Tajner: Austriacy grają nie fair

- Ograli z tymi kombinezonami wszystkich w tym sezonie. Przechytrzyli każdego i postąpili, moim zdaniem, nie fair - tak o kombinezonach Austriaków wypowiedział się trener polskich skoczków Apoloniusz Tajner.


Każdy kombinezon skoczka narciarskiego ma określone wymiary. Wiadomo, jak ma być gruby i jak szeroki, jak może być luźny w kroku i ramionach, ile powietrza może przepuszczać tkanina. Kombinezon mierzony i plombowany jest przed zawodami. Po skoku sprawdzana jest tylko plomba... - A moim zdaniem przede wszystkim powinno chodzić o to, by kombinezony były takie same podczas lotu - pyta, retorycznie, trener Tajner i dodaje, że osobiście nie miałby nic przeciwko temu, by stroje skoczków były tak samo obcisłe, jak alpejczyków.

Każdy austriacki kombinezon ma od wewnętrznej strony paski przy nogawkach i rękawach. Po oficjalnych pomiarach, a tuż przed skokiem, zawodnicy mocno ściągają te paski, tak że nogawki opuszczone są maksymalnie do dołu by - w kroku - kombinezon był jak najniżej. Gdy ściągnie się rękawy, wytwarza się dodatkowa powierzchnia pod pachami. W locie zwiększa się dzięki temu powierzchnia nośna zawodnika.

- Różnica między zwykłym a austriackim kombinezonem wynosi jakieś 10-15 cm - mówi trener Tajner. - Normalnie każdy centymetr ponad normę to dyskwalifikacja. To straszna różnica. Liegl wygląda jak obiekt latający!

Tylko kto zmierzy zawodnika w trakcie skoku? Nikt. A po nim bardzo łatwo zdejmuje się te paski naciągające kombinezon (z reguły są pod butem) i wraca on do normalnych wymiarów. Kontrolujący kombinezony wiedzą i wiedzieli o tym doskonale. Ale w tej grupie przeważają Austriacy - z szefem FIS ds. skoków Walterem Hoferem na czele (jest zięciem wiceprezesa FIS).

Austriacki pomysł odkryli już wszyscy, z Polakami włącznie. W Predazzo z podobnymi paskami skakać będzie nie tylko Małysz i Austriacy, ale i Niemcy, Finowie, Norwegowie...

Jako pierwszy, tuż po Turnieju Czterech Skoczni, zaprotestował fiński trener Norwegów Mika Kojonkoski. Następne spotkanie i dyskusja w tej sprawie odbyły się w Japonii.

- Zamiast z tym skończyć, każdy zaczął naśladować - opowiada Tajner. - Zmian żadnych nie będzie, powstałby ogromny galimatias, poza tym to byłoby przyznanie się do błędu przez kontrolujących, że albo nie zauważyli niczego, albo nie chcieli zauważyć. Tego nie wiem... Byłyby problemy. Teraz już wszyscy zaopatrzyli się w nowe kombinezony z paskami... Zobaczymy zresztą, co się wydarzy na tych mistrzostwach - kończy Tajner. I więcej nie chce brnąć w ten temat.

Kto zostanie mistrzem na dużej skoczni?