Skandal w Chorzowie: nie było węgierskiego hymnu

Przed meczem doszło do organizacyjnej wpadki. Organizatorzy nie posiadali nagrania hymnu drużyny gości, wobec czego o jego odśpiewanie poproszono... kibiców węgierskich.
Tych nie trzeba było długo namawiać. Kiedy śpiewali, fantastycznie zachowywali się polscy fani. Klaskali i starali się go nie zagłuszać. - Brak hymnu to wina PZPN - powiedział "Gazecie" Jan Grela wicemarszałek województwa śląskiego, odpowiedzialny za Stadion Śląski. - Działacze Związku mieli przywieźć taśmę z nagraniem, ale jej nie przywieźli. Natomiast cała reszta technicznego przygotowania Stadionu Śląskiego była bez zarzutu.

- Zawiodła technika. To wszystko wina nagłośnienia na stadionie - powiedział "Gazecie" prezes PZPN Michał Listkiewicz. - Jest przenośne i w jednym miejscu ktoś przerwał kabel. Nie było jak odtworzyć hymnu. Byłem po meczu w szatni Węgrów i przeprosiłem za wszystko. Jako, że byli zadowoleni z wyniku, nic nie powiedzieli, nie mieli pretensji. Od tego meczu już zawsze hymn będzie grany przez orkiestrę.

Z hymnem polskim nie było już problemów - zaśpiewał go tenor Marek Torzewski wspierany przez 48 tysięcy kibiców, którzy zasiedli na Stadionie Śląskim w Chorzowie.