Listkiewicz o lidze: Opakowanie jest straszne

Poziom sportowy naszej ligi jest całkiem niezły. Za to opakowanie straszne - uważa prezes PZPN, Michał Listkiewicz.
Jacek Adamczyk: Polska liga nie interesuje sponsorów, ponieważ nie ma im nic do zaoferowania. Zgodzi się Pan z taką oceną?

Michał Listkiewicz: Większość stadionów na miano pierwszej, drugiej czy nawet trzeciej ligi europejskiej nie zasługuje. Gdyby poważny sponsor postanowił zaprosić do loży na stadionie swoich gości czy partnerów biznesowych, u nas jej nie znajdzie.

Ale burd na trybunach jest mniej niż było. Pewnie, że w mediach robi się wielkie halo, gdy dochodzi do rozrób. Tylko że ja jeżdżę po Europie i widzę, że np. we Włoszech tłuką się na co drugim meczu.

Chuligaństwo stadionowe łatwo wyeliminować. Gdyby łobuza, który rzuca butelką i jest filmowany wsadzić do więzienia lub kazać mu zapłacić grzywnę, problem by zniknął. Moim zdaniem sponsorzy nie powinni się bać chuliganów.

Ale się boją. Na dodatek w polskich klubach pracują często niekompetentni ludzie.

- Sponsor musi mieć poważnego partnera, który będzie nadawał na tych samych falach. Oczywiście, w naszych klubach są tacy prezesi jak Zbigniew Drzymała (Dyskobolia), Wojciech Kaszyński (Amica) czy Bogusław Cupiał (Wisła), którzy mogą pokazać się na salonach, ale pracują w nich też ludzie, którzy nie spełniają oczekiwań sponsorów.

A poziom ligi?

- Sportowy jest całkiem niezły. To znaczy daleko mu do tego, jaki byśmy chcieli oglądać, ale nasza liga jest porównywalna z liga austriacką, szwajcarską, może belgijską, węgierską czy czeską. Jest trochę ciekawych meczów, a będzie ich więcej, gdy liczba zespołów zmniejszy się do 14. Opakowanie natomiast jest straszne. Jak pan dostanie ładnie zawinięty prezent i rozwinie te szeleszczące papiery, to w sumie jest pan zadowolony z podarunku. Ale jeśli otrzyma pan to samo w plastikowej reklamówce, to wrażenie jest zupełnie inne.

Ale wprowadzamy licencje. Kluby, których nie będzie stać na ekstraklasę, nie będą w niej grać. Obiecuję pełną stanowczość przy egzekwowaniu wszystkich wymagań, czyli m.in. oświetlenia, zadaszonych trybun czy przejrzystości finansowej. Bo ład finansowy jest bardzo ważny dla sponsorów. Przepisy będą bezlitosne. Jeśli ktoś nie dowiedzie, że mu się budżet "zapina", nie będzie grał w lidze.

To nie jest zła liga. Może nie jest w czołówce europejskiej, ale nie gorsza niż ligi koszykówki, siatkówki czy piłki ręcznej. Tu zadanie i trenerów, i dziennikarzy, żeby sponsorów do tego przekonać.

Ale do czego przekonać? Sam Pan mówi, że w takim stanie ta liga nie może liczyć na zainteresowanie sponsorów.

- Rozmawiamy z trzema firmami, które myślą o tym, by być tytularnym sponsorem ligi. Niestety, telewizje otwarte odwróciły się od ekstraklasy, argumentując, że to tak nudne i tak słabe, że nikogo nie obchodzi. Liga włoska, w której też są nudne mecze, np. Como - Vicenza, jest najchętniej oglądanym programem w telewizji. Oczywiście, tam piłka jest czym innym. U nas zawsze zwycięży chałowy teleturniej czy inne bzdury. Dopóki niekodowana stacja nie wejdzie w ligową piłkę, dopóty sponsorzy będą ostrożni.

Może więc warto przeprowadzić rewolucję? Może ekstraklasa złożona np. z ośmiu drużyn będzie atrakcyjniejsza dla telewizji? Bo nawet Pan broniąc, wymienia mnóstwo jej wad.

- Przede wszystkim jest taka organizacja jak Polska Liga Piłkarska, która musi jak najszybciej sprawdzić, co ma do zaoferowania - tak jak zrobił jakiś czas temu Zbigniew Boniek w przypadku reprezentacji Polski. I mogliśmy np. dać sponsorom Olisadebe w biało-czerwonym stroju. A po dobrych wynikach przyszło zainteresowanie reprezentacją.

Ale polskie kluby rzadko odnoszą sukcesy. Jaki Pan miałby pomysł, żeby przyciągnąć sponsora do klubu?

- Jest pakiet reklamy bezpośredniej - obecność na bandach, balonach, na środku boiska. Możemy do tego dołożyć sędziów, bo od jakiegoś czasu mogą także nosić reklamy. Chodzi o to, że wchodzi pan na stadion i wszędzie widzi piwo X. Pewnie, że nadal pada na głowę, krzesło leży połamane, nie ma toalet itp., itd. To wymaga zmian.

Do tego potrzeba wizji, planu działania. Który klub może się tym pochwalić? Wisła?

- Między organizacją pracy w Wiśle i w innych klubach jest przepaść. Tam jest np. zatrudniony specjalista od marketingu, a nie były kolega piłkarz, są fachowcy od wszystkich dziedzin. Organizacyjnie radzi sobie także Groclin czy Amica, w Lechu coś się zmienia. Ale popatrzmy na Legię. Przez dziesięciolecia wyznaczała wzorce świetnej organizacji. W czasach komunistycznych to był prawie najsilniejszy klub w Europie po Realu Madryt, nie mówię tylko o wynikach sportowych. Jak na tamte czasy była w Legii nowoczesna struktura zarządzania klubem, ośrodek metodyczny, zaplecze medyczne... Pamiętam, że w latach 70. czy 80. to był pewien wzorzec. Teraz, czytając o kłopotach tego klubu, robi się smutno, że wszystko roztrwoniono.