmy. Nieważne, ile razy trafiłem za trzy. Nie ważne, ile zdobyłem punktów. Mam nadzieję, że to zwycięstwo sprawi, że będziemy czuli się lepiej psychicznie. Potrzebujemy komfortu przed kolejnymi spotkaniami - mówił bohater wieczoru. Dotychczasowy kapitan Paweł Czosnowski jest chory, ale nawet jak wyzdrowieje, nie wiadomo, czy wróci do podstawowego składu. - Będzie walczył o miejsce z Pawłem Surówką - powiedział menedżer zespołu Piotr Pawlak.

Mecz był zacięty. Torunianie przyjechali do Warszawy z nadziejami na zwycięstwo i od pierwszych minut stawiali warszawiakom trudne warunki. Świetnie grał Marek Miszczuk, którego rywale bardzo rzadko potrafili zatrzymać. Były zawodnik Hoopu trafiał także za trzy punkty i w dużej mierze dzięki niemu AZS długo dotrzymywał kroku zespołowi Jarosława Zyskowskiego.

W Polonii obok Jeklina (11 trafionych wolnych na 12 oddanych, 6 zbiórek, pięć asyst, trzy przechwyty) dobrze grał także Jacek Olejniczak (9 zbiórek) i Jan Trojanowski (dobrze wykonywał rzuty wolne, skuteczny, twardo walczył pod koszami). Nieźle grał także Will Carlton, któremu Zyskowski chyba wreszcie zaufał i pozwolił grać od początku meczu.

Czwartą kwartę torunianie rozpoczęli od prowadzenia 68:61. W ostatniej części meczu - tak jak w całym spotkaniu - znakomcie grał jednak Jeklin. Zdobył wtedy aż 14 punktów. Mimo to koszykarze AZS nadal wierzyli w zwycięstwo. Świetnie grał Grzegorz Sowiński (w czwartej kwarcie 12 punktów, w tym dwa razy za trzy), ale w decydującym momencie trener Jacek Kalinowski posadził go na ławce. - Błagał mnie żebym go zdjął, bo inaczej by umarł ze zmęczenia - tłumaczył swego zawodnika trener. Sowiński ma chyba kiepską kondycję, bo grał tylko 25 minut.

Większe powody do narzekania na zmęczenie miał Zyskowski, który na konferencji prasowej słabszą grę swojego zespołu także usprawiedliwiał wycieńczeniem koszykarzy. - Od początku roku rozegraliśmy już 13 meczów. Torunianie pięć. Brakuje nam świeżości - tłumaczył trener zwycięzców.

Jeszcze 40 sek. przed końcem był remis 88:88. Wtedy dwa rzuty wolne skutecznie wykonał Jeklin. Później po jednym punkcie zdobyli jeszcze Trojanowski i Kalamiza.