W sobotę Liverpool - Manchester, czyli Dudek kontra van Nistelrooy

Jerzy Dudek stanie w oko w oko ze znajdującym się w fantastycznej formie Ruudem van Nistelrooyem, a Liverpool zmierzy się na Old Trafford z Manchesterem United w szlagierowym meczu ligi angielskiej.
Obaj potentaci rozpoczynali sezon z wielkimi ambicjami, jednak tylko "Czerwone Diabły" mogą zrealizować plany - wciąż grają w Lidze Mistrzów, a w Premier League tracą dwa punkty do prowadzącego Arsenalu. Liverpool walczy już o zachowanie twarzy, czyli gwarantujące udział w kwalifikacjach Champions League czwarte miejsce w lidze. Na razie jest piąty, od Chelsea dzieli go również dwa punkty.

Do zespołu gospodarzy wraca po miesięcznej przerwie Roy Keanem, nie zagra natomiast powoli odzyskujący zdrowie Juan Sebastian Veron. To dobry moment, bo sobotnie spotkanie rozpocznie serię najcięższych meczów Manchesteru od lat. W 11 dni piłkarze trenera Aleksa Fergusona zagrają Liverpoolem, Arsenalem, Newcastle i dwukrotnie (w LM) z Realem Madryt. Jeśli większości z nich nie wygrają, prawdopodobnie po raz drugi z rzędu skończą sezon bez trofeum. A to może kosztować posadę Fergusona, bez którego do niedawna nikt był w stanie sobie MU wyobrazić, a teraz coraz częściej mówi się, że na Old Trafford potrzebna jest rewolucja personalna.

Najpierw Dudek musi jednak powstrzymać van Nistelrooya, który w poprzedniej kolejce strzelił Fulham trzy gole. Występ najgroźniejszego napastnika gości Michaela Owena tradycyjnie już jest niepewny, bowiem najlepszy piłkarz na świecie w 2001 roku nabawił się kontuzji pleców w meczu reprezentacji Anglii z Turcją. - Potrzebujemy Michaela, ale nawet bez niego wierzę w swoich zawodników, bo mają nie tylko wspaniałe umiejętności, ale i wielką mentalną siłę - mówi trener Gerard Houllier, który w przeciwieństwie do Fergusona zdobył już jedno trofeum w tym sezonie - kilka tygodni temu w finale Pucharu Ligi Angielskiej Liverpool pokonał... Manchester.

Mecz w sobotę o 13